Reportaż

Marcin Wolski
Dla Polaka emocjonalny związek z Czarnogórą jest oczywisty – za czasów Ludwika Węgierskiego, w południowej Europie zwanego Wielkim, żyliśmy w jednym państwie, później, kiedy o losie Bałkanów przesądziła bezsensowna śmierć Władysława Warneńczyka poległego w 1444 r., maleńka Czarnogóra stanowiła najbardziej wysunięty punkt chrześcijańskiego oporu przeciw islamskiemu imperium. Jeszcze w dzieciństwie, podczas przeglądania historycznych atlasów, zafascynowały mnie malutkie kolorowe wysepki (Raguza, czyli Dubrownik, Rodos i właśnie Czarnogóra) na tle jednolitego tureckiego morza. Pewnych punktów (np. twierdzy dominującej nad Kotorem) Turczyn nie zdobył nigdy. Najnowsza historia obeszła się z Czarnogórą dość łagodnie. Więcej zniszczeń przyniosło dramatyczne trzęsienie ziemi, w którym ucierpiała...
Zakazane maski i race Czym jest hardbass? Czy pamiętają Państwo coś takiego jak flashmob? To modne na Zachodzie zachowanie lewackiej młodzieży (w Polsce szczególnie mocno promowane przez „Gazetę Wyborczą”), polegające na gromadzeniu się w miejscu publicznym grupy osób w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków. Hardbass jest prawicową odpowiedzią na flashmob. Zjawisko hardbassu rozprzestrzenia się głównie w Europie Środkowo-Wschodniej i Rosji. Jest ewidentnie słowiańskim wynalazkiem, choć ostatnio pierwsze próby miały także miejsce w Chile, Hiszpanii i Mołdawii. Polega na pojawieniu się grupy młodych mężczyzn w liczbie od kilku do kilkuset, którzy rytmicznie podskakują w rytm muzyki techno, pozostawiając za sobą zdziwione miny...
Rafał Kotomski
Zielona doświadczona Zdaniem Łatwińskiego, minister skarbu prywatyzując taką firmę jak Lumel, powinien mieć przede wszystkim na względzie perspektywę miasta i regionu. Niestety, Zielona Góra ma wyjątkowo złe „historyczne” doświadczenia z prywatyzacją dużych państwowych firm po 1989 r. Krótko mówiąc – wszystkie z nich zniknęły z rynku, a po uznanych markach i zyskownej niegdyś produkcji nie ma śladu. Kiedyś miasto – jedna z lubuskich stolic – znana była ze swojego browaru i winiarni. – Kto dzisiaj o nich pamięta? – zastanawia się Łatwiński. Podobny los bankruta, który nie przeżył prywatyzacji, spotkał duże zakłady meblarskie i „Polską Wełnę”. Po tej ostatniej zostały piękne, zrewaloryzowane budynki, które dziś tworzą największą w mieście galerię handlową „Focus Park”. Zdaniem...
Rafał Kotomski
Łatwo jednak nie było. – Proszę odejść. Nie chcemy rozmawiać, mamy dość tego szumu. Niech pan nie wykorzystuje naiwności nastolatka – bardziej rozkazywała, niż prosiła wyraźnie zdenerwowana matka Jacka, gdy dzień przed rozmową nad zalewem dotarłem pod dom Balcerowskich. Do środka nikt nie zapraszał. Kawy nie wypiliśmy, rozmowa się nie kleiła. Ojciec nastolatka spoglądał z rezygnacją. – Żona jest w depresji – tłumaczył cicho. Niedawno stracił pracę. Matka Jacka pracuje jako urzędniczka w gminnej pomocy społecznej. Uważa, że trzeba wszystko przeczekać. Aż ludzie zapomną. I minie wstyd. W oczach jej syna pojawiła się jednak nadzieja. – Chce pan pomóc? Wreszcie ktoś jest po mojej stronie – próbował na darmo tego dnia tłumaczyć matce. Nocny gniew Polityka Jacka irytuje. Przyznaje...
Filip Rdesiński
Krew i zęby na chodniku Lubelska policja bez opamiętania zaczęła strzelać do kibiców Avii z gumowych kul. Bez ostrzeżenia, bez pierwszego strzału w powietrze, z kilku metrów. Funkcjonariusze celowali nie tylko w nogi, ale także w brzuch, klatkę piersiową i głowę. Kilka zakrwawionych osób padło na bruk. Reszta zaczęła wycofywać się z dworca. Wierni wychodzący z położonego przy dworcu kościoła, widząc leżących na ziemi zakrwawionych ludzi, próbowali nieść pomoc. Policja nie zwracała na nic uwagi, strzelała do każdego, kto znalazł się w pobliżu. – Kule świstały wokół. Strzelano, gdzie popadnie, dopóki nie skończyła się amunicja – opowiada jeden ze świadków. Widząc, co się dzieje, kibice Motoru Lublin próbowali wyjść z pociągu. Wówczas policja użyła wobec nich gazu. Kibice zaczęli się...
Piotr Lisiewicz
Transparent o Białorusi usunięty w stylu... Łukaszenki – Donald to imię bohatera najpopularniejszej kreskówki. Czy transparent „Ala ma kota” też zostałby nam skonfiskowany? – pyta Paulina Bartkowiak, prezes Stowarzyszenia Sympatyków Klubu Unia Leszno. Transparent „Tola ma Donalda, Donald MA TOLE” jej kolegom zabrano przy wejściu do sektora dla gości w czasie meczu, który odbył się w ubiegły weekend. – Powiedziano im, że jego treść „śmierdzi polityką” – mówi Bartkowiak. W tej sytuacji kibice z Leszna zrezygnowali z wniesienia na sektor drugiego z transparentów o treści „Żaden hiPOkryta głosu kibiców nie zdusi. Nie damy zrobić z Polski drugiej Białorusi!”. Wnieśli go im kibice Falubazu, którzy lepiej wiedzieli, jak uniknąć na bramce jego skonfiskowania. Transparent zawisł na płocie...
Rafał Kotomski
Tusku, musisz? Salezjanin, ks. Jarosław Wąsowicz, to chyba najbardziej znany kapłan w środowisku. Sam kibic Lechii od trzydziestu lat, gdańszczanin z Zaspy, sąsiad Wałęsy i zagorzały konspirator w okresie stanu wojennego. Napisał książkę „Biało--Zielona Solidarność”, która opowiada o gdańskich patriotach – kibicach. – To, co dzisiaj robi Tusk, jest zwykłą awanturą polityczną. Kiedyś był entuzjastą mocnych zachowań kibiców, w podziemnej prasie pisał z podziwem o walkach z milicją, w których nie brakło śmiertelnych ofiar – mówi ks. Wąsowicz. Dodaje, że premier z PO w czasie ostatniej kampanii wyborczej podlizywał się kibicom, odwoływał do ich etosu, pokazywał publicznie w klubowym szaliku o biało-zielonych barwach. – To mnie wówczas raziło. Podobnie jak fakt, że nie wahał się...
Niech toną zaborcy! Najwięcej wpisów znalazło się na profilu „Autonomia Śląska”, na którym zarejestrowano kilkanaście tysięcy osób. Zacytujmy niektóre z tych wpisów, bo są bardzo charakterystyczne dla poglądów prezentowanych przez zwolenników ruchu, którego liderem jest Jerzy Gorzelik. Mieszkaniec Tarnowskich Gór (listopad 2008 r.): „Polak to wredny naród. Obiecali Ślązakom pełną autonomię i co? Teraz twierdzą, że naród śląski nie istnieje. Nic gorszego nie mogło nas spotkać. Wolę Niemców. Śląsk jednak musi być wolny. Trzeba o to walczyć”. Mieszkaniec Cieszyna (wrzesień 2009 r.): „Śląsk się na Polskę dość narobił. Czas robić na siebie i wcale nie jest za późno. Polski rząd nam ludzi morduje, a my siedzimy po cichu. Polska zeżarła Śląsk i wyciska z niego ostatnie soki...
Krajobraz po kataklizmie Potworny smród, sterty zalegających na poboczu śmieci, zniszczone uprawy, domy. I ludzie. Zmęczeni, załamani, próbujący jednocześnie coś odbudować, zacząć od początku. Przeklinający rząd za niewypłacone na czas odszkodowania. Mający żal do dziennikarzy, którzy w czasie powodzi szukali taniej sensacji, kilka miesięcy po – o sprawie zapomnieli. A żyć trzeba. Taki obraz napotkaliśmy, realizując reportaż na temat powodzian w lipcu ub.r. w Sandomierzu, trzy miesiące po przejściu powodzi. Rok po kataklizmie nie zmieniło się wiele. Owszem – sterty śmieci uprzątnięto, nie przeszkadza już obrzydliwy fetor. Jednak opisany przez nas wówczas dom wciąż jest niezamieszkany. Starszy pan nadal mieszka u córki, a pobliski akademik pełen jest rodzin, które w wyniku żywiołu...
Kaja Bogomilska
Ogień miłosierdzia z Łagiewnik Jadwiga Jaworska przyszła na czuwanie z synem Mateuszem, tegorocznym maturzystą. Chłopak jest nieśmiały. Woli, żeby w ich imieniu mówiła matka. – Jesteśmy jedną z bardzo wielu polskich rodzin, które czują się szczególnie związane z Janem Pawłem II. Gdy Ojciec Święty po raz pierwszy przyjechał do Polski, nosiłam Mateusza pod sercem. Chodziłam śladami papieża, a on, chyba na Agrykoli, udzielił błogosławieństwa kobietom w stanie błogosławionym. Miałam wrażenie, że mówi do mnie i do mojego nienarodzonego synka. Tak zaczęła się obecność Błogosławionego w życiu naszej rodziny. Tak zwyczajnie i jednocześnie niezwykle – mówi matka Mateusza. Na telebimie ukazuje się wizerunek Jana Pawła II. Wsłuchujemy się w jego słowa: „Boże miłosierdzie najpełniej wypełnia...
Rafał Kotomski
Stoczniowe dźwigi stoją jakby w oczekiwaniu na lepsze czasy. Prezydent Komorowski, wygłaszając kolejne niefortunne przemówienie, podczas obchodów szczecińskiego Grudnia’70 stwierdził, że miasto, podobnie jak Nowy Jork, ma własną statuę wolności. A są nią właśnie dźwigi Stoczni Szczecińskiej. – To wyjątkowo niezręczne i oburzające słowa – ocenia Jędrzej Wijas, młody radny szczecińskiej lewicy. – Dźwigi, które niszczeją zamiast pracować, to żaden symbol wolności, raczej symbol upadku polskiego państwa i zawodu, jaki władza sprawiła ludziom – dodaje z przekonaniem. Spełniają się przy miotle Kiedy zaczyna opowiadać o stoczni, nie kryje wzruszenia. W osiemdziesiątym roku Roman Pniewski strajkował. Ze stocznią był związany przez wiele lat, a kiedy upadała, był jednym z najbardziej...

Pages