Felieton

Robert Tekieli
Anihilacja jest jedyną hipotezą tłumaczącą wszystkie fakty o zmartwychwstaniu znane z Biblii i wsparte informacjami wyczytanymi z turyńskiego Całunu. Wiem też, jak wielką siłę ma przeżywany głęboko rytuał. Jak może odnowić wewnętrznego człowieka zanurzenie się w liturgię. I nie potrafię wejść w ten święty wymiar. Świat duchowy jest dla mnie dziś niedostępny. Nie przemienia mnie przeżywanie Wielkiego Postu. To boli. Za to świat zewnętrzny istnieje tym bardziej. Wałęsa: Kaczyński chce zrobić zamach stanu. Palikot: Kaczyński marzy o tym, by go zastrzelił jakiś fanatyk. Profesor Radosław Markowski: Trzeba rozważyć możliwość delegalizacji PiS. Histeria zwolenników status quo sięga granic. Na wiele miesięcy przed wyborami. Czyżby znane były jakieś precyzyjne badania opinii publicznej,...
Jacek Kwieciński
Żałosne „Gdyby się zdarzyło, że któryś z istotnych dokumentów, o które prosiliśmy stronę rosyjską, zostanie nam przesłany…”. To minister Miller. „Gdyby się zdarzyło”. Te żałosne wasalne słowa to efekt decyzji Tuska po katastrofie. To skutek „ocieplania” stosunków z moskiewskim reżimem. Komorowski też mówił w Rosji, że „spodziewa się”, „oczekuje”, „liczy” na różne kroki tamtejszych władz. Oczywiście, żadne „żądanie” czy „domaganie się” nie wchodziło w grę. Musimy znać swoje miejsce. Po rosyjsku Nie można raz jeszcze nie wspomnieć o organie Agory. Przechodzi sam siebie. Kultywując pomysł anty-Katynia Gorbaczowa, zrównuje, stawia obok siebie propagandowe kłamstwo sowieckie na temat jeńców wojny z 1920 r. z ludobójstwem katyńskim. Zadziwia, że „Gazeta Wyborcza” nie ukazuje się w...
Piotr Lisiewicz
Doradca prezydenta Komorowskiego Wojciech Jaruzelski postanowił wyśledzić, kto stał za zamachem na Jana Pawła II: „Czy za nim stali fundamentaliści? Tego nie wiemy. Wszelako, post fatum, islamski trop wydawałby się najbardziej logiczny”. Pytanie, czy Jaruzelskiemu chodzi o tych islamskich terrorystów, którym sprzedawał broń i którym, jak Abu Nidalowi (kilkaset ofiar na koncie), pozwalał mieszkać w PRL i z Warszawy kierować swoimi biznesami? Poza tym mawiano wówczas, że „gdyby Urban nosił turban, to zamiast świni byłby Chomeini”. Tak czy owak, wygląda to na szczere wyznanie winy przez Jaruzelskiego, winy na łożu śmierci. Anna Sobecka z PiS domaga się wyrzucenia z anteny programu Tomasza Lisa. Niesłusznie. Jak to mówił Jan Tomaszewski o trenerze Franciszku Smudzie? „Jego nie trzeba...
Antoni Łepkowski
Wielokrotnie zdarzało mi się bronić najczęściej młodych ludzi, których przyłapano na posiadaniu niewielkich ilości narkotyków, ewidentnie na własne potrzeby. Wiem dość dobrze, czym różni się narkotykowy dealer od swoich ofiar – zwyczajnych ćpunów. Argument, że nie można znieść zakazu posiadania narkotyków, bo uderza on w dealerów, którzy jednorazowo dysponują właśnie małymi ilościami kokainy czy trawki, nie trafia do mnie zupełnie. Wobec dealerów muszą być wykorzystywane, i co więcej – są stosowane środki operacyjne, cała gama pomysłów śledczych, takich jak świadkowie koronni czy zakupy kontrolowane. To, że w mojej pracy poznałem wielu nieszczęśników, którzy są – jak już wspomniałem – klasycznymi ofiarami dystrybutorów narkotyków, ma bez wątpienia wpływ na moje odmienne od premiera zdanie...
Tomasz Terlikowski
Tym czymś więcej nie miała być jednak wielka polityka. Nie miało nim być tylko budowanie silnej pozycji na arenie międzynarodowej, ale przede wszystkim uświadomienie sobie, że Bóg chce wykorzystać Polskę do swoich zadań, że my, Polacy, mamy do spełnienia swoistą misję niesienia światu Ewangelii, przygotowywania go – przez głoszenie Bożego Miłosierdzia. Na taką treść wezwania wskazywało, moim zdaniem, przede wszystkim zakorzenienie tragedii smoleńskiej w symbolice Miłosierdzia Bożego. Dla człowieka wierzącego nie ma przypadków. I nie jest nim również fakt, że do największej tragedii w powojennych dziejach naszego państwa dochodzi akurat w wigilię niedzieli Miłosierdzia Bożego. Ale tamte wydarzenia były także wezwaniem do głębszego nawrócenia Polski i Polaków. Misja nie oznacza, że...
Wojciech Wencel
Sformułowanie „ani kropli krwi” brzmi niezręcznie wobec ofiar Grudnia’70 czy ks. Jerzego Popiełuszki, ale dobrze oddaje transformacyjny charakter wychodzenia z komunizmu. Wszyscy w jakiejś mierze odczuwaliśmy z tego powodu dyskomfort. Bo niepodległość okazała się niepełna, otrzymana w pakiecie z postkomunistyczno-postsolidarnościowym układem, który do dziś kształtuje polską politykę. A jednak wielu z nas uznało porządek III RP za formę ostateczną – niedoskonałą, ale też niewymagającą powszechnej solidarności, walki cywilnej i ponoszenia ofiar. Daliśmy się uśpić najpierw sloganami o kompromisowej naturze demokracji, a później pełnymi sklepami, wypasionymi komórkami, cyfrową telewizją i urlopami w Egipcie. W tym materialistycznym raju zabrakło chęci i czasu na wcielanie w życie słów „Bóg,...
Krystyna Grzybowska
Uczmy się od Niemców W tej dbałości o interesy narodowe niemieckie elity nie oglądają się na wrażliwość i lęki wschodniego sąsiada, to znaczy Polski. Zawiązując z Rosją niebezpieczne dla nas układy partnerskie, Berlin wykorzystuje słabość naszego państwa i nieudolność polskiej polityki zagranicznej. Jesteśmy, niestety, co pokazują także artykuły prasowe, czymś w rodzaju małego dziecka, oczekującego na pieszczoty i głaskanie bliższych i dalszych krewnych. Taki jest np. artykuł warszawskiego korespondenta prawicowego dziennika „Die Welt”, Gerharda Gnaucka, w którym referując wielce optymistyczne opowieści premiera Tuska o polskiej drodze do sukcesu, o tym, że nasz kraj musi iść drogą środka, między koniecznymi cięciami wydatków i dynamiczną polityką inwestycyjną, zauważa, że to okno...
Jacek Kwieciński
Bez usprawiedliwienia Te zachowanie miało i inne dalsze skutki. Nie reagując od razu, publicznie, na do szczętu zakłamany (a nie „jednostronny”) raport rosyjskiego MAK-u, premier Rzeczypospolitej spowodował, że wersja rosyjska została w zachodnich mediach uznana za oddającą całkowicie istotę rzeczy. Skutki tego odczuwamy do dziś. Na pełniejszą zmianę tej percepcji jest raczej za późno. A wtedy należało nawet zaprosić wszystkich ambasadorów i przedstawić polską opinię. Dziś polityczne oceny m.in. Jarosława Kaczyńskiego Tusk nazywa „niesprawiedliwymi”. Można by to uznać zaledwie za żałosne. Ale dla tego zaniechania trudno dobrać właściwe słowa potępienia. Nie ufam Polscy śledczy nic tylko „mają nadzieję”, „liczą”, „spodziewają się”, „oczekują” na materiały z Moskwy. Część po...
Rafał Ziemkiewicz
Zniknęła też jakoś informacja, że jednak prokuratura nie znalazła żadnych procesowych dowodów „zacierania śladów” w domu Barbary Blidy. O prokuraturę mniejsza, faktem jest, że prokuratury generalnie zajmują się u nas umarzaniem, i na wszelki wypadek są w tym bardzo – że tak powiem – ekumeniczne; nigdy nie wiadomo, czy się władza nie zmieni, a co umorzone, tego się czepiać nie będą. Ale ciekawe jest, w jaki sposób poinformowała o tym „Gazeta Wyborcza”, która o tym rzekomym „zacieraniu” łgała latami, ile wlazło. Otóż frazą: ślady w domu Blidy zatarte! Pomyśleć, że to ta sama banda tak się natrząsała, jaka to „logika Ziobry”, że brak dowodów oznacza, iż zostały one zniszczone. Nie stwierdzono zacierania śladów, a więc znaczy się, zostały zatarte. Słonie – jak wiadomo – najskuteczniej...
Jacek Kwieciński
Podobnie jak przyznanie wreszcie przez Tuska, że Rosjanie starali się ze wszystkich sił, aby dotarł (oczywiście obok Putina) na miejsce katastrofy przed Jarosławem Kaczyńskim. Dotychczas twierdzono, że to „bzdura”. Był to element rozgrywania polskich polityków przez Moskwę rozpoczęty rozbiciem naszej wspólnej pielgrzymki katyńskiej. A Tusk na to ochoczo przystał. To zapomniane nie będzie. Podobnie jak ówczesne zachowanie szefa MSZ, nieodczuwającego żadnych wyrzutów sumienia. Więcej niż lekceważące potraktowanie Lecha Kaczyńskiego przekłada się teraz na odmowę uhonorowania pamięci prezydenta Polski, który zginął w drodze na wyjątkowe dla nas uroczystości. Prezydent był, według nich, „niesłuszny” i należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Nawet jeśli trzeba będzie na to nieco poczekać,...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Na drugi dzień, na zaproszenie innego komitetu społecznego oraz ks. prałata Jana Szetelnickiego, pojechałem do Kudowy-Zdroju. W tamtejszym kościele pod wezwaniem św. Katarzyny na wszystkich mszach św. także głosiłem kazania, tym razem z okazji rocznicy tragedii smoleńskiej. W czasie sumy poświęciłem tablicę pamiątkową ku czci Pary Prezydenckiej i 94 pozostałych ofiar. Przybyli wprawdzie dwaj posłowie PiS, ale lista nieobecności samorządowych i państwowych dygnitarzy też była bardzo długa. No cóż, widocznie ci, co żyją z naszych podatków, uznali, że od uroczystości patriotycznych ważniejsze jest pieczenie kiełbasek w zaciszu domowych ogródków. Różnie z tą sprawą bywa też w środowiskach kościelnych. Niedawno miałem spotkanie autorskie w auli Liceum Katolickiego im. Cypriana Norwida w...
Marcin Wolski
Gdyby opowiadać cudzoziemcowi o naszym wymiarze sprawiedliwości, zdumiałby się bardzo. W Ameryce próba kneblowania ust dziennikarzom uznana byłaby za gwałt na pierwszej poprawce! A wykorzystywanie sali sądowej jako namiastki rzeczowej polemiki jest po prostu śmieszne. Tymczasem u nas sądy nie muszą liczyć się z konsekwencjami własnych werdyktów, coraz częstsze zasądzanie płatnych ogłoszeń w prywatnych mediach ma wszelkie znamiona linczu czy stalinowskiej konfiskaty mienia. Sądu nie interesuje, skąd skazany, w co najmniej problematycznej sprawie, ma wziąć owe setki tysięcy złotych, już nie na charytatywny cel, lecz na dofinansowanie zasobnych mediów. Osobiście uważam, że sprostowanie czy przeprosiny powinny ukazać się w tym samym miejscu, w którym dokonano zniewagi – bezpłatnie....
Ryszard Czarnecki
Naturalnie wolałbym, żeby Europa nie przegrywała rywalizacji ekonomicznej z Ameryką i Azją, ponieważ tak byłoby lepiej dla mojej ojczyzny, przede wszystkim bowiem obchodzą mnie losy i pomyślność mojej nacji – Polaków. A więc jak słyszę „eurospeak”, czyli euronowomowę o „europejskiej tożsamości”, o byciu Europejczykiem, to śmieję się z tego bełkotu, ale jednocześnie szlag mnie trafia, bo wiem, że to wszystko z moich (naszych) pieniędzy. Jednak w Parlamencie Europejskim udało się wreszcie ustalić, co to jest „European Identity”. Otóż niedawno w wewnętrznej skrzynce na listy znalazłem biało-niebieskie pastylki wyprodukowane przez znaną firmę (oczywiście mieszczącą się w Europie), kojarzoną na rynku ze słodyczami dla dzieci. Owe drażetki (zapewne przypadkowo w kolorach flagi Finlandii) na...
WIS
Pierwszorzędny moralista Jan Widacki na łamach „Przeglądu” o prawnym rozpasaniu, z którego mogą korzystać „trzeciorzędni literaci”, czyli ci, którzy mają inne poglądy niż Widacki, a także o tym, gdzie granice wolności się kończą: „Czy (…) wolność słowa, której tak chcą bronić trzeciorzędni literaci, rzeczywiście zezwala każdemu mówić, co mu ślina na język przyniesie? Na szczęście nie. Choć wiele można pleść zupełnie bezkarnie. Można mówić rozmaite głupoty, w Sejmie, na konferencji prasowej, w TVN 24 albo TVP 1, albo w Radiu Maryja, a także w „Gazecie Polskiej”, „Naszym Dzienniku” czy gdziekolwiek indziej. (…) Można biadać, że Polska ginie, a rząd nic nie robi, by ją ratować. Można mówić i pisać bardzo dużo zupełnie bezkarnie. Nawet głupota i afiszowanie się nią nie jest zakazane. Ale...
Krzysztof Wyszkowski
Dla ukrycia tragicznego stanu finansów na czas wyborów rząd wymyślił „przykrycie” go uchwaleniem budżetu na… wiosnę, gdy będzie jeszcze można mamić społeczeństwo fałszywymi prognozami. Żeby „przykryć” aferę z fikcyjnym budżetem i jednocześnie raport PiS – wymyślono kłamstwo o rzekomym poniżeniu Ślązaków przez Jarosława Kaczyńskiego. Rządowe i zaprzyjaźnione z rządem telewizje, gazety i rozgłośnie radiowe pompują ze wszystkich sił bzdurę, jakoby Kaczyński uważał Ślązaków za niemiecką V kolumnę. Pomińmy jednak te „przykrycia” i „przykrycia przykryć” i spójrzmy na źródło, z którego Donald Tusk zaczerpnął pomysł do najnowszej kampanii nienawiści. W debacie wyborczej w 2007 r. atakował w ten sposób: „Byłem dzisiaj na Śląsku, jestem gdańszczaninem, jest mi wstyd, kiedy premier polskiego...
Marcin Wolski
Co to za przyjemność? To tak, jakby na meczu naganiać się, nafaulować i nie przekroczyć linii środkowej boiska. O wiele lepiej jest stanąć niedaleko bramki i czekać, aż wyłożą mu piłkę na nogę. Emocji bynajmniej nie brakuje, przecież i w takiej sytuacji czasami nie trafia. Przerabiałem to w dzieciństwie, pamiętam, wygrałem raz wyścig rowerowy z rówieśnikami. Tylko ja jechałem na normalnym rowerze, a oni na trzykołowcach. Prawdziwa rozkosz – śniadanie z mistrzami od innych konkurencji. Nawet ja mogę wygrać z Zimmermanem, na fortepianie... w karty! Sytuacja, w której na eksperta od polityki wybiera się Małysza, jest niezwykle wygodna. Chyba że nasz as chciałby podyskutować wyłącznie w czasie lotu nad Wielką Krokwią.  Panowie Kukiz czy Hołdys mogą znakomicie dyskutować z premierem o...
Jacek Kwieciński
Czyli wtedy, gdy jak najliczniejsza obecność w życiu publicznym obrońców, strażników – znowu użyję wielkiego słowa – polskości w jej wszystkich wymiarach jest niezbędna, bezcenna. Uczczenie pamięci wybitnych Polaków, z prezydentem RP na czele, jest imperatywem, którego waga stale wzrasta. Uczczenie i kontynuacja ich dziedzictwa. Po największej tragedii narodowej zaczęła się rodzić nowa wspólnota Polaków. Ale zbyt mało powszechna, wielce niepełna. Skreślenie paru słów abstrahujących od niewyjaśnionych przyczyn tragedii czy postawy obecnych czynników oficjalnych nie jest łatwe. A wbrew wszystkiemu trzeba ponieść w przyszłość ważny składnik patriotycznej postawy tych, których już wśród nas nie ma – wiarę w Polskę. Pamięć po tych, którzy odeszli, pozostanie na zawsze w naszej polskiej...
Ryszard Czarnecki
Dziś w Waszyngtonie, Paryżu, Berlinie (przypadek szczególny) kalkuluje się w podobny sposób. Nie ma już Związku Sowieckiego, ale mechanizmy rosyjskiego kłamstwa i zachodniego oportunizmu są w nowych okolicznościach te same. Ostatnio znany francuski dziennikarz i doświadczony belgijski dyplomata w prywatnych rozmowach nie pozostawiali wątpliwości, kto ich zdaniem odpowiada za tragedię pod Smoleńskiem. Pierwszy był korespondentem w Moskwie, drugi od lat siedzi w polityce zagranicznej, swoje wiedzą i w towarzyskich rozmowach mówią otwartym tekstem: Rosjanie. Ale nie powiedzą tego publicznie, bo „ nie trzeba głośno mówić”. To nieprawda, że o zbrodni katyńskiej świat nie wiedział. A może ściślej – nie wiedziała opinia publiczna, ale elity wiedziały, tylko nie chciały o tym głośno mówić....
Krzysztof Wyszkowski
Niszczenie pamięci o bohaterach to może najbardziej swoista cecha rosyjsko-sowieckiego stosunku do polskości. Rosja zawsze miała i nadal posiada liczne zastępy polskich polityków, dziennikarzy, historyków, którzy wypełnią najpodlejsze zlecenie, będą od rana do wieczora gloryfikować najhaniebniejsze zaprzaństwo. Nie było miejsca na krzyż dla Traugutta przy Cytadeli i nie ma miejsca na krzyż dla Prezydenta Kaczyńskiego przed Pałacem Prezydenckim. Nie ma miejsca, bo tam, gdzie stał pomnik carskiego namiestnika Iwana Paskiewicza, przywracana jest pamięć tych gospodarzy Pałacu Namiestnikowskiego, którzy służyli carowi w sposób „wierny, czynny i sprawny, jak knut w ręku kata”. Zadeptywali Leopolda Okulickiego, Kazimierza Pużaka, Emila Fieldorfa, Witolda Pileckiego, chcą zadeptać Lecha...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Janusza Krupskiego poznałem w 1978 r., gdy związałem się z niezależnym wydawnictwem „Spotkania”, którego on, jako absolwent historii na KUL, był redaktorem naczelnym. W 1980 r. brałem udział w obozie dla osób niepełnosprawnych, zorganizowanym w Małym Cichym na Podhalu przez tworzącą się warszawską wspólnotę „Wiara i światło”, nazywaną popularnie „Muminkami”. Obóz prowadziła przyszła żona Janusza, Joanna, córka prof. Jadwigi Puzyniny. W wiosce przebywał też Janusz, który codziennie przychodził na spotkania. Mogłem go wówczas lepiej poznać. Był typowym konspiratorem, oszczędny w słowach, opanowany i dobrze zorganizowany. O polityce i historii mógł jednak mówić bez końca. Przez następne lata spotykaliśmy się wielokrotnie zarówno ze względu na sprawy konspiracyjne, jak i działalność wspólnot...
Rafał Ziemkiewicz
Tak, otóż, dokładnie wbrew insynuacjom pani Paradowskiej, my nie wiemy i domagamy się tej wiedzy. To oni wiedzą. Wiedzą od pierwszych minut po tragedii, kiedy to w ślad za mediami rosyjskimi powtarzali opowieści o czterech próbach lądowania. Wiedzą na pewno i nic ich z tej pewności nie jest w stanie wyrwać, żaden fakt, żaden najoczywistszy nawet argument. To nie ma znaczenia, że na kopiach zapisów z „czarnej skrzynki” nie ma ani słowa o „debeściakach”. Nie przeszkodzi to po raz enty powołać się na nie kolejnemu, powtarzającemu z politowaniem słowo „przecież” salonowemu autorytetowi. To nic, że wcale nie ma na tych taśmach przypisanych pilotowi słów „jak tu nie wyląduję, to on się będzie mnie czepiał”. Nie przeszkodzi. Ani fakt, że rzekomej kłótni pilota ze śp. generałem Błasikiem,...
Wojciech Wencel
Przez ostatni rok prawda była w Polsce kluczowym problemem. Przychodziliśmy pod krzyż na Krakowskim Przedmieściu nie tylko dlatego, by jednoczyć się wokół prawdy Chrystusowej. Także po to, by upomnieć się o prawdę o katastrofie smoleńskiej, wyrazić prawdę o naszej historii i kulturze, a także dać świadectwo własnego wykluczenia. Ale może w życiu publicznym dążenie do prawdy nie ma sensu? Może jest dobrze, gdy prawda funkcjonuje jako element politycznej układanki i można ją zmieniać bądź przestawiać w zależności od partyjnego interesu? Może mają rację główne media, które pomijają prawdę milionów Polaków, kreując wizerunek Polski jako państwa kroczącego w awangardzie postępu, wolnego od balastu tradycji i od nieufności wobec sąsiadów? Niestety, są to pytania – mówiąc eufemistycznie –...
Jacek Kwieciński
Niemcy–Polska–Rosja Zupełnie nie spodziewałem się polskiej partycypacji w operacji libijskiej. Może zresztą – chociażby ze względów finansowych – ta postawa ma jakiś sens. Ale zupełnie zbędna była retoryka Tuska de facto odżegnującego się od jakiegokolwiek politycznego jej poparcia. Słowa o „niepodzielaniu emocji niektórych”, o zbyt szybkich, drastycznych krokach interweniujących zbrojnie, skontrastowanych ze zdroworozsądkową powściągliwością RP były jakby kalką głosów ministrów jedynego rządu na Zachodzie zajmującego podobne stanowisko. Niemiec. Z miejsca postawą Tuska tam się zresztą podparto. A Kaddafi postawę Berlina pochwalił. Raz jeszcze okazało się, że obecny rząd robi to co Niemcy i tak jak Niemcy. Wręcz ostentacyjne ustawienie się w jednym szeregu z Rosją i Niemcami dobrze...
Jacek Kwieciński
Tzw. minister spraw zagranicznych myśli Tuska twórczo rozwinął. Tzw., bo moc czasu poświęcił na zachwalanie kolegów z rządu oraz – jak to bywa z szefami dyplomacji – dokopywaniem opozycji. Przeplatał je okrzykami, by owe – jak to niedawno stwierdził – karły moralne, reprezentujące zaplutą reakcję, opamiętały się i władzę pokochały. „Roztropne” przyjrzenie się naszemu potencjałowi to wskazanie, że wasalstwo jest nam przypisane. Użycie w kontekście nauki patriotyzmu określeń „plemienne czy sekciarskie pohukiwanie”, gdy się w to dobrze wczytać, wskazuje na stopień patriotyzmu ministra. Sikorski może popisywać się butą, arogancją i swoim chamstwem nie do podrobienia, może, całkowicie na poziomie komunistycznym, brylować w partyjniackiej propagandzie sukcesu, a i tak nie zdoła zanegować...
Rafał Ziemkiewicz
Jednak te sprawy mają znacznie mniejsze znaczenie niż decyzja, która „się podjęła” Tuskowi w minionym tygodniu: decyzja o przystąpieniu Polski do tzw. paktu na rzecz konkurencyjności. Czyli do czegoś, co ma „obudować” trzęsącą się strefę euro państwami, które wprawdzie nie wchodzą do systemu wspólnej waluty, ale dobrowolnie zgadzają się poddać narzucanym przez państwa tej strefy rygorom. Jakim konkretnie – tego jeszcze nie wiadomo. Wiadomo tylko, że – jak ujął to nieoficjalnie, ale publicznie pewien cytowany w prasie „wysoki urzędnik unijny” – „te drzwi są otwarte tylko w jedną stronę, wejść można, wyjść już nie będzie można”. Akceptując w ciemno zapowiadane ustalenia, które mają uczynić kraje strefy euro i jej satelitów bardziej konkurencyjnymi na światowych rynkach, zrobiliśmy więc...
Krzysztof Wyszkowski
22 lipca 1983 r. jako uciekinier z miejsca internowania zostałem aresztowany przez SB. Funkcjonariusz groził, że jeżeli nie podpiszę lojalki, pójdę na parę lat do więzienia. Odmówiłem, ale zanim mnie zwolniono, w dzienniku TVP ogłoszono: „Wyszkowski dobrowolnie się ujawnił” i na dowód pokazano mój fałszywy dowód osobisty. 25 marca 2011 r., następnego dnia po ogłoszeniu wyroku SA, redaktorzy „Dziennika Bałtyckiego” wydrukowali na pierwszej stronie zdjęcie rozradowanego najsławniejszego Polaka i tytuł: „Lech Wałęsa usłyszy przeprosiny za stwierdzenie, że donosił do SB”. Tym razem bez żadnego dowodu. 5 czerwca 1992 r. (kilka godzin po obaleniu rządu Jana Olszewskiego) klub parlamentarny Unii Wolności złożył do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o popełnieniu przeze mnie przestępstwa...
Wojciech Wencel
Na usprawiedliwienie pani Wisi trzeba jednak dodać, że nie jest w swojej postawie osamotniona. Większość polskich pisarzy lubi wspierać polityków konserwujących okrągłostołowy układ i redaktorów prowadzących walkę z ciemnogrodem. Może dlatego, że za to lubienie otrzymuje wiele wymiernych korzyści. Nie tylko ordery, ale przede wszystkim nominacje i nagrody literackie (Nike, Gdynia, Paszport „Polityki”), druk w wydawnictwach posiadających kolportaż, recenzje w wysokonakładowej prasie, stypendia i zaproszenia na zagraniczne festiwale. Zresztą wynagrodzenie, którego oczekują pisarze za swoje usługi, jest bardzo zróżnicowane. Jednym wystarcza funkcjonowanie w obiegu, inni cieszą się dopiero wtedy, gdy polski PEN Club zgłosi ich kandydaturę do literackiej Nagrody Nobla. Zróżnicowany jest też...
Ryszard Czarnecki
Nawet jeśli centroprawica przegra wybory we Francji, to i tak, według wszelkich szacunków, nowy szef Komisji będzie wskazany przez premierów z EPP. Jasne jest, że przewodniczącym KE będzie raczej ustępujący premier, a nie eksminister: tak było w przypadku obecnego szefa Komisji, premiera Portugalii José Manuela Durao Barroso, czy jego poprzedników – premiera Włoch Romano Prodi i premiera Luksemburga Jacquesa Santera. Dlatego Tusk uważa, że ma szanse. Ten plan nie jest specjalnie znany nawet w kierownictwie PO. Jest on jednak śmiertelnie poważnie rozważany przez lidera PO i jego doradców. Tusk wietrzy swoją szansę także w fakcie, że największe państwa UE – Niemcy i Francja – nie mają szans na stanowisko nr 1 w Komisji Europejskiej, bo byłoby to spektakularne potwierdzenie faktycznej...
Antoni Łepkowski
Inaczej ze Słońcem Kaszub. Ten znacznie sprytniej usiłuje ukrywać swoje sympatie i filogermańskie zacięcie. Ostatnio jednak premierowi się niechcący ulało i to w sprawie, w której inicjatorem międzynarodowej akcji humanitarnej nie były znienawidzone Stany Zjednoczone, lecz ONZ, Francja i Wielka Brytania. Ponad wszelką wątpliwość prawdopodobieństwo, że w trakcie libijskiej akcji sił wojskowych realizujących uchwałę Rady Bezpieczeństwa ONZ polegnie któryś z pilotów sił koalicji, z prędkością ponaddźwiękowego myśliwca zmierza ku zeru. Nie troska o polskich żołnierzy przyświecała więc Tuskowi, gdy dystansował Polskę od udziału w libijskiej misji. Cała operacja nie jest interwencją zbrojną, ale akcją humanitarną i dyrdymały o pomocy finansowej i logistycznej w takiej sytuacji zupełnie nie...
Piotr Lisiewicz
Adam Michnik – Medal za Zasługi Bojowe. Przyznawany za szczególne wyczyny na polu walki, np. Uratowanie ważnego towarzysza zagrożonego przez wroga. Za heroiczną obronę Jaruzelskiego będzie w sam raz. Może on być także nagrodą za „bardzo dobre wyniki w szkoleniu bojowym i politycznym, w opanowaniu nowego sprzętu bojowego”. Opanowanie przez Michnika po 1989 r. nowej broni masowego rażenia – gazety, ocenić należy jako wzorowe. Piotr Stasiński – Order Suworowa. „Ura! Warszawa jest nasza!” - meldował carycy w 1794 r. Aleksandr Suworow. Odznaczenie imienia bohaterskiego pogromcy ludności Pragi należy się Stasińskiemu za bezwzględne tępienie wroga, w tym nazwanie popierającego lustrację tytułu prasowego szmatą. Paweł Smoleński – Order Kutuzowa. Przyznawany za umiejętne działania podczas...
Krystyna Grzybowska
Nawyk nic nierobienia Nie ma się co podniecać, panie ministrze od spraw zagranicznych. To, że po trzech latach od wyboru na prezydenta USA Obama wreszcie wpadnie do Polski, nie oznacza, że Polska liczy się w jakikolwiek sposób w jego polityce międzynarodowej. Ale czeka nas rozdmuchany do niebywałych rozmiarów medialny efekt tego wydarzenia. Musimy przez to przejść i nie dać się zwariować. Za rok Obama może przestać być prezydentem, co jest prawdopodobne, więc nie mamy na co liczyć. Na zniesienie wiz też nie. Polska polityka zagraniczna właściwie nie istnieje. Rozumiem Polaków, którzy w sondażu w swej druzgocącej większości opowiedzieli się przeciwko naszej interwencji w Libii. A z czym byśmy tam interweniowali? Z tymi trzema, ponoć niepełnosprawnymi, F16? Przecież polska armia jest...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Karpacką brygadą dowodził gen. Stanisław Kopański, postać niezwykle ciekawa. Urodził się w Petersburgu. W czasie I wojny światowej z armii carskiej przeszedł do Korpusu Polskiego. Jako ochotnik walczył w 1918 r. we Lwowie, a następnie pod Wilnem, gdzie stracił oko. W okresie międzywojennym był dowódcą pułku artylerii w kresowym Stryju. W 1942 r. jego brygada przekształciła się na terenie Palestyny w 3. Dywizję Strzelców Karpackich. Zasilili ją żołnierze-tułacze, którzy wydostali się z radzieckich łagrów. Dywizja zasłynęła w walkach we Włoszech. Po wojnie gen. Kopański pozostał na emigracji. W 1946 r. władze komunistyczne odebrały mu obywatelstwo polskie. Zmarł w 1976 r. w Londynie. W ponownie wolnej Polsce w przeciwieństwie do generałów Sikorskiego czy Andersa jest on praktycznie nieznany...
Tomasz Terlikowski
I od razu na moją głowę posypały się gromy. Usłyszałem, że nienawidzę zwierząt, że jestem złym człowiekiem, że nie rozumiem, że ludzie chcą uczcić sympatycznego zwierzaka, który – w odróżnieniu ode mnie – wywołuje ciepłe emocje itd. Dowiedziałem się też, że wielbiciele Knuta są podobni do ludzi, którzy oddają hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej (to był już poziom debilizmu, z którym polemizować nie sposób, bo jeśli ktoś nie widzi różnicy między niedźwiedziem a ludźmi, między maskotką a przedstawicielami państwa – to wyklucza się z przestrzeni racjonalnego dialogu) itd., itp. Jakiś mądrala przekonywał mnie nawet, że uznanie wyższości ludzi nad zwierzętami to jakaś błędna pozostałość chrześcijaństwa, z którą trzeba walczyć, bo dowodzi ona szowinizmu gatunkowego. Gdybym był złośliwy, to...
Robert Tekieli
Oczywiście, w normalnym kraju media głównego nurtu rozszarpałyby takiego żartownisia. Ale my żyjemy w świecie transformowanym. Wałęsa może bredzić do woli, odkąd stanął po właściwej stronie. Musimy się pogodzić z tym, że wiele postaci zbiorowej wyobraźni to oficerowie służb lub zwykli kapusie. Archiwa, jeśli chodzi o najużyteczniejszych, zostały dokładnie wyczyszczone. Inwigilujący paryską „Kulturę” nobliwy profesor mógł w III RP odgrywać rolę arbitra zdrowego rozsądku. Peerelowski posttotalitaryzm właśnie po to rozmył się w vice-suwerenną III Rzeczpospolitą, by mogło nastąpić płynne przekazanie władzy kolejnemu pokoleniu środowisk, które do Polski przyjechały wraz z sowieckimi czołgami. Właściciele PRL przekazują władzę i wpływy swoim dzieciom. Żeby to zobaczyć, wystarczy nie zaciskać...
WIS
Ofiara stanu wojennego W „Przeglądzie” żałoba. Ogłasza ją Jerzy Domański „Choć tkwimy po uszy w bardzo dzisiejszych i poważnych kłopotach, to polowanie na gen. Jaruzelskiego i autorów stanu wojennego trwa z prawdziwie chrześcijańską konsekwencją. Do wielu ocen stanu wojennego doszła kolejna. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający, że stan wojenny 13 grudnia 1981 r. wprowadzono nielegalnie. Prawicowy historyk cieszy się, że wreszcie wygrała sprawiedliwość. Myli się. Wygrał po prostu bliski mu punkt widzenia. Wygrała polityka. Znowu są wygrani i przegrani”. Polityczne są te orzeczenia, które osądzają PRL, obiektywne – te, które chwalą.
Ryszard Czarnecki
Król kłamał. Kłamał jak najęty, chyba tak lubił, a może nie mógł już inaczej. Swoją potęgę budował na kłamstwie, więc nienawidził tych, co mówią prawdę. Zabijał ich pozorując wypadki, upokarzał, rzucał oszczerstwa, grabił, kazał podsłuchiwać. Uśmiechał się szeroko, ale oczy świdrowały na wylot każdego, w każdym wyczuwając rywala. Królestwo podupadało. Skarby, nawet te najcenniejsze rodowe, król i jego dworzanie wyprzedawali za bezcen. Obcy w królestwie czuli się jak u Pana Boga za piecem, a swoi cierpieli upokorzenia od obcych, jak jacyś wyrobnicy. Król zabiegał o względy sąsiadki – Imperatorowej i sąsiada – Cara. Kłaniał się im w pas. Bił pokłony tak nisko, że niewiele widział, uderzając czołem o ziemię. Wszystko po to, żeby się przypodobać, przy jednym stole usiąść, byle po plecach...
Antoni Łepkowski
W dyskusji z moim przyjacielem prezentowałem zupełnie inne podejście do sprawy. Być może nie jestem zbyt dobrym wzorcem państwowca, lecz nie widzę różnicy pomiędzy dłużnikami, obojętnie czy są to osoby prywatne, firmy i przedsiębiorstwa, czy skarb naszego państwa. Dług to dług, jak rzekłby w takiej sytuacji Roch Kowalski. Przypuśćmy, że spowodowałem jakieś szkody sprowokowanym przez moją nieuwagę wypadkiem drogowym. Ktoś poniósł stratę i domaga się ode mnie odszkodowania i zadośćuczynienia za doznane w wypadku krzywdy. Ja twierdzę, że zadośćuczynienie powinno pochłonąć góra 10 tys. zł, a poszkodowany żąda np. stu. Co winienem w takiej sytuacji zrobić, chcąc mieć się za uczciwego człowieka? Moim zdaniem zapłacić owe 10 tys. zł, które uznaję za wystarczające zadośćuczynienie, a po resztę...
Krzysztof Wyszkowski
Na podstawie podjętej przez oskarżonego próbie obrony poprzez oskarżanie innych w typowym dla komunizmu procesie walutowym Grossowie budują karkołomną tezę, że mordowanie, prześladowanie i grabienie Żydów było dla Polaków społecznie akceptowaną „normą” (swoją drogą, dlaczego nie twierdzą, że zachowania typowe dla hien cmentarnych były normą wśród żołnierzy Armii Czerwonej i dlaczego nie domagają się, by Rosjanie przyznali się do „złotych żniw” na ofiarach Zagłady?). Grossowie używają tylko jednego punktu widzenia, gdy poszczególne przypadki zbrodni dokonanych przez żołnierzy AK, NSZ i Batalionów Chłopskich („plugawych karłów reakcji”?) podają jako normę. Tak preparowana historia rzeczywiście „służy pewnym celom”. Umożliwia np. przemilczanie dokumentów opisujących mordowanie Żydów,...
Tomasz Terlikowski
Oczywiście dla nikogo, kto zna Tradycję Kościoła, nie powinno to być zaskoczeniem. Papieże współcześni, od Leona XIII do Jana Pawła II (a i u Benedykta XVI znajdziemy takie opinie), przypominali, że duchowni i świeccy katolicy powinni czerpać z wielkiej tradycji filozofii klasycznej, ze szczególnym uwzględnieniem św. Tomasza z Akwinu. A powodem nie jest jakaś szczególna fascynacja papieży trudnym i wymagającym językiem Akwinaty czy chęć tworzenia wielkich systemów (o co oskarżał niekiedy tomistów – czasem nie bez racji – ks. Józef Tischner), ale fakt, że jedynie tomizm, arystotelizm, a także klasycznie rozumiany neoplatonizm czy chrześcijański platonizm odpowiadają wymogom, jakie stawia myśli chrześcijaństwo (judaizm również). Filozofie nierealistyczne, relatywistyczne czy wyrastające z...
Robert Tekieli
W internecie dziesiątki tekstów o chorobie popromiennej. Polacy masowo przerabiają samochody, zakładając instalacje gazowe. Pewnie przypomnieli sobie proroctwo Tuska straszącego skutkiem rządów Kaczyńskiego: benzyną po 4 zł za litr. A włoska policja złapała amerykańskiego oszusta sprzedającego karty wstępu na beatyfikację Jana Pawła II po 166 euro plus VAT. Od 1 maja będzie można legalnie pracować w Niemczech, nad Łabą najchętniej widziano by Polaków. Eksperyment multi-turki bowiem się nie udał. Niemcy, jak zwykle, konkretnie: młodzi polscy rzemieślnicy za wdrażanie się w fach w niemieckich zakładach mają otrzymywać do 1500 euro miesięcznie. W Polsce całkowita zapaść służby zdrowia: minister Kopacz musi w drodze do pracy zastępować ratowników medycznych, już 10 razy korzystała z...
Krystyna Grzybowska
Pokrzepiająca wizyta Gdzie te czasy? Do Warszawy zjechał sekretarz generalny najpotężniejszej organizacji militarnej świata Anders Fogh Rasmussen tylko po to, żeby powiedzieć, że NATO trzyma się dobrze i dąży do jak najlepszego ułożenia stosunków z Rosją. I podziękować za zaangażowanie Polski, Czech i Węgier w akcje Sojuszu. Nie mógł tego powiedzieć przez telefon albo wysłać e-maila? No, nie, on przyjechał, żeby wesprzeć naszą władzę – przed prezydencją Polski w UE i przed wyborami do Sejmu. Dzięki wizycie Rasmussena nasza głowa państwa mogła publicznie zaznaczyć swoją obecność. Dowiedzieliśmy się od niej mianowicie, że „Polska chce być wiarygodna jako sojusznik NATO, zaangażowany w operacjach wewnątrz Sojuszu i kształtowaniu jego perspektyw”. A na zewnątrz Sojuszu? Dajmy na to – w...
Jacek Kwieciński
Ja a „Rzeczpospolita” W swoim tekście sprzed dwóch tygodni (mam nadzieję, że Państwo go pamiętają) Rafał Ziemkiewicz uznał za stosowne potraktować mnie jak prymitywnego durnia. O jakiej Sprawie (przez duże S) pisze, używając mego nazwiska? Chce wskazać, że jestem tępo zakochany w jednej z rywalizujących w Polsce partii i to jest dla mnie Sprawą? Dziesiątki razy pisałem, że ujmuję rzecz inaczej. Jestem przeciwnikiem władających dzisiaj Polską. Taki sam stosunek miałem do podobnych tworów od 1989 r. Wobec tych monopolistów istnieje tylko jedna prawdziwa opozycja i nie jest nią PJN, która już zdążyła ogłosić chęć sojuszu z nimi. Czemu krytykuję „Rzeczpospolitą”? To proste. Bo praktycznie tylko ją przerzucam. Nie mam najmniejszej ochoty na studiowanie i prowadzenie długich polemik....
Rafał Ziemkiewicz
Z dowcipami trzeba uważać. Inaugurując kiedyś audycję w radiowej Jedynce, powiedziałem: „Zaproszono mnie tu, żebym podniósł poziom”. Usłyszała to jakaś pańcia z „Wyborczej”, wyrwała z kontekstu i rozgęgała się z oburzeniem na pół kolumny, jak ten prawicowiec śmie. Od tego czasu ilekroć „Wyborcza” coś o mnie wspomina, tylekroć obok nieśmiertelnego KRUS-u przypomina tę straszną zbrodnię, jaką było bezczelne stwierdzenie o podnoszeniu poziomu; skądinąd znak, co oznacza dla pracowników tej gazety słowo „research” – przepisanie jej wcześniejszych publikacji. Muszę powiedzieć, że już męczy mnie brak po tamtej stronie kogokolwiek, z kim można by się pokłócić. Przywódcy Salonu są w większości w wieku kremlowskim, ze wszystkimi tego intelektualnymi konsekwencjami, a następców wychowali sobie...

Pages