Marcin Wolski

Marcin Wolski
Praca Małgorzaty Dygas opowiada historie ponad 20 firm, z których każda może być uznana za polską markę firmową, choć niewiele z nich pozostało w polskich rękach, a niektóre przestały istnieć. W pierwszym rzędzie są to historie rodzinne i dzieje rodzinnych firm. Wśród przykładów dwie gałęzie przybyłego z Austrii rodu Lilpopów – pierwsza związana z pięcioma generacjami znakomitych zegarmistrzów, druga w spółce z Rauem i Evensem tworzyła polską motoryzację. Przy okazji Lilpopowi zawdzięczamy pionierskie rozwiązanie urbanistyczne – miasto-ogród Podkowę Leśną. Syn słynnego malarza Jana Piotra Norblina został założycielem dynastii producentów brązu słynnej warszawskiej firmy wyrobów metalowych. Blask polskiego srebra zawdzięczamy rodzinie Fragetów, klejnotów – Władysławowi Krukowi....
Marcin Wolski
Abstrahując od faktu, że pani doktor Kopacz pomyliły się dinozaury z mamutami, sama zalecona przez nią technika obrzucania przeciwnika kamieniami („może wreszcie się zmęczy”) może przynieść efekty, pod warunkiem że wystarczy kamieni, a mamut w końcu się nie zdenerwuje. Poza tym niebagatelnym problemem jest celność, a z tym opozycja ma kłopoty. Ale może nie chodzi o to, żeby trafić, tylko żeby zmobilizować się przy rzucaniu? Technikę tę można obserwować w przypadku tzw. afery Srebrnej. Nie chodzi przecież o wykrycie przekrętu, którego nie było, tylko o wyrobienie w społeczeństwie odruchu warunkowego, jak u psa Pawłowa. Zestaw słów: „Austriak, pieniądze, wieżowce, Kaczyński, Srebrna”, ma wystąpić w charakterze dzwoneczka, po którym społeczeństwo zacznie się ślinić. Jeszcze się nie ślini...
Marcin Wolski
Śmierć premiera Jana Olszewskiego przenosi moje myśli do epoki, która dla mnie oznacza niedawne wczoraj, ale dla młodych wydaje się zamierzchłą przeszłością. Osobiście wspominam te lata jako czasy zabawy w „Polskie Zoo” i mimowolnie porównuję stan umysłów, nastrojów, kultur. Wtedy i dziś. Dziwne, ale odnoszę wrażenie, że mimo całego trwającego sporu politycznego łatwiej przychodziło rozmawiać ludziom z ludźmi, a politycy potrafili śmiać się z siebie. Kiedy przy okazji setnego odcinka „Polskiego Zoo”, jesienią 1993 roku, zrobiliśmy sondę wśród polityków, prawie wszyscy zaakceptowali swoje zwierzęce wizerunki. Oczywiście każdy wolałby być lwem (choć Suchocka zamiast lamą – żyrafą), ale nikt jakoś się nie obrażał, nawet Rokita (diabełek Boruta), a Niesiołowski wypożyczył sobie niegdyś...
Marcin Wolski
Rzadko się zdarza, by życie autora dorównywało barwnością jego bohaterom. Popularny brytyjski pisarz Jeffrey Archer ma w dorobku nie tylko wiele książek i scenariuszy seriali (np. „Kane & Abel”). Był także sportowcem, członkiem Izby Gmin, Izby Lordów, więźniem (odsiedział dwa lata z czteroletniego wyroku za krzywoprzysięstwo). Jego najnowsza powieść „I tak wygrasz” obraca się wokół zawsze interesującego go tematu sukcesu. Bohaterem jest rosyjski nastolatek, Aleksander, utalentowany szachista. Jego ojciec – zadenuncjowany przez Władimira, kolegę z leningradzkiego podwórka, który marzy o karierze w KGB – ginie z rak czekistów za próbę organizacji wolnych związków zawodowych. Aleksander wraz z matką decydują się na ucieczkę. O wyborze: Anglia czy USA decyduje rzut monetą. Przy czym...
Marcin Wolski
Wiem, że błądzenie jest rzeczą ludzką, i że „kto jest bez grzechu, niech pierwszy...”, ale jakoś trudno mi współczuć Stefanowi N. Mimo że doceniam jego zasługi z przeszłości, predyspozycje intelektualne, a nawet dawno temu swoisty wdzięk. Ma lud polski takie określenie: „nagrabił sobie”. I ono pasuje jak ulał do sytuacji. Libertyn przyłapany w domu publicznym nie budzi większego zainteresowania, co innego moralista, ongiś działacz katolicki z twarzą pełną moralizatorskich frazesów. Jeśli u kogoś zdiagnozują alkoholizm czy seksoholizm, to powinien przynajmniej uważać. Ćwierć wieku temu nasz jurny bohater otrzymał pierwsze poważne ostrzeżenie w postaci niejakiej Anastazji P. – prowokatorki ze stajni Urbana. Opinia potraktowała go ulgowo, jako ofiarę. A sam zainteresowany? Chyba nie...
Marcin Wolski
Może mi się tylko tak wydaje, ale od czasu, kiedy Jack Reacher przeżył wybuch bomby atomowej, jego autorowi Lee Childowi zaczynają się kończyć pomysły. Cóż, po takim fajerwerku trudno wymyślić coś bardziej spektakularnego. Pozbawiony komórki, prawa jazdy i miejsca stałego pobytu supermięśniak coraz częściej dokonuje podróży w przeszłość i tam szuka kłopotów, które są jego specjalnością. Podczas swojej włóczęgi przypadkowo trafia do miasteczka Laconia w stanie Maine, skąd pochodził jego dziadek, i z pobudek sentymentalnych próbuje dowiedzieć się czegoś o swoim rodowodzie. Z doświadczenia wiem, że wynik takiej kwerendy bywa często niespodziewany, a nawet kłopotliwy. U Childa poruszenie jednego kamyczka powoduje lawinę zdarzeń pełną mordobić i strzelanin. Okazuje się, że to za mało, i...
Marcin Wolski
O roku ów, kto ciebie widział w naszym kraju…! – wypada zawołać za Mickiewiczem, sięgając po nową powieść Bohdana Urbankowskiego „Gwiazdy rdzewieją na dnie Wisły”, która przenosi nas do pamiętnych dni polskiego lata 1920 roku. Z pamiętników mego ojca wspominam moment nagłego przerwania atmosfery zabaw i flirtów, i przemianę, z dnia na dzień, młodych ludzi w żołnierzy, którzy wyruszyli na jedną z najważniejszych bitew historii. Wielowątkowa powieść rozgrywa się w wielu miejscach i planach – na polach bitew, w sztabach, domach prywatnych, wśród filozoficznych dysput i tajnych operacji. Śledzimy spiski, niedoszłe zamachy. Doprowadzona do końca roku 1923 powieść jest w pierwszym rzędzie książką o Piłsudskim w dniach jego chwały. Jesteśmy z nim w Belwederze, gdy rozmawia z duchami księcia...
Marcin Wolski
Trudno opisać skalę złych emocji, jakie wywołuje w Polsce polityka. Fala hejtu jest porażająca. A ogrom zarzutów miotanych przez totalną opozycję – naprawdę nie do policzenia. A przecież jeśli ktoś ma odpowiednio mocne nerwy, jest w stanie to wszystko wytrzymać, ba, nawet skwitować zjawisko gromkim śmiechem. Cała bowiem czarna propaganda ma jedną wspólną cechę, która powoduje jej nieskuteczność – jest bezdennie głupia. Działa wyłącznie na emocje, których przecież nie sposób podgrzewać w nieskończoność, ale co gorsza, obraża inteligencję elektoratu. Przeciwnik jest opisywany na podobieństwo Niemca w filmie PRL-owskim, który musiał być równocześnie sadystycznym zbrodniarzem i kompletnym idiotą. Podobnie przypisywanie rządzącym wszystkich możliwych złych cech, często nawzajem się...
Marcin Wolski
W kwestii dynastii (politycznych, artystycznych) regułą przeważnie jest, że pierwsze pokolenie błyskotliwie zdobywa pozycję, kolejne ją utrwala, następne trwoni. Jeśli chodzi o artystów: najwybitniejszy Strauss to ten pierwszy, podobnie było z Dumasami itd. Kossakowie, o których opowiada „Biały mazur” Joanny Jurgały, są przypadkiem szczególnym. Oczywiście w kategorii malarzy Wojciech był nieco słabszy od Juliusza, a Jerzy od Wojciecha, ale erupcja talentów w krakowskiej rodzinie nie ograniczała się do plastyki. Córka Wojciecha, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, to jedna z najwybitniejszych polskich poetek, jej siostra Magdalena pod pseudonimem Samozwaniec dała próbkę swoich satyrycznych możliwości w powieści „Na ustach grzechu”, brawurowej parodii „Trędowatej” Mniszkówny, a bratanica –...
Marcin Wolski
Coraz bardziej podziwiam Brytyjczyków. Może nie wszystkich, lecz przynajmniej tę większość, która bierze odpowiedzialność za rządzenie krajem. Z jednej strony stać ich, by w głosowaniu odrzucić narzuconą treść traktatu, co wielu mylnie traktowało jako próbę obalenia rządu, by zaraz udzielić temu samemu rządowi votum zaufania. Stało się jasne, że nie chodziło o podważenie pozycji pani premier, lecz o pokazanie brukselskim eurokratom, że nie mają co liczyć na potęgę dyktatu i dążenie do kompromisu za wszelką cenę. Brytyjczycy przez kilkaset lat tradycji demokratycznych przyswoili parę zasad. Pierwsza to szacunek dla własnych decyzji i niezmienianie ich w rytm wahań koniunktury. Wyrazili swe zdanie o brexicie i nie widzą powodu, by je zmieniać. Mogliby organizować drugie referendum, potem...
Marcin Wolski
„Jedwabne szlaki” Petera Frankopana, historyka z Oxfordu – barwna opowieść o handlu, ekspansji politycznej i kulturowej, ostatecznie sprowadzającej się do gry o hegemonię – zaskakuje wieloma tezami, które dotąd rzadko przebijały się w podręcznikowej historii. Pierwsza głosi, że Zachód tylko przez krótkie okresy dziejowe – w pierwszych wiekach Imperium Rzymskiego, od odkrycia Ameryki po katastrofę dwóch wojen światowych – wygrywał w globalnej rywalizacji. Drugą jest konstatacja, że wschodnia cześć Eurazji zawsze była ludniejsza i prawie zawsze bogatsza i lepiej zorganizowana. Tam było więcej bogactw, kruszców, przedmiotów luksusowych i szlaków komunikacyjnych, tam też powstały biurokratyczne struktury pozwalające na tworzenie imperiów (Persowie, imperium Aleksandra Wielkiego). Tam...
Marcin Wolski
Jedną z niewielu zasad, którą wyznaję, jest uporczywa walka o jedność ludzi połączonych wspólną ideą, wizją, a może tylko nadzieją. Można się różnić, spierać, można się nawet nie lubić, jednak trzeba zachować świadomość celu, jaki mają nasi liczni przeciwnicy, a jest nim skłócenie nas. Czy jest na to recepta? Tak! Otwartość i odporność. Ile razy człowiekowi nóż się w kieszeni otwiera, gdy słyszy obelgi od niedawnych przyjaciół, pomówienia od kombatantów wspólnych zmagań. Ale trzeba wytrzymać. Bo nie chodzi tu o pojedynczy interes każdego z nas, lecz o coś zdecydowanie większego. Ostatnio doświadczyłem prawdziwego zalewu hejtu przy okazji emisji telewizyjnej szopki, której fragmenty tak pięknie wypadły na łamach „GP”. Choć przyzwyczaiłem się do ciosów ze strony przeciwników i...
Marcin Wolski
Książki Joanny Siedleckiej nie wymagają rekomendacji. Szczere do bólu, dostarczają czytelnikowi wrażeń niezależnie od tego, czy jest to demaskatorski „Czarny Ptasior” o Jerzym Kosińskim, dogłębny „Jaśnie Panicz” poświęcony Gombrowiczowi czy „Pan od poezji” – rzecz o Zbigniewie Herbercie. Siedlecka, która uznając za Mackiewiczem, że tylko prawda jest ciekawa, dąży do niej bezkompromisowo, przesłuchując świadków i przekopując archiwa IPN-u. Co więcej, nie rozstaje się ze swoim bohaterem po napisaniu biografii, l bada dalej. Herbertowe życie po życiu ukazuje nadal barwnie i niezwykle. Choćby za sprawą wdowy, uzurpującej sobie rolę Jedynej Słusznej Właścicielki Mistrza, która w jego imieniu postanowiła pogodzić się z „Gazetą Wyborczą”, podejmując działania, których on nigdy by nie...
Marcin Wolski
Straszenie polexitem to dziś główna, jeśli nie jedyna broń opozycji. Przy czym ta chwilowo kompletnie niebrana pod uwagę opcja w wydaniu propagandystów PO stanowi jakieś przerażające połączenie apokalipsy z holocaustem, tak jakby nie można było sobie wyobrazić życia poza Unią Europejską (dowodem Szwajcaria, Norwegia i Wielka Brytania właśnie!). Na razie jednak to właśnie Prawo i Sprawiedliwość jest gwarantem naszej obecności w Unii, w dodatku nie jako lokatora oślej ławki, lecz prymusa, a najkrótsza droga poza Unię wiedzie właśnie przez Platformę Obywatelską. Wyobraźmy sobie, co by się działo w przypadku (moim zdaniem mało prawdopodobnym, ale w polityce wszystko jest możliwe) sukcesu totalnej opozycji. Konflikty rozgorzałyby ze zdwojoną mocą, a polityka przeniosła się na ulicę w...
Marcin Wolski
Nasza historia pełna jest wielkich królów i słynnych hetmanów. Panteon uzupełniają bohaterowie powstań i spisków oraz kilku najwybitniejszych artystów. Dużo rzadziej wspomina się o ludziach pracujących dla Polski na niwie gospodarki. Może dlatego, że realizowali przy okazji własne interesy. Lukę uzupełnia czwórka autorów – Arkadiusz Bińczyk, Andrzej Krajewski i Wojciech Kwilecki, zdominowana przez Marcina Rosołowskiego. W stulecie niepodległości zaproponowali oni „Poczet przedsiębiorców polskich”, od czasów najdawniejszych po II wojnę światową. Znajdziemy tam postacie z różnych stanów i religii – arystokratów i mieszczan, naukowców i ludzi Kościoła. Czasem w rolach zgoła nieoczekiwanych – jak Mikołaj Kopernik, teoretyk pieniądza i świetny organizator, czy kanclerz Zamoyski – mniej...
Marcin Wolski
Z nowym rokiem jedni robią bilanse przeszłości, inni (sam się do nich zaliczam) wybiegają w przyszłość). Snują plany i czasem zdradzają marzenia. Jednym śnią się stanowiska (to najczęstszy motyw snów opozycji), inni chętnie wymieniliby żonę na nowszy model, minimaliści powtarzają cicho: „byle nie gorzej”. Osobiście mam dwa główne marzenia krajowe i zagraniczne. I marzę o takim wyniku eurowyborów, po których przez Brukselę przeleci tsunami. Niech wreszcie wygrają partie eurosceptyczne, narodowe, prawicowe, opierające się na woli społeczeństw, a nie postkomunistycznych mrzonkach, i potrząsną zdegenerowaną klasą polityczną, w której socjalista nie różni się od chadeka, a ten od liberała. Że to oznaczałoby sukces Putina? Bzdura! Polityka zagraniczna Unii się nie zmieni, bo opiera się na...
Marcin Wolski
UWAGA NA DOLE TEKSTU LINK DO POBRANIA SZOPKI W WERSJI PDF (mel. „Przedszkole” Jacka Kaczmarskiego)     W naszym przedszkolu jest że ach,     zabawek tutaj mamy moc,     jedynie głupek czuje strach     i moczy się co noc.     Choć trwa podobno swobód czas,     lizusów sporo – taki los –     do piaskownicy wpycha nas,     wychowawców głos!     A ci sankcjami, sankcjami, sankcjami grożą nam     i chcą wykopać, wykopać, wykopać ze swych bram.     Lecz gdy przeminą, przeminą, przeminą gorzkie łzy,     śmiać się będziemy my! (mel. „Tanie dranie” Kabaretu Starszych Panów) Opiekunowie  ...
Marcin Wolski
Coraz trudniej jest pisać kryminały. Wszystko już było, a mnóstwo tematów, na przykład ze styku zderzenia cywilizacji, uznano na Zachodzie za niepoprawne politycznie. Szuka się więc rozwiązania w mieszaniu gatunków – z powieścią  sensacyjną, romansem, przenosi zbrodnie w czasy historyczne, wprowadza element fantastyki. Jednak największym wzięciem cieszą się odgrzewane patenty klasyków gatunku, oczywiście pod warunkiem, że zostają rozwinięte inteligentnie i twórczo. Czytając debiutancką powieść Chrisa McGeorge’a nie sposób odejść od słynnego kryminału Agathy Christie, znanego jako „10 małych Murzynków”, choć współczesna cenzura wymuszała kolejne zmiany tytułu, aż po banalne „I nie było już nikogo”. Sześciu ludzi w zamkniętym pomieszczeniu, trup w wannie i żądanie porywacza...
Marcin Wolski
To, co dzieje się w Warszawie z nazwami ulic, wydaje się kompletnie niezrozumiałe. Powiem szczerze – łatwiej zrozumieć jerozolimski motłoch krzyczący „uwolnić Barabasza”, niż władze miasta stołecznego Warszawy i popierające je sądy, przywracające komunistyczne nazwy ulic zamiast upamiętnienia bohaterów najnowszej historii. W dodatku nowy prezydent miasta, Rafał Trzaskowski, stracił unikalną szansę wyciągnięcia ręki do opozycji i okazania się kimś więcej niż funkcjonariuszem własnej partii. Kuriozalność decyzji polega na tym, że PO w szale atakuje nawet to, co powinno być dla niej świętością, bo leży u jej własnych podstaw. Jak Komitet Obrony Robotników czy lider ŻOB-u i Unii Wolności, Marek Edelman. Nawet Anna Walentynowicz to element mitu założycielskiego Solidarności. Jacek...
Marcin Wolski
Seryjni mordercy nie są zjawiskiem ostatnich czasów. Istnieli od zawsze, trafiali się wśród koronowanych głów, ale i wśród gminu. Oczywiście większe możliwości stwarzało im wielkie miasto wypełnione anonimowym tłumem i publiczność, jaką mogą zapewnić współczesne media czy wcześniej prasa wysokonakładowa. Kuba Rozpruwacz, Dusiciel z Bostonu, Landru czy Czikatiło istnieli naprawdę. „Alienista”, powieść Caleba Carra, podobnie jak powstały na jej bazie serial, rozgrywa się u schyłku XIX w. w Nowym Jorku. Stanowi mieszankę prawdy i fikcji – postacią prawdziwą jest szef tajnej grupy śledczej, Teodor Roosevelt, który wkrótce po opisywanych wydarzeniach zostanie prezydentem USA. Autentyczny jest też odrażający świat zbrodni, tak eleganckiej i bezpłciowej u wiktoriańskich klasyków gatunku. Tu...
Marcin Wolski
Stało się. Prędzej czy później musiało się stać. Władze miejskie Utrechtu w trosce o samopoczucie swoich muzułmańskich współbraci zakazały eksponowania dzieł Caravaggia. Co prawda tylko na zewnątrz budynków i tylko malowideł o tematyce religijnej, ale to przecież tylko początek. Islam, jak wiadomo, nie toleruje żadnych wizerunków istot żywych, w dalszej kolejności zniknąć będą musiały portrety. Zastanawiam się, jak nazwać postawę rajców holenderskiego miasta? Być może w swoich lewackich umysłach wydaje im się, że robią jedynie na złość znienawidzonemu chrześcijaństwu i nie chcą jakoś wyobrazić sobie losu kobiet kamienowanych za nieprzestrzeganie szariatu czy kastrowanych gejów, w końcu sam fakt ich istnienia jest obrazą Boga. A przecież doczekają się! Muzułmanie na Zachodzie dopiero...
Marcin Wolski
Każda epoka ma swoich celebrytów. Pasjonuje się nimi cały świat i równie prędko o nich zapomina.  Obecnie o Charlesie Lindberghu, przypomnianym w znakomitej pracy Danuty Uhl-Herkoperec i Przemysława Słowińskiego, pamiętamy głównie dzięki brawurowemu przelotowi przez Atlantyk w 1927 roku (za sterami spędził wówczas samotnie 35 godzin bez snu) i tragedii związanej z porwaniem i zamordowaniem jego 20-miesięcznego dziecka. Lektura najnowszej książki przekonuje, że historia Linbergha okazuje się o wiele bardziej interesująca, poczynając od jego dziadka, który z trzy razy młodszą od siebie kelnerką uciekł ze Szwecji i zmienił nazwisko, po dokonania wnuka, który stał się jednym z wizjonerów zmieniających świat. Jego lot okaże się bowiem przełomem w lotnictwie pasażerskim. W ciągu roku 30...
Marcin Wolski
Nie jestem bezkrytycznym wielbicielem Wojciecha Cejrowskiego. Trudno nawet powiedzieć, że go lubię. Drażnią mnie jego autorytatywne sądy, krzywdzące opinie, niesprawdzane informacje. A jednocześnie wiem, że przy wszystkich swoich wadach jest wartością bezcenną. Ilu takich ludzi mamy po naszej stronie? Szalonych zagończyków, nie chwilowych kondotierów, gotowych dla idei rzucić się w beznadziejny bój i w dodatku go wygrać? Ile procent głosów zapewnił Dobrej Zmianie, gdy samojeden, tuż przed decydującym bojem roku 2015, podarł fotografię Komorowskiego? Tacy ludzie, często drażniący w normalnych czasach, w chwilach przełomowych są nie do zastąpienia. Dlatego należy ich chronić, przymykać oczy na ich ekscesy i pozwolić na zdania odrębne, nawet gdy drażnią i bolą. Ludzi, którzy się zgadzają...
Marcin Wolski
Choć w zbiorowej pamięci Polaków zryw Wielkopolan w 1918 r. cieszy się zasłużoną opinią jedynego udanego powstania w naszych dziejach nowożytnych, jego szczegóły nie są powszechnie znane. Brak większych ofiar, przewaga negocjacji nad starciami zbrojnymi sprzyjały umniejszaniu czynu zbrojnego, co utrwalała anegdota, jak ta o zajęciu Dworca Głównego przez masowe wykupienie przez poznaniaków biletów peronowych. W istocie trudno przecenić rolę tej spontanicznej insurekcji dla losów Polski, o czym doskonale przekonuje nas praca Marka Rezlera „Powstanie Wielkopolskie”. Sam Poznań wyzwolono stosunkowo łatwo. Przybycie Ignacego Paderewskiego 26 grudnia i jego triumfalny przejazd przez miasto okazał się detonatorem zdarzeń. Starcie demonstracji polskiej i niemieckiej szybko przeobraziło się w...
Marcin Wolski
Upalnym latem 1980 roku z kręgów tygodnika „Polityka” wypłynęła opinia na temat przywódcy robotniczego protestu w Gdańsku – „cwany żulik”. Za to określenie byliśmy gotowi wydrapać oczy. Pamiętam, jak godzinami z zespołem radia na Myśliwieckiej, który in corpore wstąpił do Solidarności, wysłuchiwaliśmy przemówień przewodniczącego, interpretując wszystko na korzyść jego i sprawy. Gdy wypływały informacje o kontaktach z SB, mówiliśmy: prowokacja! Były momenty, gdy prywatne interesy elektryka z Popowa były zbieżne z celami jego ojczyzny. Ale w końcowym rozrachunku nie potrafiły przeważyć. Kiedy? Chyba w momencie, gdy Wałęsa wygrał z Mazowieckim, a „Bolek” zaczął niszczyć własną legendą. Najgorsze, że własnej degradacji nie zauważył sam bohater. Prawdopodobnie z czasem sam uwierzył w to,...
Marcin Wolski
Stara anegdota opowiada o słynnym aktorze, który potrafił wcielać się w dowolną postać i na życzenie wpływowej sponsorki występował w jej sypialni w rolach słynnych kochanków: Casanovy, don Juana itp. Pewnego razu dama zażyczyła sobie, aby zagrał u niej siebie, wybitnego aktora! „To niemożliwe, madame – odparł artysta. – Prywatnie jestem impotentem”. Z pewną obawą sięgałem po „Pogrzeb na zamówienie”, pierwszą całkowicie oryginalną powieść głośnego autora kryminałów Anthony’ego Horowitza, który w ostatnich latach doskonale potrafił podrabiać i kontynuować dzieła Conan Doyla, Agathy Christie czy Iana Flemminga. Tym razem pokusił się o oryginalny patent i nie próbując kontynuować przygód Sherlocka Holmesa, Herculesa Poirot czy Jamesa Bonda, w roli bohatera obsadził siebie. I wywiązał się...
Marcin Wolski
Najpiękniejsze i najbardziej udane działania społeczne rodzą się oddolnie. Np. jeśli ćwierć miliona ludzi decyduje się wyjść na ulice, nie dzieje się to dlatego, że ktoś im to nakazał. Prędzej już zakazał. Kiedy następnego dnia po wspaniałym, wzruszającym Marszu Niepodległości dowiedziałem się, że w kolejnym roku jego organizatorem ma być państwo, zatkało mnie. Na szczęście szybko pojawiły się przytomne głosy odradzające taką inicjatywę. Jeśli ludzie chcą manifestować swoje uczucia patriotyczne, należy im na to pozwolić, nie pytając o przynależność organizacyjną. Nikt nie powinien naruszać „prawa autorskiego”. W tym roku w marszu aktywną rolę odegrały kluby „Gazety Polskiej” i Solidarność, jeśli dołączy Radio Maryja czy ruchy lokalne, zyskamy wszyscy. Jeśli pójdzie w marszu prezydent,...
Marcin Wolski
Dla współczesnych pokoleń Polaków Niepodległość, której jubileusz świętujemy, to wspomnienie jakiejś zamierzchłej przeszłości. Dokładnie czymś takim w szkolnych latach była dla mnie rocznica Powstania Styczniowego. Natomiast międzywojnie odczuwałem jako byt niedawny, bliski, znajomy. Opowiadała mi babcia Karczewska, że jako 15-latka biegała na patriotyczne demonstracje na plac Zamkowy, a że była malutka i drobniutka, żaden Kozak jej nie wypłazował, bo nieludzki carat unikał masakrowania dzieci. Dziadek, wzięty do armii carskiej, ledwie wrócił, znalazł się w Wojsku Polskim i wziął udział w Bitwie Warszawskiej. Brat dziadka, kontrrewolucjonista, służył w Dywizji Syberyjskiej, przebił się do Mandżurii i zaczął układać sobie życie, ale gdy wybuchła niepodległość, wrócił do kraju i też...
Marcin Wolski
Raz w tygodniu zdarza mi się „W tyle wizji” obcować z Rafałem Ziemkiewiczem. Przyjemne są to pogwarki, zwłaszcza jeśli czasami uda mi się dorwać do głosu, przeważnie zresztą nie dlatego, że kultura nie pozwala mi przerwać, ale po prostu lubię posłuchać, co ma do powiedzenia (może poza sytuacjami, gdy opowiada banialuki o dokonaniach endecji czy Powstaniu Warszawskim). Dlatego też jestem wiernym czytelnikiem jego publicystyki, doceniając, że takie określenia jak „michnikowszczyzna” czy „system komparadorski” weszły do współczesnego języka. „A więc wojna” to zbiór felietonów dostępnych dotąd tylko w internecie. Mikroeseje Rafała mają taką przewagę nad większością artykułów jednorazowego użytku, że choć komentują bieżącą sytuację, refleksje i konkluzje bywają szersze i bardziej...
Marcin Wolski
Mogło by się wydawać, że kiedy wielki człowiek rodzi się w małym kraju – on i jego ojczyzna mają przerąbane. Wielkie ambicje w małym kraju oznaczają kłopoty, ich brak – karierę lennika kolaboranta. Można oczywiście zmienić sobie naród na większy, jak Napoleon Bonaparte, ale Carl Gustaw Mannerheim nie zamierzał iść w jego ślady. Żyjący W latach 1867–1951 marszałek nie zapomniał nigdy, że jest Finem. Nawet gdy przez 30 lat robił karierę w armii carskiej, dochodząc tam do najwyższych stanowisk. Autor przedmowy do „Wspomnień” nazywa go postacią kontrowersyjną, czym mógłby zniechęcić potencjalnego czytelnika. Ale jest to optyka bolszewicka. Z jego wspomnień wyłania się przede wszystkim konsekwentny patriota. Od chwili rozpadu rosyjskiego imperium pozostaje niezłomnym obrońcą suwerenności...
Marcin Wolski
Pani grafini von Thun z okazji obchodów Święta Niepodległości była nieuprzejma wbić parę szpil prezydentowi Dudzie, przeciwstawiając mu Bronisława Komorowskiego, który – jej zdaniem – jednoczył naród. Krótkie pytanie: gdzie i kiedy? Pod krzyżem, u bram jego Pałacu? Na Marszu Niepodległości? Owszem, po katastrofie smoleńskiej naród samorzutnie, na chwilę, zjednoczył się w żałobie. Choć i wtedy niecały, wśród kolesi ówczesnego marszałka strzelały przecież korki od szampana. Skądinąd stosunek do „Bronka Jednoczyciela” przekazał naród w dwóch turach wyborów prezydenckich, potwierdził, olewając zarządzone przezeń referendum, aby wreszcie ostatecznie posumować w wyborach parlamentarnych. Nadzwyczajna jedność. To, że Polska jest dziś podzielona, nie ulega dyskusji. Nie powinno być też...
Marcin Wolski
Wychowani w europocentryzmie z trudem zauważamy, że przestaliśmy być pępkiem świata, z wszystkimi tego konsekwencjami. Zachód nie chce już przewodzić, USA ma coraz mniejszą ochotę być żandarmem świata, a Rosja wprawdzie może zniszczyć świat i siebie, ale trudno jej dyktować swoje warunki. Praca Jacka Bartosiaka „Pacyfik i Eurazja o wojnie” dostarcza wiele wiedzy na temat przyszłego świata, rywalizacji potęg i charakteru przyszłych konfliktów. Czytając o nowych technikach wojennych, ze szczególnym uwzględnieniem cyberataków i wszelkich elementów wojny elektronicznej, może się wydawać, że obcujemy z prozą fantastyczno-naukową. Jednocześnie jednak praca silnie oparta jest na takich tradycyjnych elementach jak geopolityka, potencjały gospodarcze, ze szczególnym uwzględnieniem szlaków...
Marcin Wolski
Dlaczego jest źle, kiedy jest tak dobrze? To pytanie nurtuje mnie od dnia wyborów, niezależnie od mniej lub bardziej optymistycznych wyników, które spływają metodą kropelkową. I nawet nie chodzi o dyskomfort, jakim będzie życie w wielkich miastach rządzonych przez totalną opozycję, kontrolującą teatry, repertuar kin i nazewnictwo ulic. Tak naprawdę niepokoi mnie przyszłość. Nadzieja na samodzielne rządy raczej się oddala. Wątpię, czy ponowne rozstrzelenie głosów pozwoli zdobyć mandaty zmarnowane przez innych. A koalicjant? Dotąd wyjściem awaryjnym wydawał się Kukiz’15. Słabość tego ugrupowania obnażyły wybory samorządowe i wcale nie jest pewne, czy jego ruch w ogóle dotrwa do wyborów. Najbliższe dni pokażą jeszcze jedno: czy zdolni będziemy rozmontować tworzący się anty-PiS, czy choćby...
Marcin Wolski
Podobno szpiegostwo, jak prostytucja, należy do najstarszych zawodów świata. W pracy Tadeusza Kisielewskiego „Uwaga szpieg” możemy znaleźć krótką historię wywiadu, od czasów pradawnych po współczesne. Podbudowy teoretycznej dostarcza słynny chiński myśliciel Sunt Zi, który podzielił szpiegów na pięć kategorii: miejscowi, wtajemniczeni, odwróceni, martwi oraz żywi. W długiej galerii bohaterów tego fachu znajdziemy prawdziwych celebrytów: jest piękny Riccio – lutnista i kochanek Marii Stuart, filozof i męczennik nauki Giordano Bruno. Mistrzem szpiegostwa była postmongolska Rosja, a największą karierę miał zrobić początkujący agent Ochrany w Gruzji – Józef Stalin. Szpiegom, w tym słynnej szarej eminencji – ojcu de Tremblay – zawdzięcza wiele Francja kardynała Richelieu. W wojnie...
Marcin Wolski
Gdybym znał przyszłość tę najbliższą (dalszą łatwiej jest przewidywać), spokojnie napisałbym sobie teraz (w sobotę) komentarz powyborczy, ale niestety nie znam rezultatów. Dlaczego? Wszystko sprowadza się do stanu świadomości. I mas, i elit. Elity, i to w skali światowej, dawno przestały się kierować zdrowym rozsądkiem. Poczynając od wieku oświecenia (wolę nazywać go erą ściemnienia), panuje pogłębiający się rozziew między światem takim, jaki ma być, a takim, jaki jest. Dlatego szlachetne hasła wolność, równość, braterstwo bardzo szybko zmieniają się w terror, wyzysk i egoizm, a elementem dialogu staje się gilotyna lub nagan w ręku czekisty. W najłagodniejszym wariancie środek przymusu objawia się w postaci cenzury poprawności politycznej. Elity zadufane w sobie i przekonane, że są...
Marcin Wolski
Guillaume Musso to dziś jeden z najbardziej znanych autorów literatury popularnej. Przygodę z tą lekką prozą, łączącą znakomite pomysły i suspens godny kryminału z wątkami melodramatycznymi, zacząłem, jak wielu czytelników, od końca – od wydanej w zeszłym roku „Dziewczyny z Brooklynu”, po czym pochłonąłem całą dostępną resztę, dochodząc do tej pierwszej. Powieść „Potem”, od której zaczęła się pisarska przygoda Musso, została zainspirowana przez własne doświadczenia. Autor cudem przeżył groźny wypadek samochodowy. W powieści alter ego autora, ośmioletni Nathan, rzuca się na ratunek swojej koleżance. Wyciąga ją z wody i sam tonie. Prawie. Zostaje wybudzony ze śmierci klinicznej. Znajomość dwójki dzieciaków z czasem zamieni się w miłość rozgrywającą się według zasad antykopciuszka. Ona...
Marcin Wolski
„Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze”. Im dłużej zastanawiam się nad przyczynami istnienia totalnej opozycji, tym częściej dochodzę do wniosku, że jest to powód główny. Nie lęki lustracyjne, nie osobiste animozje, nie wstyd z powodu mylnej kalkulacji, który nie pozwala się wycofać – lecz gigantyczna forsa dojona w tysiącach miejsc z krowy nazywanej polskim państwem. Ciekawe, ale we wszystkich materiałach na ten temat dziennikarze emocjonują się wydojonymi kwotami u źródła, brak mi natomiast delty. Pieniądze nie są anonimowe i migawki kolejnych zatrzymanych złodziei VAT-u to tylko wierzchołek góry lodowej. Ale na tym się nie kończy. Chciałbym zobaczyć mapę korzyści w III RP – przecież niezależnie od tego, czy dotyczy to podatków, rabowanych kamienic, budowanych autostrad...
Marcin Wolski
Pamiętam, jak przez wiele lat przeglądając zachodnie podręczniki i encyklopedie, zderzałem się ze zdumiewającym faktem, że największe państwo europejskie w ogóle w nich nie istniało (poza mapami). Pośrodku Europy ziała terra incognita, nieobchodząca nikogo. To się na szczęście zmienia. Doskonałym tego przykładem jest potężna „Oksfordzka historia unii polsko-litewskiej” Roberta Forsta, koncentrującego się na politycznych dziejach tego fenomenu, który był czymś nadzwyczajnym, przekraczającym ramy unii dynastycznej. Unia przetrwała mimo różnic etnicznych, językowych (jakich nie mieli Kastylijczycy w mariażu z Aragonią) i religijnych. Była jak na ówczesne czasy przestrzenią niezwykłej tolerancji. Autor nie ulega pokusie polocentryczności narracji, choć decydująca rola polskich praw oraz...
Marcin Wolski
Na przypadek „kleru” należy patrzeć jak na bardzo sprytny zabieg socjotechniczny, który bazując na pospolitych antyklerykalnych uprzedzeniach, może być najsilniejszym od lat ciosem zadanym polskiej tożsamości narodowej, w której zaufanie do Kościoła i przywiązanie do tradycji katolickiej są jednymi z najważniejszych składników. Twórcy tej akcji poszli w ślady Jerzego Urbana, który podłożył nogę etosowi solidarności, skutecznie zrównując w mniemaniu milionów czarnych z czerwonymi. Zabieg ten, nazwany wówczas „panświnizmem”, funkcjonował wiele lat, niwecząc dorobek milionów ludzi pragnących lepszej i sprawiedliwszej Polski. Dziś jest podobnie. Operacja „kler” nie dlatego jest tak perfidna, że pokazuje naganne przypadki, od których nie są wolni ludzie, w tym duchowni. Istotą jest...
Marcin Wolski
Powieść Pawła Lisickiego nie jest lekturą dla kogoś o słabych nerwach. Nawet namiętny czytelnik horrorów poszukuje w nich momentów wytchnienia. Tutaj obraz jest czarny, sprawy toczą się źle, dobrzy (nieliczni) przegrywają, źli triumfują. Najgorzej, że nie jest to wydumana fikcja. Lisicki lokuje „Czas antychrysta” na połowę XXIII wieku. Moim zdaniem ponure wróżby z „Czasu Antychrysta” spełnią się jeszcze za życia naszych dzieci, najpóźniej wnuków. Patologii, którymi szpikuje swój powieściowy esej autor, nie trzeba wymyślać. Rozkład rodziny, omnipotentne państwo, aborcja, eutanazja, policja myśli, czyli poprawność polityczna – to wszystko już jest, tyle że u autora jest tego więcej. Oczywiście jako niepoprawny optymista chciałbym, żeby autor się mylił i że nie wszystko jest stracone,...
Marcin Wolski
Jestem optymistą. Uważam też, że sprawy idą w dobrą stronę. A przecież przyglądając się naszym sprawom krajowym, co najmniej na kilku obszarach czuje się smak porażki. Być może kroplą przelewającą kielich goryczy był ostatni festiwal w Gdyni. Nienawistny rechot, pogarda podszyta głębokim przekonaniem „co nam zrobicie?”. To odpowiedź koryfeuszy kultury na zabiegi mecenasa. Po trzech latach w kulturze jest źle. I nie widać zmian na lepsze. Wielu wpływowych środowisk nie udało się przekonać ani kupić. Jak powiada przysłowie: „pieniądze wzięli, tyłek obrobili”. Nie ma obiecywanych arcydzieł, choćby nawet przyzwoitych dzieł klasy „B”. Jeśli nie można było przejąć instytucji lub wynegocjować jakiegoś modus vivendi, należało tworzyć własne. Jakże ożywcze byłoby pojawienie się kilku teatrów...
Marcin Wolski
Całkiem niedawno uświadomiłem sobie, że Maciej Rybiński nie żyje już 10 lat, a bolesna wyrwa po królu polskiego felietonu pozostała niezapełniona, choć pamięć o Mistrzu, poza gronem przyjaciół, powracała głównie podczas dorocznego przyznawania nagrody Złotej Ryby – wspaniałego trofeum dla młodych felietonistów. Teraz do Maćka dołączyła jego żona – szefowa kapituły tej nagrody, Krystyna Grzybowska – wspaniała dziennikarka, gorąca patriotka, niezwykła kobieta. Trudno mi nawet wyobrazić sobie ich opustoszały dom w Grabinie, rozbrzmiewający żartami i codzienną wytężoną pracą. Ciekawa rzecz, skala talentu Krystyny ujawniła się w pełni już po śmierci Macieja (przedtem jak dobra, mądra żona pozwalała mu błyszczeć bezkonkurencyjnie) – a przecież jej dowcip i wnikliwe analizy usytuowały ją na...
Marcin Wolski
Łączyła ich miłość do tej samej kobiety i tej samej ojczyzny, choć każdy realizował ją zupełnie inaczej. Poza tym dzieliło prawie wszystko. Piłsudski i Dmowski – dwaj ludzie, którzy pojawili się we właściwym miejscu i we właściwym czasie. W pracy Tadeusza Kisielewskiego „Piłsudski, Dmowski i niepodległość. Osobno, ale razem” znajdziemy precyzyjny opis ich postaw i kalkulacji. „Dmowski był znakomitym analitykiem, Piłsudski zaś graczem. Dmowski chciał związać się ze słabszym z zaborców, Piłsudski z tym, który według niego miał większe szanse na zwycięstwo w przyszłej wojnie. Dmowski miał rację w swoich dalekosiężnych kalkulacjach politycznych, Piłsudski racjonalnie w kategoriach militarnych”. Późniejsza wrogość miała stać się dziełem ich stronnictw, prywatnie obaj panowie darzyli się...
Marcin Wolski
Dokumentalistkę Elżbietę Ruman poznałem dzięki reportażowi nagrodzonemu jedną z głównych nagród Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Niezwykła historia opowiadała o cudzie w Kostaryce dokonanym za sprawą papieża Jana Pawła II. Dziennikarka dotarła z kamerą do San Jose, spotkała się z rodziną, lekarzami…   Pani Floribeth cierpiała na tętnika mózgu. Nieoperowalnego. Było to jak wyrok śmierci. Pozostawały jedynie modlitwa i środki przeciwbólowe. 1 maja 2011 roku chora nie przyjęła lekarstw, chciała być przytomna, aby oglądać transmisję z beatyfikacji papieża Polaka. Oglądała, a potem zasnęła. We śnie usłyszała głos: „Wstań, nie lękaj się”. Więc wstała. Następnego dnia obudziła się absolutnie zdrowa. Cud w Kostaryce posłużył jako dowód w procesie beatyfikacyjnym Karola Wojtyły. W...
Marcin Wolski
Ostatnio parokrotnie wyrywano mnie do odpowiedzi w sprawie kontrowersyjnych decyzji PE dotyczących Acta II. Osobiście mam do sprawy stosunek ambiwalentny. Z jednej strony ogarnia mnie wściekłość na codzienną grabież własności intelektualnej dokonywaną przy pomocy internetu. Choćby mój przykład.   Większość mej twórczości jest obficie reprezentowana w Chomikach czy innych YouTube’ach. Można tam znaleźć setki moich niepowtarzanych (ze względu na koszty naliczane przez ZAIKS) słuchowisk radiowych, mnóstwo telewizyjnych szopek i „Polskiego zoo”. Za wszystko to otrzymuję 0 (słownie: zero) złotych. Oczywiście mógłbym to złodziejstwo tropić, skarżyć, tylko wtedy musiałbym poniechać twórczości, bo funkcja agenta literackiego, który mógłby to robić za mnie, w Polsce nie istnieje. Stąd mój...

Pages