Kultura

Marcin Wolski
Dobrze, że dzieła obu tych autorów: „Głową w mur” i „Struktura kłamstwa” zostały przypomniane w „Kanonie Literatury Podziemnej” – serii, która powinna się znaleźć w bibliotece każdego polskiego inteligenta. W przypadku Kisielewskiego podtytuł „felietony zdjęte przez cenzurę” jest nieco mylący. Zadziorna twórczość pisarza nie traciła bowiem kontaktu z czytelnikiem – docierała do niego za pośrednictwem paryskiej „Kultury”, wydawnictw niezależnych – „Bratniaka”, „Krytyki”, „Zapisu”... Naturalnie te pisane z myślą o publikacji są bardziej soft, pisarz licząc, że „może się uda”, a cenzor akurat będzie mniej czujny, stosował większy kamuflaż myśli i bardziej ważył słowa. Udawało się rzadko. W PRL-u bardziej cenzurowano ludzi niż teksty. Jeden z funkcjonariuszy Głównego Urzędu mówił mi z...
Grzegorz Broński
„Nie po to używam pseudonimu, bym teraz odsłaniał »przyłbicę...«. W każdym razie, by uniknąć wiszących w powietrzu podejrzeń, gdybym chciał zasugerować związek z paulinami, to pseudonim wyglądałby H. Pietraszewicz OP. Może już II lub III tom (trylogii „Katastrofy smoleńskiej”) zdemaskuje niezwykle kontrowersyjne okoliczności powstania tomu I” – napisał „O. Henryk Pietraszewicz” w e-mailu przekazanym nam za pośrednictwem wydawnictwa Sfinks. Hit czy kit? Znane dotychczas głównie z drukowania leksykonów i słowników wydawnictwo Sfinks reklamuje książkę jako „największy hit wydawniczy 2011 roku”. „To obiektywna książka dokumentująca, apolityczna, z kalendarium wydarzeń” – czytamy na stronie internetowej. Tymczasem sam autor przyznaje, że książkę pisał bardzo krótko. Zaczął dopiero...
Maciej Parowski
Pewnie jedno i drugie. Obraz Chlodenko (wychowanki Milosa Formana) zaleca się aktorstwem, dobrym scenariuszem i doskonałą reżyserią. Zasadniczo film nie kreuje rzeczywistości, tylko ją odtwarza. Przecież właśnie wkraczają w dorosłe życie dzieci z próbówek, jednopłciowe związki też są na Zachodzie na porządku dziennym, co obrasta badaniami socjologów i obserwacją potoczną. „Wszystko w porządku” nie wchodzi z tym w kontrowersję. Jeśli nawet jest to obraz intencjonalny, mający widza do nowego przekonać, to złagodzony ironią i gotowością do ujawnienia pewnych kłopotów. W filmie ich sprawcą okaże się dawca spermy i nieoczekiwanie ważna dla dzieciaków kwestia biologicznego ojca. Oboje pragną go jednak poznać. Uruchamia to barwny dramat rodzinny, w którym protagoniści, wytrąceni z...
Marcin Wolski
Prekursorem post-polityki był zdaniem Nowaka Lao-cy, półlegendarny chiński filozof z VI w. przed Chrystusem. Nauczał on – „Władca, sprawując rządy, opróżnia serca, a napełnia brzuchy, osłabia wolę, a wzmacnia kości. Zabiega stale, aby lud niczego nie wiedział i niczego nie pożądał; ci, co wiedzą, aby nie śmieli działać. Kiedy uprawia się niedziałanie – wtedy są dobre rządy”. Jak twierdzi Nowak, wówczas do osiągnięcia ideału zabrakło istotnego środka indoktrynowania – podległych mediów. Choć starano się jakoś to zastąpić. I dlatego w III w. na rozkaz cesarza spalono wszystkie książki dotyczące historii. Różnica między tamtym chińskim modelem, a jego współczesnym naśladownictwem polega na tym, że to, na co mogło sobie pozwolić potężne mono państwo, pozbawione praktycznie silnych...
Tomasz Terlikowski
W pierwszej osobie Ale dość już o prezerwatywach, AIDS czy nauczaniu Kościoła w sprawie antykoncepcji. Oczywiście passusy na ten temat są w wywiadzie-rzece Petera Seewalda, ale po pierwsze, nie wnoszą one niczego nowego do nauczania Kościoła, a po drugie, trudno je uznać za najważniejsze czy choćby najciekawsze. O wiele bardziej istotne jest w tej książce świadectwo Benedykta XVI o tym, jak rozumie on swoje posługiwanie i mocne, wyraziste odróżnienie tego, co jest opinią papieża, a co prywatnym przekonaniem Josepha Ratzingera. Takie rozróżnienie wprowadza zresztą sam Benedykt XVI, odpowiadając na pytanie, dlaczego w pewnych sytuacjach używa – odrzuconego przez Jana Pawła II – pluralis majestatis. „W wielu sprawach nie mówię po prostu tego, co przyszło do głowy Josephowi Ratzingerowi...
Maciej Parowski
W „Dżentelmenie” oglądamy opuszczającego kryminał Urlika (Skarsgard), człowieka właściwie bez przyszłości. Reżyser nie zdradza jego historii, nie wiemy, jakich draństw Urlik się dopuścił, jakie ma szanse, zobowiązania. Co mu grozi i komu na wolności zagraża? Sytuacje, które czekają na ekswyrokowca poza murami więzienia, to w kinie zawsze barometr stanu społeczeństwa. W „Spokoju” Kieślowskiego bohater nie mógł liczyć na normalność, choć o niej marzył. Podobnie, tyle że na wesoło, było w niesłusznie przemilczanym „Tricku” Jana Hryniaka. Sympatycznym fałszerzem zajmują się tam służby i politycy, by zmuszać go do kantowania dla nich. U Molanda bierze się za Urlika niby zaprzyjaźniony, żałosny gangster Jensen (Floberg), który pod pozorem opieki skubie swoich ludzi, a jego potworna siostra...
Maciej Parowski
Los rzuca w tę scenerię dwóch samotnych, milkliwych – Młodego i Starego – Pavla (Dobrygin) i Sergeia (Puskapalis). Stażysta po studiach i entuzjasta ma za partnera powolnego, statecznego weterana. Młody będzie pisał sprawozdanie, jak spędził na stacji koniec lata, Stary z niego kpi. Zmieniają się – jeden czuwa, drugi śpi. Na dyżurach spisują wskazania przyrządów, by codziennie przekazywać centrali szeregi cyfr. Mijają się, ale jest między nimi rodzaj męskiej czułości, jak między nauczycielem i uczniem, ojcem i synem. Bez podtekstów seksualnych, nawet w saunie, zresztą starszy jest mężem i ojcem, podekscytowanym bliskim powrotem do rodziny. Diabeł wejdzie między nich za sprawą nieporozumienia, nieśmiałości. Nagle z lądu przychodzi radiogram – rodzinie Sergeia stało się coś złego. Pavel nie...

Pages