Podróże

Stefan Czerniecki
Nie trzeba być milionerem, by poczuć, jak smakuje egzotyczny świat podwodnego Ekwadoru, jednego z piękniejszych wybrzeży Ameryki Południowej. Podobnie jak nie trzeba od razu wydawać 800 dolarów i lecieć na słynne Galapagos. Gdy przybędziemy na lotnisko największego miasta Ekwadoru, Guayaquil, z pewnością szybko zaczepi nas głośny Latynos. Chłopak uganiający się od jednego turysty do drugiego. W czapce z daszkiem i z garścią kolorowych ulotek w dłoni. Jeśli u słuchacza pojawi się najmniejszy objaw zainteresowania, marny jego los. – Hola amigo, specjalnie dla ciebie! Doskonale wiem, po co tu przyjechałeś! – krzyczy, wciskając ulotkę przedstawiającą leniwe żółwie na tle powulkanicznego krajobrazu. – Że jak, przepraszam? – mówi nieco skołowany turysta. – Nie, nie… Dziękuję... –...
Z obawy przed rosyjskim ekspansjonizmem wybudowano fort, broniący główne miasto Nowej Zelandii. Działo się to niemal 150 lat temu, a dziś stanowi ciekawe świadectwo historii oraz znakomity punkt turystyczny i – przede wszystkim – widokowy. Nowa Zelandia wygląda na mapie jak but ze sztylpą, nieporządnie porzucony w bezmiarze błękitu Oceanu Spokojnego. To ląd stosunkowo młody (w skali geologicznej, oczywiście), wydźwignięty na powierzchnię siłą wulkanów. Co ciekawe, jedynymi endemicznymi ssakami są tu nietoperze; Maorysi pojawili się tu zaledwie 300–400 lat przed Europejczykami. Odkrywcy zawarli wtedy z odkrywanymi układ, który jest podstawą funkcjonowania państwa do dziś. Największe miasto tego wyspiarskiego kraju – Auckland – to bardzo rozległa aglomeracja, rozłożona wśród...
Stefan Czerniecki
Corrida jest tu wpisana w codzienną rozrywkę. Dla niej pracownik otrzyma urlop od szefa. Mało tego ‒ szef chętnie sam się przejdzie. Na ulicach Quito poruszenie. Odczuwalne już w mknącym przez miasto niebieskim autobusie. Na pokładzie podstarzałego wehikułu z mocno rozkręconą klimatyzacją większość wesołych panów. Jadą przez mieszkalną dzielnicę Inaquito w kierunku El Inca, by po drodze minąć potężny, owalny plac. To Plaza de Toros, po polsku „Plac Byków”. Na przystanku wysiada większość pasażerów. Idę za nimi. Dobrze wiem, gdzie wszyscy się kierują. Dziś w stolicy Ekwadoru przecież wielkie święto. Oto mamy corridę! Jest jedną z trzech znanych na całym świecie, obok hiszpańskiej i portugalskiej. W Portugalii nazywają ją wprawdzie „tourada” i nie zabijają byków na arenie. Poza tym...
Seul jest naturalną stolicą Korei, tu bowiem krzyżują się główne szlaki komunikacyjne i handlowe półwyspu. Z tej racji rynki i targowiska były ważnym elementem życia Seulu od zawsze. Najstarsze z nich działa nieprzerwanie już od ponad wieku. W historycznym centrum Seulu, dzielnicy Jung-gu, oprócz zabytków, muzeów i budynków rządowych znajdują się też najsłynniejsze targowiska – położone pomiędzy pałacami cesarskimi Insa-dong. Uznawane głównie za rynek antyków i sztuki oraz położone na południe odeń Myeong-dong, będące praktycznie całą dzielnicą handlową i usługową. Co ciekawe, w południowej części tego królestwa handlu i rozpusty mieści się... seulska katedra katolicka pw. NMP i św. Mikołaja, którą w 1984 i 1989 r. odwiedził św. Jan Paweł II. Słowo „dong” (dosł. „sąsiedztwo”) to w...
Na dwóch brzegach górskiej rzeki rozłożyło się piękne miasto, zwane niekiedy „małym Wiedniem”. Ba, jest tu nawet lokalna „Wenecja”, nie mniej zachwycająca od prawdziwej. I tylko szkoda, że gród powstały jako pamiątka miłości braterskiej wciąż nosi piętno braterskiej waśni – podział graniczny. Oby czas zaleczył rany. Księstwo cieszyńskie, wyodrębnione z raciborskiego pod koniec XII wieku, pozostawało pod piastowskim berłem aż do połowy XVII wieku. Po wygaśnięciu rodu Piastów Cieszyńskich księstwo, jako lenno korony czeskiej, przejęli Habsburgowie. Do końca ich panowania Polacy i Czesi żyli tu w zasadzie zgodnie, potem jednak rozgorzały spory, których wynikiem były trzy zatargi dyplomatyczne, jeden zbrojny i... trwały podział Śląska Cieszyńskiego. Tak to bywa w rodzinie. Według...
Robert Swaczyński
Indie to państwo dziesięć razy większe od Polski, ma prawie miliard trzysta milionów mieszkańców. Niestety, większość z nich musi przeżyć za dolara dziennie. Tuż przed północą, 30 stopni na plusie, wilgotność 80 proc. Uśmiechnięty Hindus zachęca, aby to jego wybrać na szefa tej podróży. Po krótkich targach i ustaleniu ceny turysta wsiada do żółtego tuk-tuka. To autoriksza, która w Indiach pełni rolę taksówki. Gaz do dechy i kierowca odwracający się co chwila w stronę pasażera. Światła miasta, zgiełk ulicznego życia i pęd powietrza – tak wita nas Bombaj, jedno z największych miast indyjskiego półwyspu. Karoseria tuk-tuka wygląda jak kilkudziesięcioletnia metalowa beczka, prostowana na wszystkie sposoby. Przejazd przez miasto to wyzwanie. Hindus nie zdejmuje ręki z klaksonu, a mijane o...
Stefan Czerniecki
Są takie chwile, gdy spoglądasz w swoje życie i stwierdzasz, że „to było naprawdę dobre”. Nawet gdy wtedy kląłeś pod nosem, że zaraz pewnie umrzesz z wyczerpania. „Owszem, takie były założenia wyprawy. Miało być ciężko. Miało być trudno. Ale nie aż tak!” – myśli przewijają się przez głowę. Z czasem nawet i one ustaną. Na pewnej wysokości po prostu i z logicznym myśleniem pojawiają się kłopoty. Wszystko przez brak tlenu... Wybraliśmy się we dwóch w Himalaje. Tata i ja. On – taternik. Ja – nieopierzony synalek. Ten od logistyki i map. Dziś nie wiem, który z nas miał trudniejsze zadanie. On z rozbijaniem namiotu na zamarzniętym lodowcu przy trzaskającym mrozie czy może ja, analizujący posplatane izohipsy na fatalnej nepalskiej mapie. Kartograf nawet nie zarejestrował, że szlak idzie...
Grodno to jedno z najstarszych miast dawnej Rzeczypospolitej. Jego korzenie sięgają XII w. Odegrało znaczącą rolę w naszej historii – stąd wyruszał pod Psków Stefan Batory i tu dokonał żywota. Tu także obradował Sejm Niemy i tu abdykował Stanisław August. Z wojennych perturbacji XX wieku Grodno wyszło stosunkowo obronną ręką – starówka ocalała niemal w całości. Dlatego do dziś, mimo typowego sowieckiego wandalizmu, miasto zachowało polski charakter. Co prawda, trudno mu równać się z Wilnem czy Lwowem, ale za to tylko tu były – i wciąż stoją – aż dwa zamki królewskie. Ponoć w czasach świetności w XVIII wieku pod względem liczby rezydencji magnackich Grodno ustępowało jedynie Warszawie. Ślady polskości znajduje się tu niemal na każdym kroku, chociaż obecni włodarze miasta o tym milczą...
Stefan Czerniecki
Bez tych murowanych łuków okolica nie wyglądałaby już tak zjawiskowo. To trochę jak z obrazem. Bez czegoś, co przykuje uwagę, co zniszczy ład i spokój tła, malowidło staje się jakby „za grzeczne”. Patrzę w dół. Ciarki przechodzą po plecach. Stoję wyżej, niż sięgają korony okolicznych drzew. Mosty przewyższają dziesięciopiętrowy wieżowiec. Stąd widać nie tylko ciągnący się po horyzont krajobraz, lecz także to, co znajduje się pod naszymi stopami. Gdzieś tam słychać szum ledwo dostrzegalnego strumyka. To niewielka rzeczka Błędzianka. Aby ją usłyszeć, trzeba się chwilę skupić. Odczekać, aż miną nas zwiedzający – choć tych nie ma znowu tak wiele. Na wiadukcie każdy znajduje miejsce tylko dla siebie. To jest ten czas. Teraz go słychać. Szum strumyka dociera właśnie na 36. metr...
Jakub Augustyn Maciejewski
Po rozpadzie Związku Sowieckiego chcieli uzyskać niepodległość. Ale jakby wyglądało państwo ze stolicą mniejszą od Ozorkowa i liczbą ludności nie dorównującą warszawskiej dzielnicy Mokotów? A ich ojczyzna, Gagauzja, jest położona kilkanaście kilometrów od granic Unii Europejskiej. Gagauzja to najdziwniejsza kraina Europy. Jest położona na południu najbiedniejszego państwa kontynentu – Mołdawii. W 1994 r. zdobyła autonomię. Na czele państwa stoi ichniejszy prezydent – baszkan. W stolicy kraju Komracie można się natknąć na gagauskie Ministerstwo Obrony Narodowej, którego budynek jest wielkości kilku kiosków. Wędrując przez Gagauzję, co rusz wpada się z kołchoźniczych wiosek do majestatycznych enklaw kultury prawosławnej (cerkwi i monastyrów), aby wreszcie znaleźć się pośrodku maleńkich...
Robert Swaczyński
Słoneczne plaże z białym piaskiem i turkusowym kolorem wody, palmy kokosowe, rum i wyborne cygara – to liczne atrakcje, które czekają turystę po kilkunastu godzinach lotu z Warszawy. Na Wielkich Antylach na Morzu Karaibskim wygrzewa się w słońcu wyspa Haiti, a dwie trzecie jej powierzchni zajmuje Dominikana. To w jej pobliżu pływał na „Czarnej Perle” kapitan Jack Sparrow z kinowego hitu „Piraci z Karaibów”. Kilka tygodni temu, gdy huragan Irma pustoszył wyspy, Dominikana również szykowała się na jego uderzenie. Mieszkańcy rajskiej krainy tym razem mieli szczęście, straty były niewielkie. Gdy tylko przestaje wiać, Dominikana jawi się jako wymarzone miejsce na leniwy wypoczynek. Mnóstwo turystycznych resortów wyposażonych w luksusowe apartamenty z basenami i bezpośrednim dostępem do...
Spieszmy się podziwiać Muzeum Polskie w Rapperswil, bo za chwilę może go już nie być. A na pewno nie będzie takie jak dawniej. Widok jak z bajki: z wód jeziora otoczonego ośnieżonymi szczytami wystaje skalista ostroga. Z niej wznoszą się w niebo wieżyce kamiennego zamku, jakby wyrosłego ze skały, na której stoi. U podnóża rozpościerają się ogrody różane, a do wzniesienia przytuliło się miasteczko, które wygląda, jakby nadal trwał wiek XVI. To Rapperswil, miasto róż i siedziba jednego z najstarszych polskich ośrodków kulturalnych na emigracji. Jakże łatwo stąd ulecieć „w rajską dziedzinę ułudy”! Ale potem następuje twarde lądowanie w tzw. bieżącej rzeczywistości. Niestety. Górujący nad urokliwym miasteczkiem zamek z XIII wieku stopniowo popadał w ruinę. Kiedy więc w 1870 r. Władysław...
Stefan Czerniecki
Pod względem wielkości to druga – po Grenlandii – wyspa świata. Raj dla etnologów, raj dla socjologów. Niezgłębione pole do popisu dla badaczy języków. A także dla ludzi Kościoła. Wysuszona ziemia pęka gdzieniegdzie. Gleba jest naprawdę twarda i sucha. – W Papui to niepodobne! Tutaj leje zwykle całymi dniami. A teraz deszczu jest tyle co kot napłakał. To chyba specjalnie dla ciebie, byś miał lepsze zdjęcia – śmieje się ojciec Bogdan. To michalita. Pracuje w Papui już od 40 lat. Traktuje tę ziemię jak własny dom. Ludzie go kochają. Wystarczy przejść się z nim po kilku chatach i zobaczyć, jak reagują na jego widok mieszkańcy. Wioska Rukus należy do jego parafii. – Father, father! – woła z daleko bezzębna kobiecina. Biegnie z pola. Ojciec Bogdan odmachuje przyjaźnie. Za kilka chwil...
Robert Swaczyński
Dojeżdżamy do Reszla od południa. Światło słoneczne mruga między drzewami warmińskiej puszczy. Sarny na odgłos przejeżdżającego samochodu podnoszą smukłe szyje. Widok, który pozostaje w pamięci. Na rynku nie było słychać wrzasku, jedynie głosy bawiących się dzieci. Zbliżając się do fosy i murów zamku w Reszlu, czuło się, że atmosfera gęstnieje. Na dziedzińcu widać było krzątających się koniuszych, rycerzy przy pogawędce i służbę przygotowującą strawę w kuchni. Na parterze, oprócz kuchni, znajdowały się zbrojownia i spiżarnia, natomiast na pierwszym piętrze komnaty mieszkalne. Twierdzą zarządzał burgrabia, zastępca starosty grodowego. Ostatnie piętra ceglanej budowli zajmowały magazyn i spichlerz ze zbożem. Od 1401 r. gotycki zamek był siedzibą biskupów warmińskich. Walczyli o te...
Po II wojnie światowej Polska uzyskała Pomorze, jednak nie całe. Ponad połowa dziedzictwa Gryfitów pozostała po niemieckiej stronie granicy. O niegdysiejszym słowiańskim panowaniu przypomina tu wiele. Chociażby toponomastyka – Stralsund to przecież Strzałów. Strzałów, dogodnie położony nad cieśniną Strzała (Strelasund), prawa miejskie uzyskał w 1234 r. od rugijskiego księcia Wisława I. Ówczesna osada obejmowała dzisiejsze stare miasto wraz z wyspą, zwaną obecnie Danholm. Dzięki temu panowała ona nie tylko nad dużą osłoniętą redą, lecz także kontrolowała najlepszy dostęp na wyspę Rugię. Lokowanie na prawie lubeckim okazało się strzałem – nomen omen – w dziesiątkę: miasto szybko urosło i stało się członkiem Hanzy, w pewnym okresie drugim po Lubece co do znaczenia i obrotów. Pod miejską...

Pages