Podróże

Olga Alehno
„Boże, błogosław Łotwę” – tak zaczyna się hymn tego bałtyckiego kraju, który w tym roku obchodzi 100-lecie państwowości i 25. rocznicę pielgrzymki św. Jana Pawła II do Agłony, zwanej łotewską Częstochową, znanej jeszcze w czasach Inflantów jako miejsce kultu maryjnego. Już za chwilę w trakcie swojej pielgrzymki do agłońskiej Królowej Północy przybędzie papież Franciszek.     Na co dzień Agłona, położona we wschodnim regionie Łotwy – Łatgalii, w zasadzie jest większą wsią, gdzie mieszka mniej niż tysiąc osób. Jednak tylko bardzo śmiała osoba mogłaby wyznać to jej mieszkańcom otwarcie. Dumę, którą szczycą się lokalni mieszkańcy, umacnia coroczna obecność tysięcy pielgrzymów, najważniejszych polityków państwa przybywających tu w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. A już...
Stefan Czerniecki
Leniwe słoneczne popołudnie. Eleganckie drewniane domki. Tak wygląda nieznająca smaku wielkomiejskich pokus osada północnego skraju Morza Bałtyckiego. Z wyludnionymi uliczkami. Kilkoma sklepikami. Kościółkiem. Ratuszem. I czymś jeszcze... – Ale właściwie po co? – te słowa wracają niczym déjà vu. Już je przecież słyszałem. Pytanie pojawiało się, ilekroć opowiadałem znajomym w zaufaniu o swoim zamiarze odwiedzin pewnego szwedzkiego miasteczka. – A jakoś tak. Po pierwsze, to baza tanich linii lotniczych do pobliskiego Sztokholmu. A po drugie… – zawieszałem głos. – Wydaje mi się, że znajdę tam coś inspirującego. Coś subtelnie beztroskiego. Z lotniska Skavsta pospiesznie wychodzi kilkudziesięciu pasażerów. Wszyscy przylecieli ostatnim samolotem z Krakowa. Tym samym, co i ja. Zresztą...
Wyspa jak wulkan gorąca, tudzież ustrojowo przodująca, otoczona jest od północnego zachodu wianuszkiem wysepek i raf koralowych, zwanych Colorados. Wśród nich za najpiękniejszą uważa się Cayo Jutías. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem, jak brzmi nazwa Cayo Jutías, nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Przypomniały mi się ponure lata stanu wojennego i napisy „junta juje” na murach... i teraz weź to wytłumacz Kubańczykowi. Na szczęście wystarczyło wyjaśnienie, że nazwa budzi wspomnienia – a skoro z uśmiechem, to miłe, czyż nie? Cayo Jutías dałoby się przetłumaczyć jako Wyspa Hutii, co z kolei budzi nieodparte skojarzenia ze sławetnym Ogniskiem Zdrowotnym Chutnik. Tymczasem hutia kubańska to gatunek gryzonia, coś pomiędzy szczurem a wiewiórem, wielkości sporego kota. Populacja tego...
Nie sposób zrozumieć sztandarowe powieści George’a Orwella – „1984” i „Folwark zwierzęcy” – bez znajomości „W hołdzie Katalonii”. Kluczowe wydarzenia opisane w tym qasi-pamiętniku mają miejsce w Barcelonie, dumnej stolicy Katalonii. Miasto jednak najwyraźniej nie chce o tym pamiętać. Barcelona to stare i dumne miasto – jej korzenie sięgają głębokiej starożytności. Według legendy miał je założyć sam Herakles; wedle innego podania uczynił to ojciec słynnego Hannibala, Hamilkar Barkas, i to od jego właśnie rodu (nazwiska – Barca) miasto przyjęło nazwę. Katalonia wraz ze swoją stolicą ma długą tradycję buntowania się przeciwko aktualnym władcom. Po uprzemysłowieniu w drugiej połowie XIX wieku ta „żyłka anarchistyczna” nabrała cech marksistowskich z silnym elementem antyklerykalizmu – na...
Stefan Czerniecki
Na temat ich wiedzy o leczeniu nieznanymi nam roślinami i ziołami można by napisać książkę. Prawda jest jednak taka, że nie wszyscy Indianie taką wiedzę posiadają. Jedynie kilku z nich. Specjalnie się do swojej misji przygotowują. W zaciszu lasu i swojej lepianki. – W tym lustrze widzę wszystkie ich choroby... – „Ich”, czyli kogo? – No, jak to kogo? Mieszkańców naszej wioski. Przyglądam się z zaciekawieniem na kawałek ewidentnie dawno niemytego szkła. Ot, zwykłe lustereczko. Z pęknięciem pośrodku. Jedno z niemych świadectw niegdysiejszej bytności w tym miejscy białego człowieka. Kawałek szkiełka w plastikowej ramce. Kto wie? Być może należał do któregoś z europejskich eksploratorów tutejszej dżungli? Być może ten ktoś pozostawił lusterko w darze Indianom? W końcu to popularny...
Stefan Czerniecki
Bez wątpienia to właśnie wapienne skały Ha Long sprawiły, że wietnamska zatoka znalazła się w gronie szczęśliwej siódemki zwycięzców rankingu Nowych Cudów Natury „New7Wonders” (nasze Mazury jako jedyne z Europy uplasowały się w pierwszej piętnastce). Wapienne skały w połączeniu z obfitymi opadami okresu monsunowego sprawiają, że Ha Long to raj dla speleologów. Jedną z największych i najpiękniejszych tutejszych jaskiń jest Hang Đầu Gỗ. – Halo, halo! Proszę państwa! Prędzej, prędzej! Za mną! Chciałbym wam coś pokazać! – wyraźnie podekscytowany przewodnik ewidentnie szykuje nam jakąś niespodziankę. – Już, już... Jeszcze tylko kilka ujęć. Ta pieczara wygląda naprawdę zjawiskowo – bezskutecznie próbuję zbyć natręta, robiąc zdjęcia wspaniałych nacieków skalnych Hang Đầu Gỗ. – Nie, nie......
Stefan Czerniecki
Długo nie pośpimy. Przed siódmą obudzą nas głośne nawoływania i gwizdy. To Włosi, którzy przed wyjściem do pracy obowiązkowo udają się na poranne cappuccino. Po drodze kupują „Il Giornale”, najsłynniejszy mediolański dziennik. – Si, si! Momento! – chłopak rzuca obojętnie na moje zapytanie o wolne miejsca. – Ale ja naprawdę nie mam czasu – usiłuję oderwać włoskiego recepcjonistę od słuchawki telefonicznej, na której, jak mniemam, zawieszona jest w tej chwili jego przeurocza sympatia. – Si, si! Momento! – po raz kolejny odpowiada mi to samo. A ja mam wrażenie, że odsłuchuję zdezelowaną płytę gramofonową. – Posłuchaj, kolego… Za oknem już zmrok. Lada moment wybije godzina 22. Szukam w tym mieście wolnego łóżka już od czterech godzin. Albo odłożysz choćby na chwilę ten telefon i...
Republika Południowej Afryki to miejsce, gdzie spełnił się sen o multikulturowym społeczeństwie. Po upadku apartheidu nastąpiło takie wymieszanie ras i kultur, że dziś obowiązuje tam aż 11 języków urzędowych. Najlepiej widać ten wrzący tygiel w największym mieście. Johannesburg to jedno z najmłodszych i zarazem największych miast na świecie. Założony zaledwie w 1886 r., po odkryciu w jego okolicy złota i diamentów, błyskawicznie się rozrósł i dalej rośnie. Już w 1889 roku był największym miastem w Afryce Południowej, a obecnie jest na 31. miejscu wśród najrozleglejszych i na 41. wśród najludniejszych miast świata. Centrum liczy około miliona mieszkańców, zaś cała aglomeracja – około 10 mln; wielu twierdzi, że to liczby zaniżone. 40 procent światowego wydobycia złota pochodzi z tej...
Specjalnie dla Czytelników „Gazety Polskiej” prezentujemy cykl podpowiedzi i porad, jak skutecznie i szybko wyrobić wizę do Stanów Zjednoczonych. Jeśli chcą Państwo zobaczyć, jak wygląda filmowy Nowy Jork, poczuć się w Hollywood jak filmowa gwiazda, a może odwiedzić liczną chicagowską Polonię – warto zrobić to już teraz. Droga jest prosta. W naszym cyklu opisujemy krok po kroku, w jaki sposób wyrabia się wizę do USA. Wbrew pozorom i obiegowym opiniom nie jest to wcale skomplikowane. W poprzednich częściach informowaliśmy, jak wybrać rodzaj wizy i wypełnić internetowy formularz DS-160. Krok trzeci – opłata Ta formalność wiąże się z wydatkiem. Osoby starające się o wizę nieimigracyjną są zobowiązane do wniesienia opłaty. Jest ona bezzwrotna, niezależnie od tego, czy wiza ostatecznie...
Stefan Czerniecki
Obserwując wzajemne stosunki „pilnujących” porządku policjantów i puszczających w ich kierunku porozumiewawcze spojrzenia sklepikarzy, dochodzę do wniosku, że tutaj widocznie tak musi być. – Ej, ty! Dziewczyno! Do ciebie mówię! Nie widzisz kartki?! Zakaz fotografowania! –mężczyzna wybiega prosto na spowitą blaskiem latarni uliczkę do spacerującej po niej białej turystki. – Ale... Przecież robię tylko zdjęcie ulicy... – przerażona dziewczyna szuka wytłumaczenia. – Tak, tak… „Ulicy, ulicy...” – agresywny sklepikarz zaczyna przedrzeźniać wystraszoną ofiarę. – Pokaż lepiej aparat, zobaczymy, jaką to ulicę sfotografowałaś. Pogodzona z losem turystka pokornie wyciąga dłoń, prezentując na aparacie wszystkie zrobione w ostatnim czasie zdjęcia. Niestety, wśród nich jest także stoisko, o...
Kair to nie tylko stolica Egiptu, ale również największa metropolia arabskiego świata islamu. Mimo to wciąż obecni są tu potomkowie ludu faraonów – chrześcijanie, Koptowie. Po wiekach ucisku i niedoli powoli odbudowują swoje święte miejsca, niezbyt często odwiedzane przez turystów. Chociaż dzisiejszy Kair założyli zwycięzcy Arabowie w połowie VII wieku, jednak ludzie zakładali osady w tej okolicy od tysiącleci. W miejscu, gdzie leży dzisiejszy Stary Kair, znajdowała się twierdza, kontrolująca ruch na Nilu. Zarówno starożytna nekropolia w Gizie, ówczesna stolica Egiptu – Memphis, jak i święte miasto Heliopolis dziś znajdują się na obszarze tzw. Wielkiego Kairu – aglomeracji liczącej kilkanaście milionów mieszkańców. Nie wiadomo dokładnie ilu, bowiem wszelkie liczby opierają się na...
Stefan Czerniecki
Można by napisać, że Orinoko to buzująca „krew Ameryki Południowej”. Pulsująca jednakowo energicznie co latynoska mentalność. Meandrując pomiędzy kontrastującymi ze sobą krajobrazami, odzwierciedla niejako złożoność tego kontynentu. Jego wielopoziomowość. Jego inność. Orinoko to najbardziej latynoska z rzek. Plasuje się w gronie dwudziestu najdłuższych rzek świata (ma 2730 km i zajmuje 19. pozycję). Jednak to nie długość stanowi o jej sile. Sławę zawdzięcza niezwykłemu krajobrazowi, przez który przepływa. To dzięki niemu Orinoko jest jedną z najsłynniejszych rzek Ameryki Południowej. Wypływa z zachodnich stoków grzbietu Sierra Parima ulokowanym na Wyżynie Gujańskiej, na granicy Brazylii i Wenezueli. Następnie płynie w kierunku najpiękniejszej na południowoamerykańskim lądzie delty....
Stefan Czerniecki
Leży w samym środku dżungli. Opleciona przez konary. Z jednej strony skazana na ciągłą, z góry przegraną walkę z naturą. Z drugiej to właśnie jej zawdzięczająca tytuł jednej z „najbardziej fascynujących świątyń świata”. – Skąd jesteś?– łamaną angielszczyzną pyta mnie na oko może dziesięcioletni chłopiec, który pierwszy z całej grupki nieletnich sprzedawców pamiątek zdołał do mnie podbiec. – Z Polski – odpowiadam z rozbawieniem. By po chwili wyartykułować sylabicznie dla ułatwienia młodocianemu Kambodżaninowi. – Po-land. Po-land. –A... Poland! Capital city: Warsaw – odkrzykuje z dumą malec. To standardowa sztuczka kambodżańskich spryciarzy trudniących się sprzedażą turystycznych pamiątek w tym miejscu. W ukrytym pośród zaborczej dżungli kambodżańskim kompleksie Angkor Thom jest ich...
Wojciech Mucha
Skrzyżowanie świata, miasto lwa, chłosty i wszystkich najważniejszych banków świata. Singapur – miejsce, gdzie egzotyka przecina się z europejskim sznytem i wielkością w iście amerykańskim stylu. Oddajmy głos historykom: „Singapur był sceną najbardziej upokarzającej klęski Wielkiej Brytanii. Był źle zarządzany, nękany przestępczością i – jak mówiono – pełen gangów, złodziei, prostytutek i łazęgów. Dzielnica portowa była slumsem, mimo że działał port handlowy, położony naprzeciw wyspy Sentosa, a Royal Navy miała tu największy w imperium brytyjskim suchy dok. Ale złamano ducha Singapuru. To było miejsce, gdzie marynarze schodzili na ląd, żeby się zabawić i zapomnieć”. To cytat z książki Normana Daviesa „Na krańce świata”. Egzotyka z górnej półki Wstęp poczyniony przez przytoczenie...
Jeżeli przyjąć za dobrą monetę aforyzm Stanisława „Cata” Mackiewicza „Warszawa to żydowskie miasteczko na niemieckim pograniczu”, wówczas Kijów należałoby nazwać „polską metropolią w sercu Ukrainy”. Zapraszam do stolicy Jarosława Mądrego. Kijów to jedno z najstarszych miast w naszej części kontynentu, początki jego bowiem sięgają IV w. n.e., a ślady osadnictwa w okolicy są jeszcze dużo starsze. Około roku 482 powstała tu wareska faktoria, potem chazarska osada, a wreszcie w drugiej połowie IX wieku stolica nowo powstałej Rusi Kijowskiej. Zapewne z czasów Włodzimierza Wielkiego (978–1015) wywodzą się pierwsi Lachowie w Kijowie, bowiem kneź, zanim się ochrzcił (i w efekcie został świętym), najeżdżał ostro sąsiadów, porywając niewolników. Nic dziwnego, że po jego śmierci Bolesław Chrobry...
W zachodniej części „wyspy jak wulkan gorącej”, w paśmie górskim Sierra de los Órganos, roi się od jaskiń i grot. Największa i najdłuższa z nich to Gran Caverna de santo Tomás, zwana szumnie „księżniczką kubańskich jaskiń”. Strome zbocza Sierra de los Órganos nadają swoisty charakter krajobrazowi zachodniej części Kuby. W górskich dolinach uprawia się tu powszechnie tytoń – podobno najlepszy na świecie. Właściwie cała Cordillera de Guaniguanico (której zachodnim krańcem jest pasmo Sierra de los Órganos) obfituje w wapienne wzniesienia zwane mogotami. Te ostańce krasowe o niezwykle stromych zboczach mają kopulaste kształty i dużą wysokość względną (czyli od podstawy do szczytu) i są dość gęsto porośnięte lasem tropikalnym. Tworzą niezwykle charakterystyczny krajobraz, którego część...
Stefan Czerniecki
Ciemne i smutne. Ponure i groźne. Z czterdziestoma zamordowanymi każdego tygodnia. A może już nawet i z większą ich liczbą. Przecież ta policyjna statystyka cały czas wzrasta. Miasto pogrążone. Ukryte w cieniu niebezpiecznych dzielnic nędzy i pokrytych gęstymi chmurami wzgórz. Dziś coraz częściej miasto głodnych. Sobota. Luiz, jak co tydzień, jedzie odwiedzić przyjaciółkę mieszkającą na wybrzeżu. Ta sama droga co zwykle. Dwupasmowa, kręta. Zręcznie omijająca okoliczne wzgórza porośnięte groźnie wyglądającymi dzielnicami biedy. Odpowiednikami brazylijskich faveli. Do celu pozostaje jakieś 5 km, gdy zauważa machającego ręką mężczyznę, prosi o pomoc. Obok stoi oparty na lewarku stary, zdezelowany ford. „No tak. Facet nie umie poradzić sobie nawet z prostą wymianą koła” – myśli Luiz i...
Polsko-gruzińska przyjaźń jest stosunkowo młoda. Jej rozwój datuje się od czasów zesłań Polaków po upadku Powstania Listopadowego – wcześniej na Kaukaz nasi rodacy zapuszczali się rzadko. Pomiędzy dumnymi gospodarzami a przymusowymi gośćmi z wzajemnego szacunku narodziła się sympatia, która trwa do dziś. Historia gruzińskiej stolicy jak w soczewce skupia w sobie zmienne koleje losów Sakartwelo, czyli Gruzji. Miasto leży w rejonie występowania ciepłych źródeł, od czego zapewne pochodzi jego nazwa (tbili to po gruzińsku ciepło, więc Tbilisi to... Cieplice), nad rzeką o swojsko brzmiącej nazwie Kura. Tę toponomastykę z kolei wywodzi się od króla perskiego Cyrusa – albo od azerskiego słowa kur, oznaczającego niespokojną rzekę. Według legendy miasto założył Wachtang I Gorgasali, król...
Stefan Czerniecki
Czyli jednak istnieją jeszcze takie miejsca! Nietknięte przez turystyczną infrastrukturę. Pocztówkowy raj z dziewiczym piaskiem i rozbujanymi palmami pełnymi kokosów. Inkarnacja dziecięcej fantazji o tajemniczych wyspach tropików z wizją plaży, na której piraci składowali swoje skarby. Chyba nie ma wśród nas nikogo, kto by nie marzył o spędzeniu choćby jednego dnia w idyllicznie wyobrażonym świecie. Świecie, w którym za pejzaż robią: szmaragdowa woda, drobny, biały niczym papier, piasek i cień łagodnie nachylonej palmy kokosowej. Słowem: nadmorski raj. Na wyłączność i bez tłumów. Ku mojemu zdziwieniu odkryłem, że takie miejsce naprawdę istnieje. Nie będzie nim ani tajlandzki Phuket z imprezami techno na plaży, ani meksykański Cancun z tłumami turystów wracających na plażę z...
Stefan Czerniecki
Idący przed kapitanem wyprawy indiański chłopiec trzyma go za rękę. Jest podniecony. Chce iść szybciej, chce coś pokazać. Ale biali przybysze nie są w stanie. Co pewien czas zatem przystają i czekają na resztę. Co rusz ktoś ogląda się za siebie, bo oto usłyszał jakiś syk. Wszyscy patrzą uważnie pod nogi. Nikt nie chce nastąpić na schowanego pod konarem bądź kamieniem węża czy jadowitego pająka. Aż wreszcie coś się zmienia. Muzykę lasu zagłusza nowy odgłos. Wielki, wprowadzający w zakłopotanie szum. Nadal jednak nic nie widać. Dżungla skutecznie broni dostępu do swego skarbca. Gdyby nie odgłosy, nikt by się nie domyślał, że oto za chwilę ma nastąpić jakaś zmiana pejzażu. Że ta dżungla ma mieć w ogóle jakikolwiek koniec. To już nie jest szum. To huk. Tak donośny, że nie słychać nic...
Nad północną panoramą Tbilisi góruje widoczny z daleka ogromny monument. To pomnik Historii Gruzji czy też może Kronika Gruzji – kolosalne dzieło kontrowersyjnego artysty, jednakowoż niezbyt popularne. Dlaczego zarówno turyści, jak i miejscowi, omijają to miejsce? Chociaż pierwsze państwa na terenie dzisiejszej Gruzji powstały w głębokiej starożytności (XII w. p.n.e.), to początki gruzińskiej państwowości wiąże się z chrystianizacją kraju. Gdzieś pomiędzy 317 a 337 r. n.e. święta Nino przekonała ówczesnego króla Iberii (czyli dzisiejszej Kartlii) Miriana III, do przyjęcia nowej religii, zresztą w obrządku greckim. Co prawda, aż do przełomu IX i X wieku kolejne organizmy państwowe w tym regionie miały charakter sezonowy, ale czynnikiem jednoczącym stała się religia – i gruzińska Cerkiew...
Stefan Czerniecki
Gdzieniegdzie dostrzegam skalne szczeliny. Póki co z łatwością można je przeskoczyć. Gorzej, gdy ich szerokość osiąga ponad metr. Wówczas trzeba szukać ratunku. Tym okazuje się drewniany mostek, a właściwie jego malownicza imitacja. Umocowany na chybotliwych belkach z bambusa musi wytrzymać mój ciężar. Musi… „Jedź do San Isidro” – rzekł Antonio, tajemniczo ściągając brwi, a po chwili zamyślenia powtórzył raz jeszcze: „Jedź do San Isidro, a nie pożałujesz. Tam jest inaczej. Zobaczysz”. Chwilkę temu rozpocząłem z nim rozmowę o jego ojczyźnie. O Argentynie. O miejscach niedotkniętych falą komercji. Gdzie jeszcze można pobyć sam na sam z naturą. Gdzie nadal jest prawdziwie. Gdzie w lokalnym sklepiku pani ekspedientce na widok białych przybyszów z plecakami nie zaświecą się oczy. Gdzie...
Najstarszy i największy port na Karaibach, niegdyś baza wypadowa konkwistadorów, dziś czwarta największa aglomeracja Mezoameryki – San Cristobal de La Habana – czyli po polsku Hawana. Wciąż piękna, ale nadgryziona zębem czasu. Proszę zapiąć pasy i cofnąć zegarki o 30 lat. Największe miasto największej wyspy Antyli to bardzo rozległa metropolia. Nic dziwnego, skoro liczy ponad 2 mln mieszkańców, a przeważa niska zabudowa. Najstarsza część miasta – La Habana Vieja, czyli Stara Hawana – wpisana jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz należy do ekskluzywnego klubu siedmiu miast-cudów (obok Bejrutu, Dohy, Durbanu, Kuala Lumpur, La Paz i Vigan). Swoją drogą, dobór owych miast wiele o nich mówi. Kubę odkrył sam Krzysztof Kolumb, podczas swej pierwszej wyprawy w 1492 r., jako...
Stefan Czerniecki
W powietrzu przyjemna woń wilgoci. Nie wiem, czy to znad Mekongu, do którego jest raptem kilkaset metrów, czy raczej z nieodległego lasu deszczowego. A może zapach dochodzi z tych dwóch kierunków? Niedawno przeszła ulewa. Ostały się jeszcze po niej szerokie kałuże po obu stronach wąskiej jezdni. Chlup! To trzykołowy tuk-tuk wpadł w małe bajorko, które zrobiło się w niecce jezdni. Kierowca nawet się nie zatrzymuje. Siedzącemu na tylnej kanapie pewnie się spieszy. Jadą w kierunku centrum miasteczka. Ja też tam się udaję, ale piechotką. Większość zabudowań laotańskiego Luang Prabang (Louangphrabang) zawiera się w kwadracie dwa na dwa kilometry. Po jej centralnej części dobrze jest się przejść z lekko zmrużonymi oczyma. Wtedy rzeczywiście – gdy nie będziemy zwracać zanadto uwagi na...
Ameryka łacińska to zakątek świata szczególnie niezwykły ze względu na panujący tu wyjątkowy synkretyzm kulturowy. Soczewką, w której ten widok pięknie się skupia, jest Ciudad de Mexico, Miasto Meksyk. Zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia. Miasto Meksyk (Ciudad de Mexico) to trzecia największa aglomeracja na świecie po Tokio i Seulu. Liczbę ludności ocenia się tu na około 20 milionów, a całego megalopolis – na blisko 25 milionów. Całkiem nieźle, jak na jedną z najmłodszych stolic świata! Przy tym jest to miasto-tygiel, w którym wciąż ścierają się rozmaite tradycje i kultury. Chociaż w Dolinie Meksykańskiej cywilizacja rozwijała się prężnie od tysiącleci, jednak miasto, które dziś nazywamy Meksykiem, powstało dopiero około roku 1325 n.e. Wtedy to małe, barbarzyńskie i najpóźniej...
Stefan Czerniecki
Na zewnątrz ciemno. Dopiero czwarta nad ranem. Wjeżdżamy na puste ulice Zakopanego. Nad aleją 3 Maja migają jeszcze świąteczne girlandy. O ile na trasie popadywał deszcz, tu nie ma już po nim śladu. Tutaj sypie biały puch. Piaskarki nie zdążyły jeszcze wyjechać. Mkniemy po nieodśnieżonych ulicach. Nie widać nikogo. Ciemne niebo. Białe dachy. Gdzieniegdzie snuje się ulatujący z komina dym. Robi się mistycznie. Skrzypiące o śnieg koła naszego auta wpadają na Drogę Oswalda Balzera. Kończy się światło latarni. Trzeba włączyć długie. Dopiero teraz, pokonując kolejne wspinające się coraz wyżej meandry szosy, widać, że regiel dolny jest przepięknie pokryty białym puchem. Jest nieziemsko. Smugi naszych reflektorów rozświetlają opadające na drogę płatki śniegu. Ślad samochodowego światła...
Do kanonu literatury światowej weszło opiewane przez Terry’ego Pratchetta największe miasto stworzonego przez pisarza Świata Dysku, leżące nad rzeką Ankh-Morpork. Wzorowane na XIX-wiecznym Londynie, swój faktyczny odpowiednik znajduje jednak raczej w Tajlandii. To Bangkok, miasto dziwów. Dzisiejsza stolica państwa Tajów nie ma zbyt długiej historii. Niewielka wioska o nazwie Bang Makok, czyli „Wioska drzewek oliwnych”, z racji strategicznego położenia niedaleko ujścia głównej rzeki Menam (Chao Phraya po tajsku), stanowiącej główną arterię handlową ówczesnego Syjamu, stała się w XVI wieku punktem poboru cła. W XVII wieku rozbudowana w fort wytrzymała nawet oblężenie Francuzów, co skutecznie zahamowało ich zapędy kolonialne w tym kraju. Wreszcie pod koniec XVIII wieku stała się stolicą...
Świętowanie sylwestra z dala od domu zawsze cieszyło się popularnością. Od kiedy Europa i cały świat stoją przed nami otworem, chętnie wyruszamy zwiedzać rejony znane dotychczas jedynie z lektury. A koniec roku to znakomita okazja na krótki, owocny wypad. Na początek kilka zastrzeżeń. Ponieważ obecnie czas i zasięg podróży ograniczony jest jedynie budżetem podróżnika, zaś artykuł niniejszy ma określoną objętość, skupię się na Europie. Upraszcza to znacznie papierologię wyjazdu, bo cała Europa dostępna jest posiadaczom polskiego dowodu osobistego. Schody zaczynają się na wschód od Polski, a i to nie wszędzie. Paszport jest niezbędny, żeby odwiedzić Rosję, Białoruś, Ukrainę, Mołdawię i Turcję. Okupowane terytoria Ukrainy i Gruzji to rejony, w które lepiej się nie zapuszczać....
Stefan Czerniecki
Nie trzeba być milionerem, by poczuć, jak smakuje egzotyczny świat podwodnego Ekwadoru, jednego z piękniejszych wybrzeży Ameryki Południowej. Podobnie jak nie trzeba od razu wydawać 800 dolarów i lecieć na słynne Galapagos. Gdy przybędziemy na lotnisko największego miasta Ekwadoru, Guayaquil, z pewnością szybko zaczepi nas głośny Latynos. Chłopak uganiający się od jednego turysty do drugiego. W czapce z daszkiem i z garścią kolorowych ulotek w dłoni. Jeśli u słuchacza pojawi się najmniejszy objaw zainteresowania, marny jego los. – Hola amigo, specjalnie dla ciebie! Doskonale wiem, po co tu przyjechałeś! – krzyczy, wciskając ulotkę przedstawiającą leniwe żółwie na tle powulkanicznego krajobrazu. – Że jak, przepraszam? – mówi nieco skołowany turysta. – Nie, nie… Dziękuję... –...
Z obawy przed rosyjskim ekspansjonizmem wybudowano fort, broniący główne miasto Nowej Zelandii. Działo się to niemal 150 lat temu, a dziś stanowi ciekawe świadectwo historii oraz znakomity punkt turystyczny i – przede wszystkim – widokowy. Nowa Zelandia wygląda na mapie jak but ze sztylpą, nieporządnie porzucony w bezmiarze błękitu Oceanu Spokojnego. To ląd stosunkowo młody (w skali geologicznej, oczywiście), wydźwignięty na powierzchnię siłą wulkanów. Co ciekawe, jedynymi endemicznymi ssakami są tu nietoperze; Maorysi pojawili się tu zaledwie 300–400 lat przed Europejczykami. Odkrywcy zawarli wtedy z odkrywanymi układ, który jest podstawą funkcjonowania państwa do dziś. Największe miasto tego wyspiarskiego kraju – Auckland – to bardzo rozległa aglomeracja, rozłożona wśród...
Stefan Czerniecki
Corrida jest tu wpisana w codzienną rozrywkę. Dla niej pracownik otrzyma urlop od szefa. Mało tego ‒ szef chętnie sam się przejdzie. Na ulicach Quito poruszenie. Odczuwalne już w mknącym przez miasto niebieskim autobusie. Na pokładzie podstarzałego wehikułu z mocno rozkręconą klimatyzacją większość wesołych panów. Jadą przez mieszkalną dzielnicę Inaquito w kierunku El Inca, by po drodze minąć potężny, owalny plac. To Plaza de Toros, po polsku „Plac Byków”. Na przystanku wysiada większość pasażerów. Idę za nimi. Dobrze wiem, gdzie wszyscy się kierują. Dziś w stolicy Ekwadoru przecież wielkie święto. Oto mamy corridę! Jest jedną z trzech znanych na całym świecie, obok hiszpańskiej i portugalskiej. W Portugalii nazywają ją wprawdzie „tourada” i nie zabijają byków na arenie. Poza tym...
Seul jest naturalną stolicą Korei, tu bowiem krzyżują się główne szlaki komunikacyjne i handlowe półwyspu. Z tej racji rynki i targowiska były ważnym elementem życia Seulu od zawsze. Najstarsze z nich działa nieprzerwanie już od ponad wieku. W historycznym centrum Seulu, dzielnicy Jung-gu, oprócz zabytków, muzeów i budynków rządowych znajdują się też najsłynniejsze targowiska – położone pomiędzy pałacami cesarskimi Insa-dong. Uznawane głównie za rynek antyków i sztuki oraz położone na południe odeń Myeong-dong, będące praktycznie całą dzielnicą handlową i usługową. Co ciekawe, w południowej części tego królestwa handlu i rozpusty mieści się... seulska katedra katolicka pw. NMP i św. Mikołaja, którą w 1984 i 1989 r. odwiedził św. Jan Paweł II. Słowo „dong” (dosł. „sąsiedztwo”) to w...
Na dwóch brzegach górskiej rzeki rozłożyło się piękne miasto, zwane niekiedy „małym Wiedniem”. Ba, jest tu nawet lokalna „Wenecja”, nie mniej zachwycająca od prawdziwej. I tylko szkoda, że gród powstały jako pamiątka miłości braterskiej wciąż nosi piętno braterskiej waśni – podział graniczny. Oby czas zaleczył rany. Księstwo cieszyńskie, wyodrębnione z raciborskiego pod koniec XII wieku, pozostawało pod piastowskim berłem aż do połowy XVII wieku. Po wygaśnięciu rodu Piastów Cieszyńskich księstwo, jako lenno korony czeskiej, przejęli Habsburgowie. Do końca ich panowania Polacy i Czesi żyli tu w zasadzie zgodnie, potem jednak rozgorzały spory, których wynikiem były trzy zatargi dyplomatyczne, jeden zbrojny i... trwały podział Śląska Cieszyńskiego. Tak to bywa w rodzinie. Według...
Robert Swaczyński
Indie to państwo dziesięć razy większe od Polski, ma prawie miliard trzysta milionów mieszkańców. Niestety, większość z nich musi przeżyć za dolara dziennie. Tuż przed północą, 30 stopni na plusie, wilgotność 80 proc. Uśmiechnięty Hindus zachęca, aby to jego wybrać na szefa tej podróży. Po krótkich targach i ustaleniu ceny turysta wsiada do żółtego tuk-tuka. To autoriksza, która w Indiach pełni rolę taksówki. Gaz do dechy i kierowca odwracający się co chwila w stronę pasażera. Światła miasta, zgiełk ulicznego życia i pęd powietrza – tak wita nas Bombaj, jedno z największych miast indyjskiego półwyspu. Karoseria tuk-tuka wygląda jak kilkudziesięcioletnia metalowa beczka, prostowana na wszystkie sposoby. Przejazd przez miasto to wyzwanie. Hindus nie zdejmuje ręki z klaksonu, a mijane o...
Stefan Czerniecki
Są takie chwile, gdy spoglądasz w swoje życie i stwierdzasz, że „to było naprawdę dobre”. Nawet gdy wtedy kląłeś pod nosem, że zaraz pewnie umrzesz z wyczerpania. „Owszem, takie były założenia wyprawy. Miało być ciężko. Miało być trudno. Ale nie aż tak!” – myśli przewijają się przez głowę. Z czasem nawet i one ustaną. Na pewnej wysokości po prostu i z logicznym myśleniem pojawiają się kłopoty. Wszystko przez brak tlenu... Wybraliśmy się we dwóch w Himalaje. Tata i ja. On – taternik. Ja – nieopierzony synalek. Ten od logistyki i map. Dziś nie wiem, który z nas miał trudniejsze zadanie. On z rozbijaniem namiotu na zamarzniętym lodowcu przy trzaskającym mrozie czy może ja, analizujący posplatane izohipsy na fatalnej nepalskiej mapie. Kartograf nawet nie zarejestrował, że szlak idzie...
Grodno to jedno z najstarszych miast dawnej Rzeczypospolitej. Jego korzenie sięgają XII w. Odegrało znaczącą rolę w naszej historii – stąd wyruszał pod Psków Stefan Batory i tu dokonał żywota. Tu także obradował Sejm Niemy i tu abdykował Stanisław August. Z wojennych perturbacji XX wieku Grodno wyszło stosunkowo obronną ręką – starówka ocalała niemal w całości. Dlatego do dziś, mimo typowego sowieckiego wandalizmu, miasto zachowało polski charakter. Co prawda, trudno mu równać się z Wilnem czy Lwowem, ale za to tylko tu były – i wciąż stoją – aż dwa zamki królewskie. Ponoć w czasach świetności w XVIII wieku pod względem liczby rezydencji magnackich Grodno ustępowało jedynie Warszawie. Ślady polskości znajduje się tu niemal na każdym kroku, chociaż obecni włodarze miasta o tym milczą...
Stefan Czerniecki
Bez tych murowanych łuków okolica nie wyglądałaby już tak zjawiskowo. To trochę jak z obrazem. Bez czegoś, co przykuje uwagę, co zniszczy ład i spokój tła, malowidło staje się jakby „za grzeczne”. Patrzę w dół. Ciarki przechodzą po plecach. Stoję wyżej, niż sięgają korony okolicznych drzew. Mosty przewyższają dziesięciopiętrowy wieżowiec. Stąd widać nie tylko ciągnący się po horyzont krajobraz, lecz także to, co znajduje się pod naszymi stopami. Gdzieś tam słychać szum ledwo dostrzegalnego strumyka. To niewielka rzeczka Błędzianka. Aby ją usłyszeć, trzeba się chwilę skupić. Odczekać, aż miną nas zwiedzający – choć tych nie ma znowu tak wiele. Na wiadukcie każdy znajduje miejsce tylko dla siebie. To jest ten czas. Teraz go słychać. Szum strumyka dociera właśnie na 36. metr...
Jakub Augustyn Maciejewski
Po rozpadzie Związku Sowieckiego chcieli uzyskać niepodległość. Ale jakby wyglądało państwo ze stolicą mniejszą od Ozorkowa i liczbą ludności nie dorównującą warszawskiej dzielnicy Mokotów? A ich ojczyzna, Gagauzja, jest położona kilkanaście kilometrów od granic Unii Europejskiej. Gagauzja to najdziwniejsza kraina Europy. Jest położona na południu najbiedniejszego państwa kontynentu – Mołdawii. W 1994 r. zdobyła autonomię. Na czele państwa stoi ichniejszy prezydent – baszkan. W stolicy kraju Komracie można się natknąć na gagauskie Ministerstwo Obrony Narodowej, którego budynek jest wielkości kilku kiosków. Wędrując przez Gagauzję, co rusz wpada się z kołchoźniczych wiosek do majestatycznych enklaw kultury prawosławnej (cerkwi i monastyrów), aby wreszcie znaleźć się pośrodku maleńkich...
Robert Swaczyński
Słoneczne plaże z białym piaskiem i turkusowym kolorem wody, palmy kokosowe, rum i wyborne cygara – to liczne atrakcje, które czekają turystę po kilkunastu godzinach lotu z Warszawy. Na Wielkich Antylach na Morzu Karaibskim wygrzewa się w słońcu wyspa Haiti, a dwie trzecie jej powierzchni zajmuje Dominikana. To w jej pobliżu pływał na „Czarnej Perle” kapitan Jack Sparrow z kinowego hitu „Piraci z Karaibów”. Kilka tygodni temu, gdy huragan Irma pustoszył wyspy, Dominikana również szykowała się na jego uderzenie. Mieszkańcy rajskiej krainy tym razem mieli szczęście, straty były niewielkie. Gdy tylko przestaje wiać, Dominikana jawi się jako wymarzone miejsce na leniwy wypoczynek. Mnóstwo turystycznych resortów wyposażonych w luksusowe apartamenty z basenami i bezpośrednim dostępem do...
Spieszmy się podziwiać Muzeum Polskie w Rapperswil, bo za chwilę może go już nie być. A na pewno nie będzie takie jak dawniej. Widok jak z bajki: z wód jeziora otoczonego ośnieżonymi szczytami wystaje skalista ostroga. Z niej wznoszą się w niebo wieżyce kamiennego zamku, jakby wyrosłego ze skały, na której stoi. U podnóża rozpościerają się ogrody różane, a do wzniesienia przytuliło się miasteczko, które wygląda, jakby nadal trwał wiek XVI. To Rapperswil, miasto róż i siedziba jednego z najstarszych polskich ośrodków kulturalnych na emigracji. Jakże łatwo stąd ulecieć „w rajską dziedzinę ułudy”! Ale potem następuje twarde lądowanie w tzw. bieżącej rzeczywistości. Niestety. Górujący nad urokliwym miasteczkiem zamek z XIII wieku stopniowo popadał w ruinę. Kiedy więc w 1870 r. Władysław...
Stefan Czerniecki
Pod względem wielkości to druga – po Grenlandii – wyspa świata. Raj dla etnologów, raj dla socjologów. Niezgłębione pole do popisu dla badaczy języków. A także dla ludzi Kościoła. Wysuszona ziemia pęka gdzieniegdzie. Gleba jest naprawdę twarda i sucha. – W Papui to niepodobne! Tutaj leje zwykle całymi dniami. A teraz deszczu jest tyle co kot napłakał. To chyba specjalnie dla ciebie, byś miał lepsze zdjęcia – śmieje się ojciec Bogdan. To michalita. Pracuje w Papui już od 40 lat. Traktuje tę ziemię jak własny dom. Ludzie go kochają. Wystarczy przejść się z nim po kilku chatach i zobaczyć, jak reagują na jego widok mieszkańcy. Wioska Rukus należy do jego parafii. – Father, father! – woła z daleko bezzębna kobiecina. Biegnie z pola. Ojciec Bogdan odmachuje przyjaźnie. Za kilka chwil...
Robert Swaczyński
Dojeżdżamy do Reszla od południa. Światło słoneczne mruga między drzewami warmińskiej puszczy. Sarny na odgłos przejeżdżającego samochodu podnoszą smukłe szyje. Widok, który pozostaje w pamięci. Na rynku nie było słychać wrzasku, jedynie głosy bawiących się dzieci. Zbliżając się do fosy i murów zamku w Reszlu, czuło się, że atmosfera gęstnieje. Na dziedzińcu widać było krzątających się koniuszych, rycerzy przy pogawędce i służbę przygotowującą strawę w kuchni. Na parterze, oprócz kuchni, znajdowały się zbrojownia i spiżarnia, natomiast na pierwszym piętrze komnaty mieszkalne. Twierdzą zarządzał burgrabia, zastępca starosty grodowego. Ostatnie piętra ceglanej budowli zajmowały magazyn i spichlerz ze zbożem. Od 1401 r. gotycki zamek był siedzibą biskupów warmińskich. Walczyli o te...
Po II wojnie światowej Polska uzyskała Pomorze, jednak nie całe. Ponad połowa dziedzictwa Gryfitów pozostała po niemieckiej stronie granicy. O niegdysiejszym słowiańskim panowaniu przypomina tu wiele. Chociażby toponomastyka – Stralsund to przecież Strzałów. Strzałów, dogodnie położony nad cieśniną Strzała (Strelasund), prawa miejskie uzyskał w 1234 r. od rugijskiego księcia Wisława I. Ówczesna osada obejmowała dzisiejsze stare miasto wraz z wyspą, zwaną obecnie Danholm. Dzięki temu panowała ona nie tylko nad dużą osłoniętą redą, lecz także kontrolowała najlepszy dostęp na wyspę Rugię. Lokowanie na prawie lubeckim okazało się strzałem – nomen omen – w dziesiątkę: miasto szybko urosło i stało się członkiem Hanzy, w pewnym okresie drugim po Lubece co do znaczenia i obrotów. Pod miejską...
Stefan Czerniecki
– Idzie deszcz… – cedzi przez zęby Joaquín. Robi to na tyle leniwie, że ledwie słyszę, co mówi. – Mówisz o tych nadciągających chmurach? – Tak. Pora deszczowa. Zacznie się lada dzień. Jeśli chcesz iść w góry, dziś jest ostatni dzwonek – mamrocze, nie patrząc mi w oczy. – Zresztą, prędzej czy później i tak cię dorwie. Na całe szczęście to tylko deszcz. Od tego się jeszcze nie umiera. Gorzej z ludźmi. Ci potrafią wyrządzić krzywdę. Wiedzą coś o tym te góry. To Cordillera Huayhuash. Przez lata nazywana „Kordylierą Śmierci”. Był sierpień 2002 r. Nad szczytem Sarapo pojawiły się pierwsze oznaki porannego brzasku. Łagodny wiatr budził przybój na jeziorze Sarapococha. Sielską atmosferę górskiego poranka burzył jedynie jakiś ciemny przedmiot. Ustawicznie rozbijały się o niego kolejne...
Robert Swaczyński
„Polaco” w Meksyku brzmi dumnie. Mieszkańcy tego kraju, tak samo jak my, kochają Jana Pawła II. Drugim najbardziej rozpoznawalnym Polakiem jest… Grzegorz Lato, który grał w meksykańskiej lidze MX. Czerwone i białe bandany na głowie, gołe torsy i opuszczone na biodra dżinsy. W świetle mrugającego neonu grupa młodych Meksykanów szarpie się przed pobliskim nocnym klubem. Srebrne zęby błyskają co pewien czas w ciemnościach, aż w końcu pojawia się nóż w rękach napastnika. To nie scena z gangsterskiego filmu, taki kadr utrwalił mi się w pamięci, gdy dojeżdżałem do hotelu na obrzeżach wypoczynkowego miasta Cancun. Jak większość półwyspów na świecie, tak i Jukatan swoim kształtem przypomina język. Lądując na lotnisku w Cancun, które leży na wybrzeżu Morza Karaibskiego, turysta trafia na...

Pages