Felieton

Tomasz Terlikowski
Nietrudno się domyśleć, że postulaty zostały błyskawicznie odrzucone. I nie wynika to ze złej woli biskupów czy zacofania Watykanu, lecz z natury rzeczy. Władza święceń kapłańskich kobiet zwyczajnie nie została Kościołowi przyznana przez Jezusa Chrystusa, co niezwykle mocno przypomniał Jan Paweł II (ale pisali o tym także jego poprzednicy). „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” – napisał Jan Paweł II w liście apostolskim „Ordinatio sacerdotalis”, a Kongregacja Nauki Wiary oznajmiła,...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Władka poznałem jeszcze w stanie wojennym, kiedy przyjeżdżał do Duszpasterstwa Ludzi Pracy w Nowej Hucie-Mistrzejowicach, prowadzonego przez śp. Kazimierza Jancarza. Z kolei od 2005 r. wspólnie przez wiele miesięcy ślęczeliśmy w archiwum IPN w Wieliczce, badając akta SB. Władek był bowiem gorącym zwolennikiem lustracji, zainicjował m.in. powołanie regionalnej grupy „Ujawnić Prawdę”. Choć nie był zawodowym historykiem, napisał kilka dobrych książek z najnowszej historii, w tym o działaniach SB w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Nowego Targu. Pracę tę traktował jako swoją służbę. Podziwiałem go, że z jednej strony był bardzo dokładny, a z drugiej obiektywny. Bez ogródek też podawał w swoich publikacjach nazwiska tajnych współpracowników, w tym również księży. Jako bowiem głęboko wierzący...
Antoni Łepkowski
Podobnie rzecz się miała z immunitetem senatorskim Krzysztofa Piesiewicza. Gdy dotknęły go osobiste problemy z szantażystami, przestał zdaje się być członkiem klubu parlamentarnego PO, ale do wyborów przed czterema laty szedł przecie pod sztandarami partii, która głosiła niechęć do instytucji immunitetu. Kiedy jednak okazało się, że prokuratura zamierza mu postawić zarzuty dotyczące posiadania narkotyków, stanął problem pozbawienia go immunitetu senatorskiego. Jedynym honorowym wyjściem z sytuacji byłoby zrzeczenie się przez zasłużonego adwokata i twórcę przysługującej mu gwarancji bezkarności. Należałem do grupy naiwniaków, którzy sądzili, że przynajmniej w tej kwestii postać tak wybitnego formatu intelektualnego i moralnego zechce innym dać przykład, zaświecić nim mimo grożących...
Ryszard Czarnecki
O ile bohaterami negatywnymi tygodnia stali się politycy PO, którzy używali sądowej maczugi do załatwiania swoich PR-owskich gierek i dorzynania watahy, o tyle bohaterami pozytywnymi byli młodzi warszawiacy. Zarówno piłkarze, jak i kibice warszawskiej Legii. Pierwsi spuścili lanie Ruskim, co zawsze jest rzeczą ze wszech miar pożyteczną, ale też nadzwyczaj przyjemną. Drudzy jadąc do Moskwy przez cztery (!) kraje busami, mieli bardzo słuszne transparenty. Na tyle słuszne, że nie wpuszczono ich (poza jednym busem, który zresztą solidarnie poczekał na resztę) na terytorium Federacji Rosyjskiej. Pogranicznicy od Putina przestraszyli się m.in. hasła „Smoleńsk pamiętamy”. Co tak przeraziło rosyjskie służby? Czyżby myśleli, że to przejaw roszczeń terytorialnych Rzeczypospolitej wobec Kremla? Cóż...
Piotr Lisiewicz
. Czepiłem się tu niedawno portalu Nowy Ekran, na którym to postacie rodem z najkoszmarniejszej ekipy Mieczysława Wachowskiego, jak generał Wilecki i admirał Toczek, cieszą się poważaniem. Nie cieszy się nim natomiast, co skądinąd logiczne, Piotr Bączek, b. szef komisji weryfikacyjnej WSI. Odpowiedział mi bloger Łażący Łazarz, co i jego święte prawo. Szczególnie interesująca wydała mi się następująca sugestia mojego polemisty: „Kto wie, może będzie podwyżka za felietony i zlecenia kolejnych artykułów?”. Toż to niesłychanie sensowny wniosek! Sakiewicz, lepiej pomyśl o podwyżce, bo jak nie, to będę pisał, że Wijący Wilecki i Toczący Toczek to moi idole. Łażący Łazarz nazwał mnie anarchistą. Uściślę: moje poglądy sytuują się gdzieś pomiędzy anarchosyndykalizmem, anarchofeminizmem i...
Tomasz Terlikowski
Nergal od bardzo dawna opowiada, że jest satanistą, jego „sztuka” jest ewidentnie wroga wobec Chrystusa, Kościoła i chrześcijan. Ten „artysta” wychwala „morderców św. Wojciecha”, a w swoich piosenkach otwarcie odwołuje się do Złego. Trudno zatem uznać, że podarcie przez niego Biblii było tylko zabawą. To był akt wrogości wobec Boga, ale i wobec chrześcijan. Ale nawet gdyby uznać jego zachowanie tylko za spektakl, to istnieją przecież wartości czy symbole, którymi bawić się nie wolno. Trudno zresztą nie zapytać sędziego, czy gdyby Nergal – by posłużyć się znakomitym przykładem ojca Dariusza Kowalczyka, jezuity – podarł traktat unijny, czy wówczas sąd również uznałby, że nie ma w tym nic złego? A gdyby „artysta” zdecydował się sprofanować (żeby nie pisać już o Koranie) muzeum Holokaustu...
Robert Tekieli
Proste sprawy można jednak komplikować. Współczesna kultura próbuje zastąpić religie duchowościami. A to odcina od pełnej relacji z Bogiem. Wcześniejszym pomysłem włodarzy nowożytnej kultury europejskiej było wyeliminowanie z niej sfery ducha i ogłoszenie wartości estetycznych najwyższym dobrem dostępnym człowiekowi. Pogubieni epigoni powtarzają ten gest do dziś. Jeden z takich pogubionych pisze w „Wyborczej”: pobyt na alternatywnym festiwalu to „jak pielgrzymka”. „Katowice są w sierpniu moją Jasną Górą. Festiwal jest pielgrzymką, tyle że pątnicy na festiwalu innej muzyki słuchają”. Jedzie się tam, by „dostąpić duchowego przeżycia”, choć przecież nie ma się do czynienia z Transcendencją. W świecie pogubionych „nie adoruje się świętych obrazów, ale artystów, którzy są świętymi w laickim...
Krystyna Grzybowska
Żeby Donald miał bliżej Pewnie dlatego niewielki entuzjazm dla Wałęsy i polskiej drogi, która wydaje się prowadzić donikąd albo zabrnęła w ślepy zaułek. Na ratunek polskiej pozycji w Europie, a także na świecie pospieszył minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który ostatnio znany jest z tego, że się bawi, wypisując na Twitterze kawałki w stylu satyry z gazetki szkolnej. Ostatnio zagroził jednemu dyktatorowi, prezydentowi Syrii Baszarowi al-Assadowi, który bez przeszkód wymordował już parę tysięcy swoich obywateli protestujących przeciwko reżimowi. Radek napisał na: „Panie Assad, odejdź albo zobaczymy się w Hadze”. A co na to Assad? Chyba nie ma komputera albo nie czyta wypocin polskiego szefa dyplomacji, zresztą Assad ma w nosie nie tylko pogróżki Sikorskiego, ale także...
Krzysztof Wyszkowski
Onyszkiewicz jest typem już dawno temu zanalizowanym i opisanym przez Gombrowicza w „Transatlantyku” z jednej strony, a z drugiej przez Dostojewskiego w postaciach „Polaczków”. To tak absolutna nicość, tak kompletna pustka i jałowość, że w procesie ucierania się ludzi sowietyzmu ze sprzedawczykami z Solidarności okazał się niezbędny – jako doskonały, bezwonny i bezbarwny, bezsmakowy i beztreściowy smar, potrafiący płynnie zapośredniczać najbardziej – wydawałoby się – sprzeczne tendencje i interesy. „Ojciec wnuków” zwycięzcy z 1920 r. chcący być jednocześnie sługą sług morderców żołnierzy Marszałka, to najwłaściwszy człowiek do zorganizowania „gwoździa” kampanii wyborczej Donalda Tuska. Gdzie miała się ona rozpocząć? Po rozwaleniu polityki wschodniej prezydenta Lecha Kaczyńskiego,...
Wojciech Wencel
Przybysz z zagranicy może być trochę zaskoczony, że polski premier uważa polskość za nienormalność, a minister spraw zagranicznych nazywa Powstanie Warszawskie narodową katastrofą. Ale dla nas, znających lokalne realia, nie ma w tym nic dziwnego. Polskość i powstanie to bowiem sprawy śmiertelnie poważne. Z perspektywy Twittera czy boiska piłkarskiego naprawdę trudno jest je zrozumieć i docenić. Politycznym infantom wydają się nieprzyjemne, pozbawione luzu, a nawet groźne. Jak cały świat dorosłych. W książce „Niedojrzałość. Choroba naszych czasów” Francesco Cataluccio twierdzi, że nie ma już na świecie dorosłych. Są tylko dzieci i starcy. Miejsce osób dojrzałych zajęli „kuriozalni pełnoletni, którzy nigdy nie dojrzeli i traktują życie jak świetną rozrywkę, jak parodię dziecinnych zabaw...
Rafał Ziemkiewicz
Nie minęło kilka dni, a tu kolejny prominentny platformers przywala lemingom z drugiej strony. To nieprawda, co piszą w sondażach, że mamy nad PiS wielką i trwałą przewagę – oznajmia w wywiadzie dla zaprzyjaźnionego tygodnika Grzegorz Schetyna. W rzeczywistości wygrywamy tylko ledwie-ledwie, o parę procent! No, po prostu się w pale nie mieści. To sondaże mogą mówić nieprawdę? Sondażownie mogą fałszować polityczną rzeczywistość, zawyżać poparcie dla władzy, a zaniżać dla opozycji? Oczywiście, nie jest to myśl nowa, ale dotychczas podobne oskarżenia formułowali jedynie wstrętni pisowcy, chorzy z nienawiści i hołdujący spiskowym paranojom. A tu sam marszałek Schetyna… Parę dni po sondażu pokazującym, że PO tradycyjnie nokautuje PiS piętnastoma punktami procentowymi… A na okładce...
Jacek Kwieciński
Atoli, choć mógłbym dalej dobierać, wydaje się, że wszystkich przebił przed paru laty Rafał Świątek (wraz z kolegą) do dziś produkujący się w „Rzeczpospolitej”. 1. Obaj spokojnie piszą, że McCarthy stał na czele komisji do spraw działalności antyamerykańskiej i „oskarżał aktorów”. Akurat. Senator McCarthy stał przez niecałe dwa lata na początku lat 50. na czele senackiej stałej podkomisji do badania działalności administracji państwowej. Z komisją kongresową ds. działalności antyamerykańskiej nie miał nic wspólnego. Senat i Kongres to oddzielne instytucje. Żadnych aktorów nie widział na oczy. Ta podkomisja działała i przed, i po odejściu McCarthy’ego. Pod przewodem i Republikanów, i Demokratów. Zajmowała się wpływami najpierw zwolenników Adolfa Hitlera, później gangsterów na...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Od strony formy oświadczenie to jest zaskakująca z kilku powodów. Po pierwsze, do tej pory nie było żadnej reakcji kardynała na teksty dziennikarskie, które ukazywały się np. w „Gazecie Wyborczej”, a które nie zostawiały suchej nitki na Kościele katolickim, w tym na nauczaniu zarówno byłego, jak i obecnego papieża. Po drugie, jeżeli w ogóle była jakaś reakcja, to wychodziła ona z ust rzecznika prasowego, ks. Roberta Nęcka, który za pomocą kościelnej nowomowy zaistniałe problemy starał się rozmydlić, jak się tylko dało. Po trzecie, sformułowania zawarte w oświadczeniu naruszają godność drugiej osoby, o której to godności tak wiele mówił bł. Jan Paweł II. Można bowiem ze sobą polemizować, ale nie takim językiem, który jest godny Stefana Niesiołowskiego, a nie byłego sekretarza papieskiego....
Piotr Lisiewicz
Czytam, że w wyborze wzięły udział „miesięczniki lifestylowe”. Ki diabeł? Ponoć to te, w których brylują Agata Passent i Monika Jaruzelska oraz dziennikarze kulinarni, którzy wybrali niegdyś Tomasza Lisa dziennikarzem roku. Ten nie jest jeszcze aż tak gentelmeński jak Passent, ale niewątpliwie nosi pałkę w tornistrze. Tfu, oczywiście buławę. Poza wszystkim – co na to Lech Wałęsa? Passent mędrcem?! Toż to wchodzenie mu w paradę. Zabawnie działa zasada „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Napisałem tydzień temu, że powinniśmy być w „GP” „bardziej szowinistyczni wobec różnych nowo nawróconych, nowo zradykalizowanych”. Oraz że do rządu dusz w naszym obozie powinny być dopuszczane „wyłącznie osoby, które w czasie bardzo wielu lat działalności poddane były próbie i potrafiły oprzeć się...
Tomasz Terlikowski
Dlatego 15 sierpnia jest dla mnie tak ważny. Tego dnia opowiadam dzieciom o tamtych wydarzeniach, zapalamy znicze, przekazuję im historię chrzestnej ich babci, ale także mówię o losach innych członków rodziny, którzy walczyli o Polskę. I podkreślam, że tamtego pamiętnego sierpnia udało nam się zwyciężyć sowiecką potęgę, zatrzymać pochód Armii Czerwonej na Zachód, i prawdopodobnie obronić Europę przed widmem komunizmu. Dzieciaki tego dnia dowiadują się także, czym rzeczywiście był komunizm i dlaczego uważam go (nie tylko zresztą ja) za najgorszy z możliwych ustrojów, a także o tym, że jego pierwszymi ofiarami byli sami Rosjanie (tu często wracamy do pamiętników prawosławnych czy opowiadam im o męczennikach wschodu, którzy oddali życie za wierność Chrystusowi). Przede wszystkim jednak...
Robert Tekieli
Choć pewnie się odwołają i nie zapłacą, bo w świecie odwróconych pojęć każdy wyrok jest możliwy. Można też powiedzieć cokolwiek. Jak dorzynający watahę minister, który ostrzegał niedawno przed używaniem języka nienawiści, bo ten może uruchomić polskich Breivików. Marek C. jednego człowieka zastrzelił, drugiemu poderżnął gardło. Wziął słowa o dorzynaniu dosłownie. Lub jak „Wyborcza”, która od czterech lat „wywija trupem Barbary Blidy”, zarzucając dziś swoim przeciwnikom wywijanie trupem Andrzeja Leppera. Przyznam się, że nie rozumiem, dlaczego PiS poparł w Wałbrzychu skazanego na klęskę, 27-letniego, nikomu nieznanego organistę. „Dziękuję w imieniu piłkarzy za ciepłe przyjęcie i wsparcie naszej walki o niepodległość – powiedział po meczu z Polską trener Gruzji Temur Kecbaja....
Krystyna Grzybowska
Kula u nogi naszej cywilizacji Okazuje się jednak, że rzeczywistość nie przystaje do ideologii hipokryzji i zakłamania. Na ulice wyszli – nieważne, pod jakim pretekstem, bo każdy jest dobry, gdy nastroje sięgają zenitu – przede wszystkim przedstawiciele mniejszości etnicznych, dawnych imigrantów czy British subject, czyli obywateli przybyłych z byłych kolonii brytyjskich. Na ulicach Londynu zrobiło się kolorowo, choć w pewnym momencie do tej biedoty z najgorszych dzielnic dołączyli biali Brytyjczycy. Jedni dla zadymy, inni – a tych było niemało – z ideologicznych, lewackich pobudek, wychodząc z założenia, że każdy sposób jest dobry na walkę z konserwatywnym rządem. No i też rabowali – dlaczego nie, skoro nadarzyła się okazja. Nie miejmy złudzeń. Wydarzenia w Wielkiej Brytanii to...
Jacek Kwieciński
Nastawienie Beniamina Netanjahu było racjonalne: negocjacje pokojowe bez żadnych warunków wstępnych, ale z założeniem, że chodzi o pokój ostateczny, a nie chwilowe zawieszenie broni, rozejm. W przypadku Hamasu jest to niewykonalne. Premier Izraela był gotów, jak poprzednie rządy, do „bolesnych ustępstw”. Korekty linii rozejmowej z 1967 r. musiałyby uwzględniać fakt, że państwo żydowskie miało wówczas w kluczowym miejscu 9 km szerokości. Taka granica jest nie do obrony. Ale i w tym przypadku mogło dojść do wymiany terytorium. Od porozumienia z Oslo minęło 20 lat, poprzednie rządy Izraela gotowe były – jak wspomniałem – do naprawdę wielkich ustępstw. Nic z rozmów nie wynikło, bo od czasów Jasera Arafata głównym celem władz palestyńskich nie była niepodległość, lecz likwidacja Izraela. Za...
Rafał Ziemkiewicz
Właściwie – tu trzeba zawiesić głos, bo żaden komentarz nie jest w stanie sprostać bezmiarowi ideologicznego szaleństwa i odrealnienia. Unia Europejska wchodzi w fazę podobną, jak PRL za późnego Gierka albo ZSSR za Czernienki, kiedy to całkowicie oderwani od rzeczywistości, zamknięci w swoich gabinetach i retoryce referatów z plenum planiści tworzyli wizje kolejnych wielkich budów socjalizmu – wybetonowania całej Wisły od źródeł po Trójmiasto (u nas) albo zawieszenia na orbicie wielkich luster, które miały raz na zawsze zlikwidować w ojczyźnie światowego proletariatu noc i posłać całą jej ludność do roboty na trzy zmiany. Umożliwiło by to bowiem zwiększenie produkcji i ogromne oszczędności w budownictwie mieszkaniowym, bo obywatele mieliby wtedy już nie tylko wspólne toalety, ale – na...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Pytania są następujące. Pierwsze: Czy Pana partia będzie za przyjęciem uchwały o ustanowieniu 11 lipca dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian? Drugie: Czy Pana partia wystosuje po wyborach apel do Kanclerza KUL o pozbawienie W. Juszczenki, piewcy zbrodniarzy z OUN-UPA, tytułu doktora honoris causa KUL? Trzecie: Czy Pana partia, jeśli stworzy nowy rząd, wystąpi do władz Republiki Litewskiej z żądaniem przywrócenia poprzedniej ustawy o szkolnictwie mniejszości narodowych, a w przypadku odmowy, czy wypowie Traktat 1995 r. zawarty między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy i podejmie działania wspierające polskie szkolnictwo na Litwie tak, by szkoły polskie były lepiej wyposażone w pomoce naukowe i bardziej atrakcyjne niż szkoły...
Wojciech Wencel
Początkowo wspólna impreza przebiegała w sympatycznej atmosferze. Biesiadnicy rozsiedli się na czarnych skrzynkach i jęli wymieniać gesty przyjaźni oraz krytykować tych, którzy tę przyjaźń chcą zniszczyć. Biesiada rozkręciła się na dobre, gdy do stołu przysiadł się świeżo upieczony prezydent III RP Bronisław Komorowski i – jak na rubasznego poczciwca przystało – zaczął opowiadać stare dowcipy o Polakach, Ruskach i Niemcach. Czar prysł dopiero w chwili, gdy Putin, przeprosiwszy zebranych, wyszedł do toalety, a z głośników popłynęła mowa oskarżycielska Tatiany Anodiny. Polscy decydenci poczuli się głupio, bo po wspólnej imprezie spodziewali się usłyszeć bardziej wyważone stanowisko Rosjan. Tak to jest z byłymi kapralami. Uśmiechają się, zapraszają na wódkę, a kiedy wszyscy są już pijani...
Krzysztof Wyszkowski
A teraz nowa tajemnica –śmierć przywódcy Samoobrony. Polityk nie zabija się z powodu kłopotów finansowych czy złego nastroju, ale znowu władze państwa nic o przyczynach nie wiedzą. Aprobująco milczą, gdy z powodu weekendu nie można wszcząć śledztwa i przeprowadzić sekcji zwłok, a dziennikarze tkają zasłony z tekstów w rodzaju „W sieci teorii spiskowych”. Liczą, że trzymając się w kupie i nie interesując się tym, czym interesowanie się jeszcze nikomu – ani Janowi Olszewskiemu, ani Jarosławowi Kaczyńskiemu – na zdrowie nie wyszło, utrzymają nie tylko dobre samopoczucie, ale i władzę. Telewizje przypominają, jak śp. prezydent Lech Kaczyński wręczał śp. Andrzejowi Lepperowi ministerialną nominację. Przypominają też, że został zdymisjonowany, jako podejrzany w aferze gruntowej. Czołowe...
Marcin Wolski
Wbrew teoretykom prawa przestępcy bardzo starannie kalkulują, czego dowodem może być nawet znany wierszyk: „Rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata”. I zawsze (choć nie zawsze w pełni skutecznie) działała na wyobraźnię możliwość utraty życia, a zwłaszcza cień szubienicy. Także jasnowłosy Wiking doskonale przeliczył sobie ewentualne koszty swojej rzezi. „20 lat, a może…” – dźwięczało mu w uszach, kiedy repetował karabin. Autorzy zamachów w Madrycie już wyszli, a Bin Laden, gdyby zamiast kryć się po rozmaitych Tora-Bora, wyjechał do Skandynawii, byłby już na zwolnieniu warunkowym. Ale o karze śmierci nie wolno nawet dyskutować! Kiedyś przeceniano jej odstraszającą moc. W 1620 r., po zamachu na Zygmunta III, sprawca, niejaki Piekarski, został poddany straszliwemu rytuałowi: „Wpierw...
Antoni Łepkowski
Kłopoty tuż przed wyborami zalewają dosłownie ekipę rządzącą. Trudno się nad nią litować, bo sama sobie winna, ale efekty tych kłopotów w ostateczności spadają na nas. Prezydencja unijna, która miała stać się propagandową lokomotywą Partii w kampanii wyborczej, dość szybko okazała się fiaskiem. Rządzona przez Tuska i ferajnę Polska doznaje nieustannego poniżenia i afrontów ze strony przywódców unijnych, ukochanych przez władze, salon i główne media. Unia ma za duże kłopoty, by zajmować się reklamowaniem Tuska na jego wewnętrzne potrzeby, więc zarówno on, jak i jego główny pomagier – minister finansów – nie są wpuszczani na europejskie salony, gdy decyduje się na nich coś ważnego. Szefowa europejskiej dyplomacji mianuje dwudziestu pięciu nowych ambasadorów unijnych i w tej liczbie ani...
Ryszard Czarnecki
Marielle, przez ponad 30 lat asystentka brytyjskiego prezesa jednej z firm operujących na Malcie, pamięta jak przez mgłę kartki na żywność. Malta była jeszcze wtedy częścią Imperium Brytyjskiego (niepodległość uzyskała w 1964 r.). Kartki były także w Wielkiej Brytanii tuż po II wojnie światowej. (W PRL też były, tylko że 36 lat po zakończeniu wojny). Marielle doskonale pamięta także totalną zapaść służby zdrowia, kolejki do szpitali, brak łóżek w klinikach. Tak było za lewicowego rządu jeszcze przed 20 laty. Teraz od kilkunastu lat rządzą nacjonaliści i państwo refunduje wszystko, łącznie z masowymi operacjami katarakty u starszych osób, a kobiety wolą rodzić w szpitalach państwowych, a nie prywatnych. Tylko że Malta nie ma Ewy Kopacz ani pseudoreformy służby zdrowia, ani prywatyzacji (...
Piotr Lisiewicz
Poseł PO Roman Kosecki za czasów służby w ZOMO był „kursantem plutonu liniowego na wolnym etacie milicjanta pododdziału operacyjnego”. Były reprezentant Polski w piłce jest dziś kolegą Tuska z boiska. Często gości premiera w willi w Konstancinie i popiera jego wojnę z kibolami. Niedawno zachwalał „zakaz wyjazdowy”. Ponoć pomysł ten powstał właśnie w domu byłego zomowca. Po odbywającej się tam naradzie zorganizowano ćwiczenia. Tusk polewał Koseckiego wężem, a ten z okrzykiem „bij kibola!” tłukł go swoją starą zomowską pałką, na co dzień wstydliwie, ale nie bez sentymentu przechowywaną w pawlaczu. 20-letni przyszły poseł Kosecki w ZOMO służył w latach 1986–1988, kiedy to grał w piłkę w milicyjnej Gwardii Warszawa. Był skierowany na przeszkolenie milicyjne. Zapewne powie, że to był etat...
Tomasz Terlikowski
To jednak, co całkowicie oczywiste dla mojej córki, nie jest już takie dla Jana Turnaua, głównego katolika „Gazety Wyborczej”. Ten niezwykle doświadczony publicysta uznaje bowiem – w wielgachnym tekście do „Arki Noego” pod tytułem „Kościół dorabia sobie gębę” – że choć jest przeciwnikiem aborcji, to nie zamierza zmuszać kobiet do heroizmu (czyli urodzenia dziecka). Absurd tego rozumowania aż bije po oczach. Posiadanie dziecka nie jest heroizmem, niezabicie drugiego człowieka też nim nie jest. Gdyby tak było, to wszyscy ci, którzy nie zabijają swoich dokuczliwych teściowych, byliby bohaterami, a tych, którzy jednak się na to zdecydowali, można by określić mianem postaci tragicznych (niemal jak Antygona). Nikt przy zdrowych zmysłach tak jednak nie myśli. No chyba, że jak Jan Turnau, który...
Robert Tekieli
Przygotowując wideoserwis informacyjny, o którym jeszcze kiedyś napiszę, pojechałem do Kostrzynia. Nie oglądałem całego Przystanku Woodstock. Nie chcę oceniać tej imprezy. Mogę powiedzieć, co widziałem. Narkotyki są prawie nieobecne. Moi współpracownicy zwracali uwagę na wzajemną życzliwość zgromadzonych tam ludzi. Impreza ma świetną prasę. „A ja pozwalam moim dzieciom jechać tam bez obaw... jak ktoś chce, to nie musi jechać na Woodstock, żeby przyćpać... to jedna z lepszych imprez, bo uczy miłości i tolerancji… inaczej niż pielgrzymki, które zioną nienawiścią do każdego, kto inaczej myśli...” Natrafiłem na taki wpis pod informacją, że do szpitala trafił człowiek potrącony przez pociąg w Kostrzyniu. Oto kwintesencja sposobu myślenia człowieka ukształtowanego przez media. Bezstresowe...
Antoni Łepkowski
Jest jednak sprawa, która po ogłoszeniu raportu dziwi mnie najbardziej. Otóż komisja poinformowała, że zwróciła się do strony rosyjskiej o udostępnienie nagrań z urządzeń wieży lotniska smoleńskiego. Wskazywałyby one, jaki obraz mieli przed oczyma tamtejsi kontrolerzy lotu. Prośba została odesłana do prokuratury. Ta z ociąganiem odpowiedziała, że nagranie, o którym wpierw zapewniano, że istnieje, w rzeczywistości nie zachowało się. Nie dziwi mnie, że komisja powołana do zatuszowania wszystkiego, co mogłoby wywołać podejrzenia odnośnie do tak czy inaczej rozumianego zamachu, nie uwypukliła tej podstawowej kwestii. Zastanawiające jest jednak, dlaczego żadnego z komentatorów to nie ciekawi. Jeżeli urządzenia z wieży błędnie wskazywały pozycję samolotu, to stwierdzone przez komisję...
Krzysztof Wyszkowski
Ależ należy im szybko wyjaśnić, że nie ma się tu czego tak bardzo wstydzić! Burdenko nie był wcale gorszy od Bieruta. A Bierut od Bermana. A dlaczego sądzić, że Berman był straszniejszy od Gomułki, który z kolei nie był bardziej sowiecki niż Jaruzelski. A przecież ani Jaruzelskiego, ani Kiszczaka, ani Kwaśniewskiego z Millerem i Oleksym Durczok ani Miecugow nie uznają za odpowiedzialnych za Katyń. Burdenko też nikomu w Katyniu osobiście w tył głowy nie strzelał. On tylko podpisał raport, w którym zawarł fakty ustalone przez ekspertów z NKWD. Tyle miał do powiedzenia, ile Anodina, gdy poświadczała fakty ustalone przez KGB. A Miller – czy mógł nie poświadczyć faktów ustalonych przez MAK? Burdence pokazano niemieckie kule w czaszkach, a Miller na własne oczy widział wrak samolotu. Gdyby...
Wojciech Wencel
Druga, chyba najliczniejsza, grupa wolnych Polaków akcentuje głównie kwestie związane z honorem. To ci z nas, którzy słusznie domagają się ustalenia pełnej prawdy o przyczynach katastrofy i rozliczenia winnych. Kierując się instynktem samozachowawczym, myślą przede wszystkim o kwestiach praktycznych: politycznej i gospodarczej naprawie państwa zrujnowanego przez rządy PO. W sposób szczególny poczuwają się do solidarności z biednymi, wykluczonymi z debaty publicznej, zepchniętymi na margines. W tym nurcie mieszczą się np. działania klubów „Gazety Polskiej”, Solidarnych 2010 czy publicystyka Zdzisława Krasnodębskiego. Trzecią grupę stanowią tradycyjni polscy inteligenci, zdolni do głębokiej refleksji historiozoficznej. W kontekście Smoleńska próbują przede wszystkim na nowo zdefiniować...
Krystyna Grzybowska
Jesteśmy krajem bankrutem. Moralnym, gospodarczym, finansowym i obronnym. Po ostatnich decyzjach premiera Tuska o likwidacji 36. specpułku i rozmaitych acz licznych dymisjach w armii, Polska znalazła się w sytuacji mojego labradora. Potężnie zbudowany, ale niezwykle przyjacielski Lucky robi wrażenie na obcych, którzy kwalifikują go do gatunku psów obronnych. I ja się z tą opinią zgadzam. Owszem, odpowiadam, jest to pies obronny, bo trzeba go bronić. Mój pies jest gotów wylizać i policjanta, i złodzieja. Przyzwoitych, odpowiedzialnych żołnierzy wszystkich stopni przepraszam za to porównanie, ale jak mu się bliżej przyjrzeć, jest bliskie prawdy. Czy potrzeba jest Polsce armia? Obowiązkiem obywateli dużego państwa, jakim jest Polska, jest bronić wojska, domagać się jego modernizacji, a...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Stanisławów był stolicą Pokucia, najdalej na południe wysuniętego regionu Rzeczypospolitej, wciśniętego pomiędzy Węgry a Mołdawię. Mieściła się w nim siedziba znakomitego gimnazjum, utworzonego przez założyciela miasta. Jego absolwentami było wielu sławnych ludzi, wśród nich poeta Franciszek Karpiński (autor bardzo popularnych pieśni „Kiedy ranne wstają zorze” i „Wszystkie nasze dzienne sprawy” oraz kolędy „Bóg się rodzi, moc truchleje”), biskup przemyski i tarnowski Franciszek Zachariasiewicz, arcybiskup ormiańskokatolicki Józef Teodorowicz oraz bohater bitwy z bolszewikami pod Zadwórzem w 1920 r., kpt. Bolesław Zajączkowski, a także bohater spod Arnhem, gen. Stanisław Sosabowski. W okresie międzywojennym w Stanisławowie nastąpił rozkwit szkolnictwa, powstało wiele nowych szkół...
Jacek Kwieciński
Po tragedii (2) Jeszcze parę uwag o norweskiej masakrze. 1. Janusz Rolicki stwierdził przy tej okazji, że „terrorystów z grupy Baader-Meinhof zamordowano w więzieniu. To patentowany fałsz, ale zgodny z lewacką mitologią. Pan Rolicki powinien się pocieszyć – tych terrorystów traktuje się obecnie, nie tylko w Niemczech, jako niemalże bohaterów. Chyba więc wszystko w porządku. 2. Broń. Ktoś twierdzi, że wystarczy porównać liczbę masakr w USA i Europie, by dojść do wniosku, że wszystkiemu winien jest dostęp do broni. Proszę, niech porównuje. Ma krótką pamięć. Bo w ostatnich latach w różnych krajach Europy było mniejszych lub większych masakr, zwłaszcza „szkolnych” (a nie „skrajnie prawicowych”), b. dużo. Może też porównać liczbę morderstw w Stanach, gdzie przepisy są drakońskie, z tym,...
Rafał Ziemkiewicz
Oczywiście przywódcy Partii i państwa nie widzą kompletnie logicznej sprzeczności w swoich wystąpieniach. A ten, kto widzi, ten jest „pisowiec”, i to jest jedyna różnica, jeśli porównywać z tamtymi czasami. Bo wtedy taki, co zauważał śmieszność wygadywanych przez władzę bredni, słyszał, że jest wrogiem ustroju. Zresztą właściwie różnica jest pozorna, bo przecież „pisowiec” to wróg demokracji, a więc ustroju właśnie. Podobieństwo z czasami późnego „prylu” (z czasów, powtórzę się, gdy w PZPR już nikt nie wierzył w żaden tam socjalizm ani cokolwiek w ogóle, poza garnięciem pod siebie, ale też jeszcze nikt nie wierzył, by Partia mogła kiedykolwiek zostać odstawiona od koryta) idzie w tej konkretnej sprawie dalej. Powraca (PO-wraca) kasta fachowców od wszystkiego, którym sama przynależność...
Ryszard Czarnecki
My mamy sukcesy propagandowe, reszta państw – rzeczywiste. Co kto lubi. Platforma widać woli koraliki i świecidełka, niczym afrykańscy tubylcy (niektórzy, już nie wszyscy), a nie konkrety. To znaczy konkrety lubi w spółkach skarbu państwa, bo tam najłatwiej je zdobyć. W strukturach międzynarodowych znacznie trudniej: trzeba mieć na to pomysł i siłę, by go zrealizować. Skądinąd fakt, że najbardziej obłowili się na tych nominacjach bracia Czesi, jest znamienny. W ostatnim czasie Praga najbardziej „podskakiwała” Brukseli, Berlinowi i Paryżowi. Premier Nečas (pierwszy premier katolik w dziejach tego kraju) najpierw hardo stwierdził, że podczas jego kadencji Czechy nie podadzą nawet przybliżonej daty wejścia nie tylko do strefy euro, ale nawet do tzw. poczekalni, czyli węża walutowo-...

Pages