Kultura

Ponadto w filmie znalazło się niepublikowane wcześniej nagranie z szefem Kancelarii Bronisława Komorowskiego, który potwierdza, że to on zdecydował o przeniesieniu Krzyża, i zaraz zapewnia, że „nie ma nic wspólnego z Platformą”. W pokazie uczestniczyli m.in. twórcy filmu Ewa Stankiewicz i Jan Pospieszalski, obrońcy Krzyża Pamięci, redaktor Tomasz Sakiewicz z żoną, Antoni Macierewicz, współautorka filmu „Mgła” Joanna Lichocka.
Marek Nowakowski
I tak zacząłem się tułać, u kumplów spałem, trochę w budach na Kercelaku, na dworcu też. W tym czasie w naszej dzielnicy Tasiemka grasował taki znany kozak. Bramy za mordę trzymał, złodzieje, handlarze, rzemieślnicy płacili mu normalny podatek. I policja też dobrze żyła z Tasiemką, z niego w ogóle panisko, tylko w knajpie siedział, lepszą gorzałkę ciągnął, ubrany jak lord, w knajpie oddzielną salę zajmował. Żyd do niego, wielce wielmożny panie Tasiemka, i coraz jego żuliki z meldunkiem i forsą przychodzili, a to od psich handlarzy z Wołówki, a to od rzeźników, a Tasiemka tylko liczył. On miał w urzędach wielkie fory, podobno legionista, i Dziadek do niego słabość miał, a mój starszy brat Janek urządził się przy Tasiemce, pięknie sobie żył, tylko matka płakała, że kiedyś go zarżną... Ale...
Maciej Parowski
U Komasy jest podobny wirtualny świat. Też nie dokucza nam jego umowny kształt – nie z powodu wyjątkowego wdzięku, ale dlatego, że pod postaciami heroin, rycerzy, paziów, podrasowanych potworków kryją się zranione dusze. W tytułowej celi, w przestrzeni ze świata fantasy, gromadzą się sadyści, manipulatorzy i poddani, rywalizujący o względy wyniosłej władczyni. Wszyscy anonimowi, choć ich głosy wibrują od bolesnych emocji. Ukryci za maskami i ciałami hybryd, doświadczają tu więzi silniejszych niż w rzeczywistym świecie. Oto jeden z nich – Dominik (Gierszał), synalek wysoko postawionych rodziców, nieznośny jak oni i jak całe pokolenie emo. Ma dziewczynę, ojca na ministerialnym stanowisku, matkę dyktatorkę mody, osobistego kierowcę, dobrą szkołę, z „Hamletem” przerabianym na lekcji i judo...
Tomasz Terlikowski
Przez Jezusa do Kościoła Obraz Jezusa Chrystusa, jaki otrzymujemy w tej publikacji, przekłada się jednak również na obraz Kościoła. Benedykt XVI, analizując nauczanie czy postawę Chrystusa, pokazuje również, kim powinni być chrześcijanie (w końcu naszym celem jest naśladowanie Zbawiciela) i jak powinien działać i wyglądać Kościół. Mocno brzmią ostrzeżenia przed próbami upolitycznienia (przez którąkolwiek ze stron) ewangelicznego przekazu. Nauczanie Jezusa Chrystusa nie jest wezwaniem do rewolucji, a Jego Królestwo nie jest z tego świata – przypomina bardzo jednoznacznie papież. Ale największe wrażenie robią rozważania nad postawą św. Piotra. Benedykt XVI pokazuje, że pierwszy papież ulegał – jeszcze za życia Chrystusa – mocnej pokusie odrzucenia krzyża i interpretowania posługi...
Marcin Wolski
„Hamlet w stanie spoczynku” jest opowieścią o Skolimowie. Gabriel Michalik, pochodzący z rodziny aktorskiej, emocjonalnie związany jest z tym miejscem. Autor podjął trud opracowania ponadstuletniej historii przedsięwzięcia, które po trzech dekadach przymiarek urzeczywistniło się w latach dwudziestych dzięki ofiarności rodziny Premierów i Mikulskich oraz niezmordowanemu animatorowi Antoniemu Bednarczykowi. Autor snuje gawędy o pensjonariuszach, opiekunach, sprzętach, nie tając wzruszenia. Opowiada więc o lasce Ewy Kuniny, szefowej Komisji Skolimowskiej w latach pięćdziesiątych, która odegrała u Bieruta swoisty happening, skłaniając go do dofinansowania rozbudowy Domu, i o fortepianie ofiarowanym przez Stefana Martykę, niesławnej pamięci spikera „Fali 49”. We wspomnieniach przewija się...
Środowisko „Glaukopisu” Tytuł recenzowanej książki wskazuje, że jest ona naukową polemiką z nagłośnioną w ostatnich miesiącach przez liberalno-lewicowe media publikacją małżeństwa mieszkającego na stałe w USA: socjologa Jana T. Grossa oraz filologa Ireny Grudzińskiej-Gross. W istocie jednak tylko część tekstów zawartych w „Złotych sercach” odnosi się czy polemizuje bezpośrednio z rewelacjami Jana Grossa, zarzucającymi po raz kolejny Polakom współudział w Holokauście oraz w rabunku i profanacji zwłok zgładzonych Żydów. Autorzy książki jakkolwiek byli zainspirowani tekstem Grossów, to jednak postanowili potraktować problem relacji polsko-żydowskich w XX w. tyleż ambitnie, co i w szerokim kontekście jego złożoności oraz wielobarwności. W efekcie zaprezentowali polskiemu czytelnikowi...
Marcin Wolski
W końcu, właśnie dzięki działaniom rozmaitych pięknoduchów z gałązką oliwną w dziobku, USA zostały zaskoczone i upokorzone przez bojowców z Al-Kaidy. Być może książka trafiła na rynek na fali obamizmu – kolejnego naiwniactwa, opierającego się na przekonaniu, że można odgrywać rolę supermocarstwa, zachowując duszę hippisa. Rezygnując z siły, a niekiedy ze skrupułów. Sam laureat Pokojowej Nagrody Nobla odchodzi dziś od swych iluzji. Więźniowie w Guantanamo zostają, a polityka rozwiązywania konfliktów za pomocą lotniskowców może lada dzień okazać się niezastąpiona. Coś takiego chyba przewidywał i Forsyth. Autor najnowszej „Kobry” sięga po nierozwiązywalny, wydawać by się mogło, problem, a mianowicie walkę Ameryki z zalewającymi ją narkotykami. Początek jest idealistyczny i...
Maciej Parowski
Jedno, co potrafi Ward/Wahlberg, to stanąć na ringu i przyjmować uderzenia, aż przeciwnik się zmęczy, by w drugiej połowie walki, sam rozbity, mógł rozstrzygnąć starcie paroma ciosami. Za taką rolę nie ma Oscara – życie jest niesprawiedliwe – przypadnie on odtwórcom blagierów, wydrwigroszy, niebieskich ptaków. Na szczęście szkicowana mapa emocji wygląda w życiu i na ekranie bardziej zawile. Między młodszym Mickim a Dickym istnieją niekłamane więzi. Ten starszy był kiedyś wzorem, młodszy uczył się odeń życia i boksu. A Dicky miał zadatki na dobrego zawodnika, powalił Raya Sugar Leonarda. Do dziś, mimo że siedział w więzieniu i na krótko pociągnął tam za sobą Mickeya, Dicky może bratu coś podpowiedzieć, coś dać. No i sam przy okazji wyjść na prostą. Na ekranie trochę bezwolny, trochę...
Marek Nowakowski
Gęsta jucha, coś w tym było, bo przecież tak gładko udawała mu się kanada, nigdy nawet nie drasnęła go kulka bahnschutza. A zachowywał się tak wyzywająco. To właśnie on postraszył w uliczce pod cegielnią aspiranta policji granatowej, psa na kiciarzy. Postraszył spluwą, skarcił za gorliwość, aspirant klęczał i błagał o życie; Najstarszy przegnał go kopniakiem. Długo o tym rozprawiano, co strachliwsi policjanci kłaniali mu się z uniżeniem. Skończyła się wojna. Przy szczęśliwickiej wagonowni powieszono konfidenta, na parowozach powiewały biało-czerwone chorągiewki, kaliskimi innymi torami nadal przejeżdżały transporty, teraz radzieckie i polskie z okupowanych Niemiec. Najstarszy nie wycofał się z kolejowej roboty, idą transporty, mówił, trzeba je pruć. Ryzyko teraz dużo większe, milicja i...
Marek Klecel
Mimo ujawnienia tajemnic Iwaszkiewicza w dwóch już wydanych tomach „Dzienników” (wyd. Czytelnik, 2010 r.; o tomie pierwszym pisaliśmy w „GP” nr 44/2008 pt. „Nowy Iwaszkiewicz”), nie uzyskał on spodziewanej dziś pozycji, nie znalazł się na sztandarach i trybunach manifestacji, które chcą przynieść światu nowe słowo, entuzjazm wiecznej nowości. Okazuje się jednak za mało awangardowy. Nawet jako biseksualista był, jak wynika z „Dziennika”, zbyt konserwatywny i wstrzemięźliwy, by znaleźć się na owych sztandarach. Lewicowość w stylu sowieckim z trudem znosił, nie był też piewcą wszelkiej lewicowości, jaka dziś panuje, chciał przede wszystkim pozostać apolitycznym artystą, a i europeizm jego był zbyt tradycyjny i staroświecki jak na dzisiejszą Europę, porwaną na rogi przez unijnego Minotaura...
Marek Nowakowski
Wkrótce oddział Mizerykordii powiększył się znacznie, stał się kompanią, a on dowódcą tej kompanii. Sprawny, wypróbowany w podziemnej wojnie oddział z dowódcą brawurowym, junackim i równocześnie rozważnym, przebiegłym, nietrwoniącym krwi i odwagi niepotrzebnie. Brał udział Mizerykordia w wielu wspólnych akcjach z partyzantami innych orientacji politycznych. W tych lesistych stronach, sprzyjających guerrilli, działało kilka konspiracyjnych grup, nękających zaciekle okupanta. Orientacje i poglądy w wojennym życiu Mizerykordii nie liczyły się wcale. Wiedział tylko jedno: należy walczyć z wrogiem – i to było jego wyłącznym celem. Radziecki partyzant, również słynny w tamtych stronach wojak, brodaty major, podarował Mizerykordii nagan z ozdobnie inkrustowanym napisem: „Druhowi...
Marek Klecel
W malarstwie Lebensteina dominowała wtedy seria „figur osiowych”, wyrażających niejako kwintesencję postaci ludzkiej, co było powrotem do niej zarówno po okresie poszukiwań formalnych w sztuce, po różnego rodzaju malarstwie niefiguratywnym, abstrakcyjnym, jak i po natrętnej, propagandowej i ideologicznej polityce „socrealizmu”. Artysta wydobywał się z komunistycznego getta, jakie zapanowało w całej Europie Wschodniej, ale i próbował z czasem oderwać się od kanonów sztuki zachodniej. Szukał swojego miejsca zarówno w życiu, jak i w sztuce, także w historii, w swej tragicznej epoce, w której, jak się okazało, był głęboko zanurzony. Nieznane karty z życiorysu artysty Znane jest malarstwo Lebensteina, ale zupełnie nieznana jego biografia. A była ona na początku, w dzieciństwie artysty,...
Autorów książki interesują liczne problemy – od cenzury w mediach po ekspansję nowych ideologii, zastępujących marksizm – neogandyzm czy ekologizm. Sporo miejsca poświęcają współczesnemu relatywizmowi, który z jednej strony eliminuje karę śmierci i w ogóle podważa sens kary za przestępstwo, z drugiej dopuszcza aborcję i eutanazję wobec bezbronnych, których „obóz postępu” mieni się rzecznikiem. Autorzy nie unikają angażowania się w bieżące polemiki – nie brak w pracy wypowiedzi w sprawach Jedwabnego i całej działalności publicystycznej Jana Grossa, problemów lustracji i roli Instytutu Pamięci Narodowej, wreszcie swoistego rozdroża, na jakim stanęła Unia Europejska. Zastanawiająco często tezy autorów, choć poparte naukowymi wzorami, są zbieżne z opiniami szarego człowieka, powszechnymi,...
Maciej Parowski
Reżyser „Czarnego Łabędzia” przewrotnie wykorzystał to ograniczone emploi. Portman jest tu Niną, nowojorską baleriną, pozostającą pod kuratelą matki, ekstancerki (Hershey). Nina, idealna w roli Białej Królowej w „Jeziorze łabędzim” Czajkowskiego, nie może z siebie wykrzesać niezbędnego mroku, zła, wyuzdania, by wcielić się w „Czarnego Łabędzia”. Reżyser ją zwodzi, na drodze Niny staje lepsza kandydatka i rywalka (Kunis), na drugim planie widać idącą na dno byłą primabalerinę (Ryder). Nina poddawana jest sprzecznym emocjom i naciskom – marzy o obu rolach, niby je otrzymuje, ale boi się, że nie uniesie ich ciężaru. Reżyser próbuje nakłonić ją do rozwiązłości, wyzwalającej artystyczną doskonałość. Matka niby dopinguje, ale mnoży przeszkody. Nina pragnie się schować w dziecinnym pokoju,...
Elżbieta Królikowska-Avis
Noc wielu niespodzianek Kiedy dziś ogląda się ceremonię wręczania Oscarów – 35-metrowy czerwony dywan, paradną salę widowiskową Kodak Theatre w Hollywood, kreacje wypożyczone na tę noc od światowej sławy designerów – nietrudno zapomnieć, jak skromna była pierwsza edycja nagrody: cztery kategorie, 5 dolarów za bilet, czas trwania – 15 minut. W tej chwili nagrody przyznaje się w 24 kategoriach, a cała impreza ciągnie się godzinami, przedłużana jeszcze podziękowaniami laureatów „dla cierpliwych rodziców, zawsze wierzącej we mnie babci, mojej pięknej żony i najwspanialszych dzieci świata”. Hollywood znane jest ze swoich lewicowych skłonności, ze słabości do politycznej poprawności, i bywają sezony, kiedy ta tendencja jest niezwykle widoczna. Ale w tym roku – co za niespodzianka! –...
Maciej Pawlak
Z natury optymistka Na scenie perfekcjonistka, obdarzona nadzwyczajnym talentem komediowym. Prywatnie osoba skromna, opiekująca się wiele lat sparaliżowanym mężem, aż do jego śmierci w latach 90. Sama nie mając dzieci, opiekowała się finansowo domami dziecka. Była przy tym osobą głęboko religijną, stałą słuchaczką Radia Maryja. W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” sprzed ośmiu lat mówiła: „Radio Maryja daje mi bardzo dużo, szczególnie jeśli chodzi o modlitwę. Często rano wysłuchuję mszy św., poznaję Ewangelię na dany dzień. Dzięki temu radiu pogłębiam swoją wiarę”. W tym samym wywiadzie swoją postawę życiową określała następująco: „Z natury jestem optymistką, mam w sobie dużo radości. (…) Staram się (…) nie wynosić nad innych i nie mądrzyć, po prostu mam dobrze wykonywać to, co do mnie...
Marcin Wolski
Wyjątkowość „TP” opierała się na zasadzie „wśród ślepych jednooki królem”. W zmonopolizowanej rzeczywistości medialnej PRL pismo bezpartyjne, oddające komunistycznej władzy tylko część rytualnych ukłonów, było heroicznym ewenementem. Sam je prenumerowałem, choć głównie dla felietonów Kisiela i Piotra Wierzbickiego oraz „obrazu tygodnia” – jedynych zbliżonych do prawdy wiadomości na wschód od Łaby. Inna sprawa, że jak słusznie zauważa Graczyk, można mówić właściwie o trzech tygodnikach połączonych osobą Jerzego Turowicza: – periodyku katolików realistów, szukających modus vivendi z komunistyczną władzą, którego egzystencja została przerwana w 1953 r. zawieszeniem, a następnie oddaniem w ręce PAX-u; – organie grupy politycznej ZNAK-u, która po 1956 r. godzi się na rolę koncesjonowanej...
Antoni Zambrowski
Zwiastunem całego przedsięwzięcia jest inny piękny album ze zdjęciami Adama Bujaka zatytułowany „Europa krzyżem bogata. Od Golgoty do Strasburga”. Prezentuje on fotografie obiektów sakralnych, głównie krzyży, ale również obrazów Męki Pańskiej oraz kościołów – jak ujęto to w tytule – od Golgoty aż po Strasburg. Są w nim zdjęcia wykonane w całej Europie, od Grenady poczynając i na Wyspach Sołowieckich w północnej Rosji kończąc. Obok obiektów zagranicznych w albumie umieszczono mnóstwo zdjęć dokumentujących tysiącletnie dzieje chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Zdjęcia uzupełnia bogaty w treść teologiczną i historyczną obszerny esej pióra ks. kardynała prof. Stanisława Nagyego pt. „Potęga krzyża”. Omawia on różne aspekty historii kultu krzyża, dzięki Męce Zbawiciela przemienionego z...
Status quo Krzyk błaznów zagłusza chóry ptaków i głosy niezłomnych, gdyż ciemność uznano za światło i kaci szydzą ze swych ofiar a jutrzenka umarła w połogu, w toastach fałszerzy, w półmiskach okrągłego stołu, w bruderszaftach z Herodem. Ogrody zarastają perzem i chwastami jak dzikie pola, mgłą okryto nowe zbrodnie – a mumie w epoletach, starcy w tych samych splamionych mundurach – nietykalni jak święci – pilnują klatki z orłem.
Marek Nowakowski
– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego... Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika. Miał przecież z niego pociechę. Z Benka fachman był nie byle jaki. Jak to sam mówił: „Jeśli chodzi o bukiety, to tylko ja i jedna z Mokotowskiej, a tak nie ma od nas lepszych w te klocki”. Szczera to prawda. Złote do kwiaciarstwa ręce. A spokój miał Benek ze sobą już od roku. Nic go nie prześladowało i żadnych złych wspomnień. Teraz obejrzał się w lusterku, przygładził czarne, sterczące jak szczotka włosy i poszedł pod wskazany adres. – Fartu życzę! – rzucił za nim szef. – Co ma nie być... – odparł Benek. Po drodze kupił jeszcze lepsze papierosy, „Carmeny”. Niech...
Istotnie, Angus to porte-parole autora, który opowiada o swoich podróżach oraz snuje historyczne komentarze, rozpoczynając od Fenicjan odważnie porównanych do mieszkańców Wielkiego Księstwa Litewskiego. Autor jednak zupełnie słusznie ogranicza to porównanie do tych litewskich duchów, które żyją dziś na emigracji, rozproszone na różnych kontynentach. I to już jest oryginalne, natomiast paralele między fenickimi kupcami a litewskimi kunigasami, dla których łupienie obcych ziem było głównym zajęciem, wydają się raczej ryzykowne. Paląc też polskie miasta, Litwini uprowadzali w dorzecze Niemna polskie rodziny, osiedlając je tam dla uprawy roli. Sami woleli pustoszyć cudze tereny, a o rozmiarach ich procederu świadczy najlepiej to, że z okazji ślubu królewicza Kazimierza z Aldoną (w 1325 r.)...
Maciej Parowski
W latach 70. pozyskiwało się tę wiedzę od mieszkańców. Samo miasto było odnowione, ślady zatarte, rodziny ofiar spacyfikowane. Gdańsk stał się stolicą Filmu Polskiego, kręciły się doroczne festiwale w Sopocie. Dopiero w 1980 r. odsłonięto pomniki w Gdańsku i Gdyni, prawda „o wypadkach” rozlała się na Polskę, a jej okruchy przebiły na ekran w „Człowieku z żelaza”. Rok później był stan wojenny. Poruszający film Krauzego wydobywa tamte wydarzenia z niepamięci. Oglądamy Gdańsk, Gdynię, tragiczną masakrę na stacji kolejki. Film skupia się na losach rodziny 34-latka, Brunona Drywy, pierwszego z listy ofiar tytułowego „czarnego czwartku”. Wracają szare klimaty „małej stabilizacji”, skromnych pragnień i możliwości. Losy rodziny marzącej o mieszkaniu, zakupie mebli, może taksówki, zderzają się...
W malarstwie największą sympatię Nowosielski czuł do sztuki bizantyjskiej. Wyznawał prawosławie, którego tradycja była w nim głęboko zakorzeniona. Łącząc tradycyjne malarstwo ikonowe (w jego pracach pełno jest charakterystycznych wydłużonych sylwetek o linearnym, płaskim modelunku, typowym dla sztuki ortodoksji) ze sztuką współczesną, nadał obydwu nurtom nową wymowę. Cerkiewka za darmo Wśród wszystkich realizacji artysty zwraca uwagę kościół Opatrzności Bożej w podwarszawskiej Wesołej. Budowla wraz z wystrojem wnętrza, a właściwie dzięki niemu, została w 2004 r. wpisana do rejestru zabytków. W ten sposób powstałe w latach 1976–1979 dzieła sztuki sakralnej stały się najmłodszymi zabytkami w Polsce. Kościół ufundował przed wojną Emanuel Bułhak, który chciał, aby...
Marcin Kuberka
Rano na stropie hallu szkoły można było jeszcze podziwiać logo telewizji Trwam przerobione na TV Wamp. Kartka wisząca w uczelnianej gablocie wzywa do zabrania zeszłorocznej pracy pod groźbą utylizacji. Czytamy, że logo spadło wraz z przyklejonym bananem z podwieszonej planszy pt. „Mieć czy nie mieć”. Opis kończy zdanie: „Logo przetrwało, banan nie”. Po godz. 10 okazało się, że logo wiszące w szkole od roku zostało zdjęte, by zrobić miejsce na nową ekspozycję. Wśród leżących na posadzce prac przechadzali się studenci, a asystent Woźniak fotografował prace i wpisywał oceny do indeksu. Natomiast prof. Banachowicz nadzorował wieszanie eksponatów. Na drabinie jeden ze studentów w czapce bejsbolówce odwróconej daszkiem do tyłu wieszał obraz z wizerunkiem o. Rydzyka za kratą i Papieża-Szatana...
Bocian z pierwszej klasy technikum W 1954 r., zamknięty przez pół roku w izolatce, Janusz Horodniczy spacerował od ściany do ściany, próbując zająć myśli marzeniami o przyszłym życiu. Przebywał wówczas w więzieniu w Rawiczu, w Białym Pawilonie. W tysiącach scenariuszy, tworzonych w ciągu samotnych godzin, nie przewidział chyba tylko jednego: aktorstwa. Janusz Horodniczy jest estradowcem i autorem filmów dokumentalnych. Prowadził audycje radiowe i telewizyjne. Jak się okazało, potrafi być także pisarzem. „Młodsi od swoich wyroków” to pierwsza część planowanej trylogii. Napisana wartko, zarazem z poczuciem humoru, jak i z żalem – za zmarnowanymi latami. Książka zaczyna się wspomnieniem dziecięcych lat spędzonych w Wilnie, jeszcze przed 1939 r. Po wybuchu wojny jego rodzinę przymusowo...
Marcin Wolski
„Historia Szpiegostwa i Agentury” Terry Crowdy jest opracowaniem popularnym, z konieczności zajmującym się głównie sensacyjnymi wątkami i postaciami szpiegów. Temat, choć fascynujący, nie jest łatwy – otacza go atmosfera tajności i dwuznaczności moralnej. W zależności od tego, która strona go ocenia, szpieg jest bohaterem lub zdrajcą. W dodatku rzecz komplikują motywy – większość agentów działa za pieniądze. Jak jednak kwalifikować tych, którzy działają z pobudek ideowych? Co począć ze szpiegami mniemanymi, wrobionymi w intrygę, mającą na celu wyeliminowanie politycznego przeciwnika, jak rzekomy spisek przeciwko królowej Elżbiecie, który zaprowadził na szafot Marię Stuart? Wśród galerii bohaterów widzimy postacie znane z innych ról, jak Casanova czy kawaler d' Eon – transwestyta, szpieg...
Codzienna wędrówka po chleb i woreczek mleka, a potem jeszcze raz z wiaderkiem śmieci do blaszanego kubła. Raz na tydzień po ziemniaki i mięso. W lecie, kiedy słońce dotyka ziemi, pan Bogdan w sklepie na osiedlu kupuje kilka gum do żucia i kolorowe naklejki, żeby rozdać je dzieciom, które przekomarzając się i kłócąc pokazują mu język.
Maciej Parowski
Żywiołem braci Coen jest ironia, sarkazm. Mistrzowsko ukazują ludzką marność i przekorę losu. Ale ich zapisy upadku to zarazem kino piękne i dające do myślenia. Choć akurat ze światem westernu w „Męstwie…” obeszli się bracia łagodnie. Mamy tu, owszem, pazernych faktorów, łapaczy ludzi dla nagród, mamy skazanych przestępców, którzy wygłaszają, nim zawisną, swoje przestępcze credo. Jest prymitywny morderca (Brolin), który zabił dobroczyńcę, a potem żeby „poprawić swoją pozycję”, bo „nic mu się nie udaje” – gotów jest zabić jego córkę. Są Indianie handlujący zwłokami, bo można z nich uzyskać wiele rzeczy. Są bandyci, którzy mają swój honor. Oglądamy wreszcie dwu prawdziwych rycerzy prerii – szeryfa Cogburna i strażnika Teksasu – LaBoeuf’a (Damon). Ci, blefując, oszczędzając siebie, targując...
Bohdan Urbankowski
Poeta Kurylak Józef wyrażał się odważnie, miejscami aż prowokująco – ale nie wiedział, do kogo się wyraża. W Empiku najczęściej spotykał się z dwiema wielbicielkami i jednym wielbicielem, i to dzięki nim wiemy co nieco o jego poglądach. Zacznijmy od wielbicielek. „Wiktoria”, „Laura”, cień „Andrzeja” TW „Wiktoria” w donosie z 13 października 1975 r. uszczegółowiła, że poeta Kurylak jest członkiem Klubu Młodych Pisarzy Zniesienie. „W prowadzonych dyskusjach w sposób negatywny krytykuje podejmowane decyzje władz politycznych” – pisała. „Wiktoria” odnotowała także, iż „są wypowiedzi”, że „w Warszawie został spalony napalmem most, a taki napalm ma armia radziecka, nie polska”. W jednym z następnych donosów „Wiktoria” zapodała, iż Kurylak „wśród swoich znajomych podwyższonym głosem...
Marcin Wolski
Migalski nie wierzy w fatalizm ani w nieuchronność zdarzeń, co więcej uzasadnia, że zdarzenia w Polsce w ostatnim pięcioleciu nie toczyły się wedle planu nakreślonego wewnątrz Polski czy zgoła na zewnątrz. Odrobinę inne wyniki wyborów w 2005 r., np. prezydentura Tuska, i mielibyśmy zarówno PO-PiS, jak i IV Rzeczpospolitą. To, co było traumą przegranej, w połączeniu z konfliktem charakterów głównych przywódców, wprowadziło politykę polską na równię pochyłą, po której stacza się do dziś. Odrzucenie IV i przekształcenie się PO w obrońcę III RP i grup zainteresowanych jej trwaniem nie było wynikiem strategii, lecz taktyki. Bilans rządów Kaczyńskiego, choć traktowanych krytycznie, wypada niesłychanie korzystnie. Realizowały pierwszy i jedyny śmiały projekt rekonstrukcyjny w naszym kraju....
Maciej Parowski
Ale zrazu na pierwszym planie pozostaje wypadek. Tożsamość ofiary, bo potrącony mężczyzna umiera. Losy jego psa. Mamy tu też kwestię odpowiedzialności czy kary – formalnej i wewnętrznej, jaką człowiek wymierza sam sobie. Właściciel warsztatu samochodowego (Rogalski) i policjant filozof (Michałowski) pomogą Michałowi pokonać te przeszkody. Potem, przyjmując odpowiedzialność za śmierć człowieka, organizując mu pogrzeb, Michał, nie wiedzieć kiedy i jak, wkracza w krąg swoich bolesnych zaszłości. Dociera do syna zmarłego i w jego konflikcie z ojcem rozpoznaje własne uwikłanie. Gdyby nie kraksa, może w ogóle nie zobaczyłby własnego ojca, a tak odwiedza go wielokrotnie. Obaj dostają szansę – najpierw by się choć trochę zrozumieć, a potem może nawet pojednać. Zbyszek też zjawia się na...
Marcin Kuberka
Tama dla plotek i paszkwili To bardzo dobrze, że niezmordowany Andrzej Wajda nakręci „My, naród polski”, opowieść o Lechu Wałęsie, zarejestrowanym przez SB jako TW „Bolek” Wałęsie. Jeszcze lepiej, że scenariusz napisze wspólnie z Januszem Głowackim. Po ubiegłorocznej awanturze, mającej miejsce w odrestaurowanej sali BHP i spontanicznie zaplanowanym występie nowej ikony „Solidarności” – Henryki Krzywonos, „My naród …” postawi tamę nieuzgodnionym wystąpieniom, podważającym oficjalną narrację. Raz na zawsze będzie wiadomo, jak naprawdę było, kto był na strajku i co mówił lub doradzał, kto nie dojechał, a kto się wystraszył. Już same okoliczności i miejsce ogłoszenia przez Mistrza Andrzeja tej radosnej i doniosłej dla świata polityki i filmu nowiny były wyjątkowe. Odbyło się to w...
Piotr Gontarczyk
Brak naukowej kwerendy Od badacza podejmującego problematykę wywiadu PRL należało oczekiwać rzetelnego zapoznania się z dokumentami wytworzonymi przez tę służbę, dostępnymi w IPN. Jednak autor przeczytał śladową ilość teczek wywiadu, nie mówiąc już o innych zbiorach archiwalnych, np. centrali MSW. Dwa najważniejsze spisy archiwalne oznaczone numerami 0449 i 02011 nie zostały tu nawet dotknięte. A przecież w nich znajduje się wiele najważniejszych dokumentów wywiadu. Z przypisów nie wynika, by Siemiątkowski czytał akta choćby jednej sprawy operacyjnej wywiadu PRL czy analizował któryś z istotnych kierunków operacyjnych, na jakich działała ta instytucja. Siłą rzeczy jego wiedza na ten temat jest prawie żadna. W książce można znaleźć informacje o „wydziale natowskim”...
Zapewne taka deklaracja po stronie palikotyzmu mniej powinna dziwić osoby, które widziały spektakl Teatru Ósmego Dnia zatytułowany „Paranoicy i pszczelarze” (premiera w grudniu 2009 r.). Rozszyfrujmy na początku metaforykę tytułu: paranoicy to Polacy – mówiąc słowami Marii Janion, do której nawiązują twórcy spektaklu – „z pozostałościami odziedziczonej po mesjanizmie megalomanii narodowej”. To ci, którzy odwołują się do tradycji konserwatywnej, patriotycznej, chrześcijańskiej. A pszczelarze – to ci, którzy po prostu pracują, często ciężko i za małe pieniądze, a przy okazji „zrazili się” do tego strasznego Kościoła katolickiego. Ale cóż z tego – są sympatyczni, ich los nas porusza. Spektakl pod względem teatralnym, inscenizacyjnym został zrobiony bardzo sprawnie – członkowie Teatru...
Marcin Wolski
Jednak nie tylko o zmagania z urzędami przy zmieniających się koniunkturach tu chodzi. Książka Kijowskiego to opis ludzi, instytucji i wydarzeń, których trudno byłoby szukać gdzie indziej. To wnikliwe próby zrozumienia zjawisk społecznych, które nas dotknęły, a w szczególnym stopniu stały się udziałem polskiej inteligencji, wybitej, rozproszonej i zastąpionej przez klasę „wykształciuchów”, zdominowaną przez – jak określa to autor – Gminę. Można powiedzieć, że w równym stopniu, w jakim jego ojciec Andrzej Kijowski (nazywany tu Seniorem) był krytykiem szczerym do bólu w ocenie dzieł innych twórców (po ukazaniu się „Złego” napisał: „Leopold Tyrmand jest wielkim pisarzem. Dla gówniarzy!”), tak jego syn jest weredykiem wobec ludzi mu współczesnych. Pisze prawdę zarówno o przyjaciołach, jak...
Bohdan Urbankowski
Citius – Altius – Fortius, czyli o ideałach Świat antycznego sportu jawi się nam do dzisiaj jako świat doskonałości fizycznej i duchowej (na olimpiadach nagradzano również poezję!), ale także jako świat sprawiedliwości. Sprawiedliwości obiektywnej, mierzalnej. Laur otrzymywali ci, którzy naprawdę pobiegli szybciej, czy rzucili dalej dyskiem. Sport był szkołą demokracji ateńskiej, rozwijał takie cechy charakteru jak: uczciwość, wytrwałość, lojalność i sprawiedliwość. Uczył życia według zasady, dla której nazwę znaleziono po ponad dwóch tysiącach lat: fair play. Czysta gra. W 393 r. Teodozjusz Wielki wydał zakaz organizowania olimpiad ze względu na ich „pogański charakter”. Był to ten sam cesarz, który podzielił Cesarstwo na Wschodnie i Zachodnie, uznał chrześcijaństwo za religię...
Magdalena Michalska
Propagandowe wyroki Natychmiast więc pojawiło się pytanie, jak dokuczyć Sowietom. Trzeba pamiętać, że osoby, które je sobie zadawały, znajdowały się w tym trudnym okresie, kiedy człowiek nie jest jeszcze dorosły i nie jest już dzieckiem. Większość „Jaworzniaków” w chwili wybuchu wojny miała 5–6 lat, okupację przeżyli w sposób świadomy, starsi z nich brali udział w Powstaniu Warszawskim. To doświadczenie sprawiło, że byli nad wiek dojrzali, zdawali sobie sprawę z sytuacji politycznej kraju. Horodniczy, kiedy zakładał wraz z dwoma kolegami organizację nazwaną „Proletariatem”, miał zaledwie 15 lat. Wychowany na lekturach m.in. „Kamieni na szaniec”, dumny z tego, że jego brat został ranny podczas zdobywania Wilna, zdawał sobie sprawę, że o takie wartości jak wiara czy patriotyzm trzeba...
Marcin Wolski
Jego bohaterem, celnie nakreślonym przez Elisabeth Heresch w pracy „Sprzedana rewolucja”, jest Izrael Łazarewicz Helphand, znany bardziej pod dziennikarskim pseudonimem Aleksander Parvus, rosyjski Żyd rodem z Berezyna, będącego jednym z białoruskich sztetli, znanych choćby ze „Skrzypka na dachu”. Gimnazjum skończył w Odessie, potem studiował w Austrii i w Niemczech, wieńcząc edukację doktoratem. Imponującej postury, nienagannych manier bon vivant jest człowiekiem zamożnym. W odróżnieniu od klepiącego biedę Lenina, utrzymującego się w Szwajcarii z przysyłanej mu przez matkę emerytury, którą otrzymywała od „krwiopijcy” cara, Parvus, niczym współczesny alchemik, potrafi robić pieniądze na wszystkim, nawet na wydawaniu klasyki rosyjskiej. Wojna i rozmaite ciemne interesy zrobią z niego...
Magdalena Michalska
Lekcja patriotyzmu Impulsem do wydania płyty były dramatyczne wydarzenia 10 kwietnia ubiegłego roku – katastrofa samolotu rządowego z prezydentem na pokładzie. Mimo że żaden z utworów nie odnosi się bezpośrednio do tragicznej śmierci Lecha Kaczyńskiego, płytę można uważać za oddanie mu hołdu. Wszak śp. prezydent przez całe życie walczył o wskrzeszenie, zwłaszcza wśród młodego pokolenia, poczucia dumy z polskości i uświadomienie mu, jak ważna jest nasza historia. Ten cel przyświeca także Makowieckiemu. „Uważam, że młodemu pokoleniu trzeba przypominać wydarzenia z przeszłości. Należy je zainteresować ubiegłymi epokami, pokazać, że to może być ciekawe. W liceum miałem cudownego historyka – kiedy opowiadał, miałem wrażenie, że przede mną rozgrywa się film kostiumowy”. Tę samą magię chce...
Maciej Parowski
Film jest podróżą przez miejsca i czasy rozciągniętą na cztery dekady, retrospekcje przenikają się ze współczesnością. Zaczyna się od zabicia palestyńskiego kochanka młodziutkiej Marwan. Dokonują tego jej bracia, którzy później zabiorą jeszcze jej nieślubnego synka. W poszukiwaniu maleństwa wędrujemy z bohaterką wśród ruin Bejrutu, kryjemy się przed wzrokiem strzelca wyborowego. Forsując potem wojskowe zapory na drodze, chowamy lub wyciągamy krzyżyk na piersi w zależności od przekonań religijnych patroli. Cudem przeżywamy atak falangistów na cywilny autobus. W sekwencjach współczesnych brat i siostra szukają śladów Marwan w miejskich archiwach oraz w chrześcijańskich i muzułmańskich wioskach. Przypomniane zostaną tortury i wojskowe gwałty, jakich doświadczyła. Ale oglądamy tu też Marwan,...
Rafał Kotomski
Szok i oburzenie. To najbardziej pożądane reakcje na wystawy urządzane w poznańskiej galerii Abnormals. Nie zawsze się udaje, bo prowokatorzy pokazują często prace, o których nie warto nawet dyskutować. Z niemiecką artystką Iris Schieferstein stało się inaczej. Przedstawiając instalację „Polskie serce”, 45-letnia Niemka niby nie zrobiła niczego nowego. Bo wszystko już było: ciemnoskóry Chrystus na krzyżu i Jan Paweł II przygnieciony olbrzymim kamieniem, krucyfiks zanurzony w przezroczystym nocniku pełnym cieczy przypominającej mocz i spreparowane ludzkie zwłoki na wystawie w warszawskiej galerii handlowej Blue City. A jednak grupa osób z Poznania złożyła zawiadomienie w prokuraturze, wstrząśnięta „dziełem”, którego głównym elementem jest ludzki płód, a rzekomą inspiracją tragedia...
Marcin Wolski
Pokazuje, jak ten dzielny żołnierz, lecz zarazem wykształcony humanista, zaczynający jako jeden z panów węgierskich, dochodzi do stanowiska wojewody Siedmiogrodu, a następnie sięga po koronę najrozleglejszego po Rosji państwa europejskiego, mimo że startuje jedynie z pozycji kandydata „zapasowego”. Jego wybór okazuje się dowodem sporej mądrości braci szlacheckiej. Osiągnąwszy to, nie kontentuje się utrzymaniem władzy lub poprawianiem swojego wizerunku, choć jest jednym z pierwszych polskich władców świadomych znaczenia propagandy, jak również cenzury. Mimo wszelkich ograniczeń, jakie nakłada na niego demokracja szlachecka, potrafi nie być władcą malowanym i realizuje powzięte cele. Ciekawe, że ten znakomity wojownik nie stacza wielkich, zwycięskich bitew. Największe sukcesy – Połock i...
Maciej Parowski
Edward (Pearce) jest przystojnym, zdobywczym mężczyzną, ale to pełen kompleksów, chorowity Jerzy (genialny Firth) okaże się podług staroświeckich kryteriów godniejszym królestwa. Potwierdzi monarszą godność, jeśli dobrze wypadnie przed mikrofonami, zdolnymi puścić w świat kompromitujące dowody jego oratorskiej słabizny. Albo poniesie klęskę, albo tchnie w naród ducha jedności i mądrej determinacji. Któż rozważny kładzie takie brzemię na barkach jąkały? Ale żyjemy w czasach przedracjonalnych, nie całkiem zniszczonych wielką wojną, wybierających zasady przeciw skuteczności. Ta przyjdzie w wyniku wielkiej koncentracji króla, pragnącego dorosnąć do swojej roli. Pomoże mu logopeda samouk, Lionel Logue (Rush), którego wojna nauczyła, że za ułomnościami ciała kryją się rany ducha. Toteż kiedy...
Marcin Wolski
Jego żywot artystyczny rozegrał się w trzech diametralnie różnych epokach. A właściwie można mówić o trzech różnych biografiach. Urodzony w roku 1900 jako Adolf Bagiński, był Dodek człowiekiem, który wszystko zawdzięczał sobie. Pochodził z nizin społecznych, nie ukończył żadnych szkół artystycznych, ale posiadał iskrę bożą, dar talentu, nieśmiertelną vis comica, którą wpierw bawił znajomych, potem bywalców kabaretu, wreszcie za pośrednictwem filmu stał się supergwiazdą. Okres początków kariery Dodka i jej rozkwit przypada na międzywojnie. Szedł od sukcesu do sukcesu. Któregokolwiek z estradowych gatunków tknął: śpiewu, tańca, skeczu, był znakomity. Będąc prosty, nie stał się prostacki. Dziewoński przytacza fragment jednej z ówczesnych recenzji: „Dymsza jest nie tylko wielkim artystą...
W takiej sytuacji miło czasami natknąć się na interesujący debiut poety, który nie należy do środowiska lansowanego na oficjalnej „liście frekwencyjnej” i „przeznaczonego do wyniesienia” (to określenia ukute przez Karola Maliszewskiego). Do takich debiutów należy zaliczyć tomik „Kamienne anioły” autorstwa młodej (rocznik 1984) poetki z Piaseczna, Katarzyny Sioćko. Autorka łączy universum z opowieścią osadzoną w realiach jej „małej ojczyzny”. Poezja to spokojna, jakby wykuta w kamieniu, epitafijna. Z jednej strony opowiada o własnym mieście – zwyczajnym, przeciętnym, o którym przewrotnie można napisać: „to miasto nie ma historii / (...) tu nie było żadnych epidemii / walk powstańczych ani kogoś / komu można postawić pomnik / otworzyć muzeum”. To oczywiście chłodna kokieteria, bo...

Pages