Robert Kilen

Historia zna przypadki, w których nazwa pogrążała całkiem udane modele samochodów. W latach 70. Ford wypuścił na rynek model o nazwie Pinto. Okazało się, że w Brazylii właśnie tak mówią na to, co mężczyzna trzyma w rozporku. Tak więc żaden pan nie pałał szczególną chęcią zakupu samochodu o takiej nazwie. Chevrolet na przykład swego czasu miał w ofercie model Nova. No va to po hiszpańsku nie iść, więc w krajach latynoskich uznano, że samochód na pewno będzie miał problemy z poruszaniem się. Zmieniono nazwę, żeby nie było finansowej klapy. Ale chyba najbardziej spektakularnym przykładem jest skądinąd bardzo udany model Mitsubishi Pajero, które w Ameryce Południowej nazywa się Montero, a to dlatego, że pajero to określenie mężczyzny, który lubi zabawiać się swoim pinto. Te wszystkie...
W spędzaniu wolnego czasu pod namiotem zakochałem się już w liceum. Wtedy to po raz pierwszy pojechaliśmy z kolegami do miejscowości Przewięź pod Augustowem i tam spędziliśmy cudowne dwa tygodnie. Przypomniałem sobie ostatnio, jak szukałem plecaka ze stelażem na ten wyjazd. Od kwietnia po lekcjach biegałem po prawie wszystkich warszawskich salonach sportowych i codziennie do znudzenia pytałem ekspedientek, kiedy będą wreszcie plecaki. Jedna z pań w sklepie przy ulicy Bielańskiej – tam był wówczas jeden z największych w stolicy przybytków dla sportowców – patrzyła na mnie z politowaniem. Ale ja nie ustawałem w dążeniach. Gdy pewnego dnia wracałem do domu przy trasie WZ, na przystanku tramwajowym zauważyłem mężczyznę, który miał ze sobą nowy plecak ze stelażem. Odważyłem się zapytać,...
W bezpośrednim starciu na stadionie podczas mistrzostw świata w piłce nożnej Niemcy przegrały z Koreą Południową, i to aż 2:0. Tak sobie pomyślałem, że gdybym był specjalistą od marketingu Kii, od razu bym wykorzystał ten fakt w reklamie najnowszego Ceeda. Tak się bowiem składa, że na polski rynek wchodzi kolejna generacja koreańskiego samochodu kompaktowego. Wiadomo przecież, że w tym segmencie liderem, a niektórzy twierdzą, że nawet wzorem z Sevres, jest niemiecki Volkswagen Golf. Czy rzeczywiście tak jest? A może to utarty schemat, podobnie jak w piłce nożnej? Wszak to Gary Lineker wmówił wszystkim, że w futbolu tak to już jest, że wszyscy grają, a na końcu wygrywają Niemcy. Okazuje się, że nie zawsze. Pojedynek z Koreą skończył się fatalnie dla (jeszcze) mistrzów świata. Zanim...
Dokładnie 27 czerwca 1985 r. Route 66 została skreślona z listy autostrad w USA. Tym samym z tzw. Mother Road stała się podrzędną dróżką „trzeciego stopnia odśnieżania”. Może przesadzam, ale 33 lata temu tak wydawało się wszystkim mieszkającym na tym szlaku. Zaczęły bankrutować motele, restauracje, warsztaty samochodowe. Dziś wiadomo, że niektóre odcinki udało się ocalić od zapomnienia. Obecnie są one atrakcją turystyczną. Podróżujący przez Stany Zjednoczone chcą poczuć klimat dawnej Ameryki. Dlatego chętnie odwiedzają relikty przeszłości w postaci zardzewiałych stacji benzynowych, w których urządzono sklepy z pamiątkami. Zatrzymują się na piwo imbirowe wśród nagich skał pośród bezkresu amerykańskich pustkowi. Miałem okazję jechać dwukrotnie drogą 66. Raz zdarzyło mi się robić to w...
Czerwiec jest miesiącem, w którym wielokrotnie w PRL-u w ludzi wstępowała nadzieja. Bo tak się składa, że prawie wszystkie pielgrzymki Jana Pawła II do Polski miały miejsce w czerwcu. Również ta pierwsza, przełomowa. Dla wielu najważniejsza podróż Ojca Świętego do naszego kraju. To właśnie w czasie tej wizyty nasz Papież jeździł samochodem, którego niezwykłą historię dziś przybliżę. Zaczęło się w kwietniu 1979 r., kiedy to przedstawiciel Episkopatu Polski poinformował Zjednoczenie Przemysłu Motoryzacyjnego, że Jan Paweł II chce po Polsce przemieszczać się polskim samochodem. Najlepiej ciężarowym, bo z niego więcej widać, a przewidywano, jak się okazało słusznie, olbrzymie zainteresowanie pielgrzymką. W związku z tym skrzynia biegów auta musiała zapewnić bezawaryjną, jednostajną, wolną...
Gdy nadchodzi lato, producenci, a za nimi (bądź na ich zlecenie) pisma motoryzacyjne, zaczynają dostrzegać zalety kabrioletów. Nie ukrywam, że komentują to w dość sztampowy, banalny i co roku ten sam sposób. „Chcesz poczuć wolność, wiatr we włosach, czuć się nieskrępowany, spróbuj jazdy kabrioletem”. Mam wśród znajomych takich, którzy dali się nabrać na te slogany i nabyli samochody bez dachu. Zapomnieli jednak, że klimat Polski różni się znacznie od tego na Florydzie czy w Kalifornii, i u nas taki samochód może być co najwyżej drugim autem w rodzinie. A ponieważ stać ich było tylko na jeden, więc musieli jeździć cabrio również przez całą zimę. Teraz u progu lata, gdy zrobiło się ciepło, na drogach pojawiło się sporo kabrioletów. Oczywiście przeważająca większość ich właścicieli nie...
Kiedyś nikt nie chodził do fryzjera. Ba, nie było nawet takiego zawodu. Żeby skrócić włosy, szło się do cyrulika, który przy okazji też mógł wyrwać bolący ząb i wyleczyć katar. Nikt nie zajmował się fryzjerstwem jako takim, nie proponował masażu, odżywki, stylizacji. Dopiero Polak, pochodzący z Sieradza Antoni Cierplikowski, wymyślił salony fryzjerskie i modne fryzury. Używając pseudonimu Antoine, podbił najpierw Paryż, a potem cały świat. To przykład na to, że jeszcze sto lat temu życie nie było tak wyspecjalizowane, było prostsze. Potem dopiero zaczęto odkrywać nisze i specjalizacje. Podobnie jest z samochodami. Dawniej potrzebny był jeden, do wszystkiego. Mniejszy lub większy, decydowało widzimisię. Specjaliści od marketingu przekonują, że dziś, zależnie od naszego stylu życia,...
Kiedy jako 16-latek jeździłem autobusem do liceum i przez okno obserwowałem peugeoty 205, ówczesne marzenie każdego nastolatka, lub nieliczne fordy sierra, do których wzdychali wszyscy w mojej klasie, albo chociażby maluchy, wyobrażałem sobie, że je prowadzę. To był najtrudniejszy okres w moim „motoryzacyjnym” życiu. Przez dwa lata cierpiałem. Po wyprawieniu 18-tki poszedłem więc na kurs prawa jazdy. Zdałem (za pierwszym razem!) i tata pozwolił mi pojechać na przejażdżkę swoim fiatem 126 p w kolorze piasku pustyni. Pominę to, że gdy pierwszy raz samodzielnie wyjechałem na ulice Warszawy, na ślimaku pod mostem Poniatowskiego kompletnie się zgubiłem. Jednak warszawscy kierowcy, słynący z życzliwości, kibicowali mi. Każdy z nich trąbił, żeby dodać mi otuchy. Dziś zdarza się, że i ja...
Moja córka będąc małą dziewczynką, zakochała się w pluszaku, który był własnością siostry mojej żony. Dodajmy, że ów pluszak był również jej miłością, a przynajmniej czuła do niego wielki sentyment, bo podarował go jej przyszły mąż. Mimo to pożyczyła go mojej córce, a ta oczywiście nie chciała go potem oddać. Ileż było namawiania… Przeżyłem podobną historię. Też nie chciałem oddać pożyczonego volvo XC 60. Obyło się na szczęście bez siłowego wyciągania mnie z wnętrza, ale naprawdę gdybym mógł, to nie wychodziłbym z tego auta. O ile opisywany kilka tygodni temu XC 40 mnie rozczarował, o tyle jego większy brat XC 60 w wersji D5 mnie oczarował. I to wcale nie dlatego, że jest w nim bezpiecznie, bo ma system city safety, sygnalizuje zjechanie z pasa, rozpoznaje znaki drogowe i ostrzega...
Jeep chwali się, że Grand Cherokee jest najczęściej nagradzanym SUV-em na świecie. Patrząc więc najpierw na muskularną sylwetkę auta, a potem na lśniący chromem grill, zacząłem się zastanawiać, dlaczego nie jest on zbyt popularny w naszym kraju? Przecież to całkiem ładny samochód. I dobry! A w dodatku Polacy lubią wielkie SUV-y. Dlatego i ja się w nim dobrze czułem, często mijając audi Q7, VW touaregi czy BMW X5, a nawet droższe wersje coupé tego kolosa, czyli X-6tki. Z wysokiej pozycji za kierownicą zauważyłem, że coraz śmielej poczynają sobie także inni producenci. Infinity QX 70 i lexusy RX 450h widać bowiem częściej na ulicach niż jeepy. Jankes ma w ofercie dobrego włoskiego trzylitrowego turbodiesla. Po liftingu otrzymał dużo lepszą ośmiobiegową skrzynię automatyczną, która...
Tydzień temu pisałem o śmierci indywidualizmu w motoryzacji. Gdyby zakleić znaczek umożliwiający identyfikację, niewiele osób powie, czy model, na który patrzy, jest volkswagenem, skodą albo fordem czy hyundaiem. Citroen tę „jednakowość” wykorzystuje nawet w swojej kampanii reklamowej, twierdząc, że produkuje auta, które różnią się od innych. Lecz jest firma wyróżniająca się swoimi samochodami jeszcze bardziej niż Francuzi. To Brytyjczycy z mini. Tu znawcy tematu uśmiechną się z politowaniem i zapytają: jacy to Brytyjczycy? Chyba Niemcy. I będą mieli rację. Mini to obecnie niemieckie samochody. Lecz przy okazji jakże brytyjskie. W czasie długiego weekendu miałem okazję zapoznać się z mini clubmanem, który mnie zauroczył. Choć nie od razu. Najpierw starałem się znaleźć wady auta. Nie...
W dzisiejszych czasach specjaliści od marketingu robią z ludzi głupków. Podkreślają, żebyśmy byli indywidualistami, wyrażali siebie. Ma nam w tym pomóc to, że producenci dają możliwości kreacji naszej prywatnej rzeczywistości. Niektórzy ludzie w to wierzą, ale to nieprawda. Bo czyż mieszkanie w Singapurze nie wygląda tak samo jak w Koszalinie? A to wszystko przez dostępność tych samych półek, komód i kanap w największej szwedzkiej sieci meblowej. Czy nie zamieszczamy podobnych wpisów na swoich profilach w ogólnoświatowych serwisach społecznościowych? Mogę się założyć, że tysiące rodziców gimnazjalistów w zeszłym tygodniu pisało o tym samym, że denerwują się testami bardziej niż dzieciaki. A kolejne tysiące ich znajomych pocieszało mamy i tatusiów dzieci z gimbazy. Nawet jadamy to samo...
Niedawno córka zapytała mnie: – Tato, a kiedy ty dostałeś swoją pierwszą komórkę? Niektórzy rodzice dają pierwsze telefony komórkowe dzieciom, gdy te idą do gimnazjum. Zdarzają się tacy, którzy swój pierwszy smartfon otrzymują już po Pierwszej Komunii. Zmierzam do tego, że dziś dla młodych ludzi kieszonkowe narzędzie, które umożliwia komunikację praktycznie z całym światem, jest oczywistością. Dlatego gdy powiedziałem jej, że swój pierwszy telefon komórkowy kupiłem, gdy byłem już dorosły, i nie miał on dostępu do internetu, było to dla niej szokiem. Z niedowierzaniem patrzyła na mnie, gdy wyjaśniałem jej, że telefony w kieszeniach to stosunkowo niedawny wynalazek. Również w motoryzacji pewne rzeczy były nieoczywiste jeszcze jakiś czas temu. A modelem, dzięki któremu niektóre z nich...
Świat motoryzacji jest niczym Hollywood. W amerykańskiej fabryce snów produkuje się filmy i seriale, które niewiele mają wspólnego z prawdą. Ba, niektóre nawet nazywają się „Słodkie kłamstewka” albo „Wielkie kłamstewka”. Tak samo jest w przemyśle samochodowym. Bo czyż nie zachęcają nas w reklamach Seata hiszpańskim temperamentem? Tymczasem np. seat ateca zjeżdża na zmianę ze skodą karoq z linii produkcyjnej u naszych południowych sąsiadów. Istnieje więc możliwość, że rzekomo hiszpańska ateca, zamówiona przez Fina, nigdy nawet nie zobaczy Hiszpanii. Albo Opel chwali się niemiecką jakością. Ciekawe, bo po przejęciu firmy od Amerykanów Francuzi zaczęli robić samochody bliźniacze technicznie peugeotom i citroenom. Na innych kontynentach Dacia Duster nosi imię Renault. Niewinne kłamstewka....
Wychowałem się w czasach rockowego buntu. Gdy byłem na tyle świadomym uczniem szkoły podstawowej, żeby nagrywać na kasety to, co mi się podobało, skasowałem tacie nagrania zespołu Partita i zastąpiłem je utworami Perfektu, TSA i Republiki. Potem w liceum chodziłem na każdy Rock Front w warszawskim klubie Remont, jeździłem na festiwale. Na tych koncertach poznałem T.Love, Kobranockę, Siekierę, 1984 i innych przedstawicieli nowej fali. Znałem na pamięć wszystkie teksty Dezertera, Tiltu, Madame… Rock kiedyś był odkrywczy, wyznaczał trendy, szokował i walczył z szarą rzeczywistością. Dziś to muzyka ludzi w sile wieku. Już nie chce zmieniać świata, lecz wciąż potrafi wywołać szybsze bicie serca. Zupełnie jak nowa Skoda KarROCK, tzn. Karoq. Może nie z wyglądu. Ale i wygląd rockowych idoli...
Gdy byłem mały, spędzałem czasem Wielkanoc u babci i dziadka. Przyglądałem się, jak robiono pisanki. Albo gotowało się jajka na twardo w wywarze z cebuli, dzięki czemu miały brązowy kolor. Ciekawsza wydawała mi się technika, w której dziadek nawiercał dziurkę w jajku, przez którą wysysał zawartość skorupki. A potem taką wydmuszkę babcia ładnie ozdabiała. Tak jakoś przypomniało mi się to, gdy w zeszłym tygodniu jeździłem volvo XC40. To rewolucyjny samochód zapowiadający ofensywę, którą producent ma trafić do młodszej publiczności. Dlatego auto ma wąskie szyby, ciekawie skomponowaną linię boczną i masywny tył. Niby wyrasta z tej samej stylistyki co poprzednie modele (tzn. XC60 i XC 90), ale najmniejszy z chińskich SUV-ów… Napisałem „chińskich”?! Przepraszam, oczywiście miałem na myśli...
Mój wujek miał syrenę. Jeździliśmy nią na rodzinne wycieczki za miasto. Jako dziecko nie lubiłem tego samochodu. Gdy siedziałem na tylnej kanapie, wtłoczony między mamę i ciocię, czułem się zmielony jak paprykarz szczeciński. Na dodatek nic nie widziałem przez przednią szybę, bo siedzenie było umieszczone zbyt nisko, a szyba dość mała. To niejedyna wada konstrukcyjna syreny. Inną było mocowanie reflektorów. Kto miał ten samochód, ten wie, że po paru latach robiła się rdzawa obręcz w miejscu spawu. Żeby zatankować pojazd, trzeba było w bagażniku mieć kanister, w którym mieszało się benzynę i olej ze względu na to, że silnik syreny był dwusuwem. I, jak wiemy z filmu „Brunet wieczorową porą”, każdy właściciel dłonie miał upaprane od ciągłych napraw. Lecz syrena była polska. To pierwsza...
Wszystkim, którzy lubią chodzić po górach, znany jest z pewnością zamek Chojnik, majestatycznie wznoszący się na szczycie w Karkonoszach. Podejście do niego nie jest zbyt trudne dla wytrawnego piechura, ale przeciętnemu turyście może zabrać nawet godzinę. W zeszłym tygodniu znalazłem się na dziedzińcu zamkowym zaledwie po 5-minutowej podróży. Nie dlatego, że jestem megawysportowany. Wjechałem tam samochodem. Najmniejszą prawdziwą terenówką, czyli modelem Suzuki Jimny. Stało się tak dzięki uprzejmości kasztelana zamku. Muszę przyznać, że to była ekscytująca wspinaczka. Podjeżdżając samochodzikiem pod stromą skałę Chojnika, czułem się jak rycerz ostrożnie prowadzący swojego rumaka. I zdałem sobie sprawę, że Jimny jest trochę jak ten rycerz. Wierny dawnym zasadom. Niegdysiejszy w obecnych...
Chciałem w tym tygodniu z okazji jutrzejszego święta złożyć wszystkim paniom życzenia i napisać parę słów o typowo „damskim” samochodzie. Tylko niby który z samochodów jest „damski”? Mały i śmieszny, jak poprzednie wcielenia Nissana Micry i Juke’a, czy może wielki SUV, za kierownicą którego często widuję płeć piękną? A może ten, który ma niezliczone możliwości konfiguracji kolorystycznych, tak jak Mini czy Citroen C3? Ponieważ przypomniałem sobie, że kiedyś moja żona pragnęła mieć forda taunusa, który nijak nie pasuje do wizerunku auta dla pań, zdecydowałem, że sprawdzę, czy jakiś producent nie zaprezentował swojego samochodu właśnie w Dniu Kobiet. Okazało się, że jest takie auto. Mianowicie VW Bus Lieferwagen Transporter T1. I to ma być kobiece auto? Nazwa brzmi jak nazwa czołgu, ale...
Byliśmy z żoną na balu gimnazjalnym naszej córki. Występowaliśmy tam w roli dumnych rodziców. Obok nas stała matka innej uczennicy, dość głośno zachwycająca się, jak fantastycznie jej córka dyga w polonezie. Chodzi o taniec, nie o samochód, mimo że to rubryka motoryzacyjna. Szczerze mówiąc mnie wydawało się, że jej córka kuleje, a nie tańczy. Drażniło mnie, że dziewczyna kuca w „chodzonym” nie w tym momencie, w którym powinna. Lecz matka była bezkrytyczna. Piszę o tej sytuacji, żeby zwrócić uwagę na to, jak trudno jest obiektywnie ocenić kogoś lub coś, co nam się podoba. A kia sportage mnie zachwyca. Uważam, że projekt najnowszego wcielenia koreańskiego kompaktowego SUV-a jest niesamowicie spójny i elegancki. Dzięki 19-calowym felgom, a w takie wyposażony był egzemplarz, którym...
Czasem jest tak, że nic nie przychodzi do głowy. Uczniom w szkole, pracownikom w korporacji na naradzie, artystom, pisarzom, a także felietonistom. Każdego niekiedy ogarnia niemoc twórcza. Taki marazm ogarnął z pewnością pracownię projektową Fiata na początku tej dekady, kiedy na deskach kreślarskich powstawał nowy model, nazwany potem 500L. Żadna idea nie przyświecała kreatorom tego samochodu. Nomem omen model zastąpił właśnie auto o nazwie Idea. Chociaż gdyby wysilić wyobraźnię, to nietrudno zobaczyć scenę, w której do biura projektowego wpada Sergio Marchionne (dyrektor Fiata) i wyjaśnia głównemu twórcy przyszłego samochodu, Roberto Giolito, że auto powinno być jednocześnie kultową „pięćsetką”, pakownym minivanem i modnym SUV-em. Przykro to pisać, ale mimo że Włosi są świetnymi...
Audi chwali się, gdzie tylko może, że jest firmą, która technicznie wyprzedza innych. Rzeczywiście to Audi, już w 1975 r., pokazało pierwszy w koncernie VW silnik z wtryskiem, a w 1977 r. zaprezentowało nowatorski pięciocylindrowy silnik benzynowy. Chyba najbardziej znanym „wynalazkiem” Audi jest pokazane w 1980 r. rozwiązanie napędu na cztery koła, czyli quattro. W roku 1985 firma była drugim po Porsche producentem samochodów, który rozpoczął seryjną produkcję w pełni ocynkowanych karoserii. A pod koniec ósmej dekady ubiegłego wieku jednocześnie z Fiatem Niemcy zaoferowali silnik diesla z wtryskiem bezpośrednim i turbodoładowaniem. To również Audi stosunkowo niedawno zaczęło lansować silniki z systemem odłączania cylindrów. Q2, którym miałem okazję jeździć, miał właśnie silnik z tym...
W szkole wygrywają ci, którzy szybko orientują się, że trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie. Wystarczy przygotowywać się na pierwsze lekcje z nauczycielem, błysnąć na tle klasy, a potem można jechać na opinii przez kilka lat podstawówki czy liceum. Umysł ludzki tak działa – szybko klasyfikuje, zapamiętuje i później powiela wzorce. W naszej klasie było tak, że Żaneta i Małgosia zawsze były przygotowane, Wojtek najlepszy z matmy, a Marcin i Piotrek nie umieli rosyjskiego. Przynajmniej według nauczycieli. Czy tak było w rzeczywistości? Oczywiście że nie. Ale na początku nauki zapracowali na takie opinie, a potem pedagogom nie chciało się ich zmieniać. Takie właśnie pierwsze wrażenie wykorzystuje Nissan Qashqai i wygrywa w rankingach sprzedaży. Twierdzi, że był pierwszym crossoverem na...
Jazz to muzyka, która może się nigdy nie znudzić, a to dlatego, że za każdym razem ten sam utwór można zagrać inaczej. Jazz pozwala na dużą dawkę improwizacji. To sprawia, że nie tylko autor, ale również wykonawca może wzbogacić kompozycję, zmienić ją, zagrać szybciej, wolniej, z większą werwą lub nostalgicznie. Ileż w jazzie jest możliwości... Prawdopodobnie dlatego „kompozytorzy” z Hondy, gdy wymyślili wehikuł z innowacyjnie składaną tylną kanapą i zbiornikiem paliwa przeniesionym pod fotel pasażera, stwierdzili, że ich interpretacja samochodu zasługuje na nazwę „jazz”. Czy rzeczywiście? Jazz Hondy to miejski automobil o charakterze vana, w którym, owszem, zmieścimy nieco więcej klamotów niż do innych miejskich samochodów, lecz niczym innym rewolucyjnym nie zaskakuje. Muzyka o nazwie...
Tak się składa, że styczeń jest miesiącem dwóch ważnych historycznych premier samochodów, które poza różnicami konstrukcyjnymi mają dużo ze sobą wspólnego. 17 stycznia 1934 r. Ferdinand Porsche zaprezentował rządowi niemieckiemu projekt samochodu dla ludu, inaugurując historię marki Volkswagen. Wychwalany przez Hitlera samochód stał się znany w Polsce pod nazwą „garbus”. Produkowany aż do 2003 r. sprawił, że samochodami zaczęły jeździć miliony ludzi na całym świecie. Mimo niechlubnych początków garbus odegrał ogromną rolę w rozwoju światowej motoryzacji. Olbrzymi wpływ na polski przemysł motoryzacyjny miał natomiast samochód, na którego produkcję podpisano umowę 25 stycznia 1950 r. Z ZSRR trafił do nas GAZ-M20 Pobieda, pod zmienioną nazwą M20 Warszawa. Co łączy te samochody? Otóż oba...
Rozpoczęły się ferie. Potrwają kilka ładnych tygodni. Tyle samo potrwa tłok na wyciągach narciarskich w górskich kurortach i na parkingach pod stokami. Wypakowując sprzęt narciarski z samochodu, podsłuchałem pewną rozmowę, a właściwie monolog, wyrażający zachwyt nad jeepem wranglerem, którym podjechał pewien jegomość z Warszawy. Rzecz miała miejsce w Bukowinie Tatrzańskiej. To istotne, bo leży ona dość daleko od stolicy. Ale o tym później. Chwalący wranglera zazdrościł właścicielowi samochodu tego, że „potrafi dojechać dosłownie wszędzie. A wygląda tak, że dziewczyny same do niego wskakują”! Ochom i achom nie było końca. Prawda jest jednak zupełnie inna. Jeździłem jeepem z moją małą dziewczyną, to znaczy z córką, która bez przerwy zadawała pytanie: daleko jeszcze? A jechaliśmy spod...
Tak sobie siedzę i myślę. Właściwie człowiekowi nie potrzeba więcej. Tu jest wszystko: dwustrefowa klimatyzacja, tempomat, bluetooth, wygodne fotele, komfort i jednocześnie sportowe zacięcie. A jak trzeba, to wejdzie do środka i szafa ze szwedzkiego sklepu meblowego… Tak siedzę i myślę… i wbija mnie w fotel. Dwulitrowy diesel twin power turbo potrafi to zrobić. Nawet zamontowany w tak dużym aucie jak BMW serii 5 Touring, czyli kombi. Pomyślałem, że w nowy rok trzeba wjechać dobrym samochodem, i stąd wybór „piątki” Bawarczyków. Nie zawiodłem się, bo zawieść się nie mogłem. Już na papierze widać, że seria 5 musi doskonale jeździć. Prawie 3-metrowy rozstaw osi sugeruje, że nie będzie problemu z komfortem jazdy. A szeroko rozstawione koła zapewniają dobrą przyczepność. Mój egzemplarz miał...
Unia Europejska osiągnęła porozumienie z Japonią w sprawie partnerstwa gospodarczego. Jednym z ustaleń jest zniesienie cła na samochody. Do tej pory, dla przypomnienia, samochody produkowane w Japonii obciążone są 10-proc. cłem. Oczywiście zanim wszelkie procedury zostaną wdrożone i ustalenia zaakceptują wszystkie kraje Unii, minie trochę czasu. Lecz potem „japończyki” powinny stanieć o 10 proc. I tu pojawia się pytanie, które auta są rzeczywiście japońskie? Np. toyoty poza priusem czy hondy produkowane są w Europie. Japońskie z Japonii są natomiast mazdy, subaru i lexusy. Żeby jeszcze zagmatwać sytuację, zastanówmy się, co będzie, gdy Wielka Brytania opuści UE? Tam przecież produkowana jest Honda CR-V i Nissan Qashqai, czyli dwa najpopularniejsze modele obu producentów. W drugiej...
Zaczyna się najbardziej gorący okres w roku. Ktoś może pomyśleć, że zwariowałem, bo przecież mamy końcówkę grudnia. Przynajmniej do lutego będzie ziąb. Ale wiem, co piszę. Wielu Polaków niedługo ogarnie gorączka wyprzedaży. Może właśnie dziś zaczną szukać nowego samochodu. Ba, niektórzy nie wyobrażają sobie kupna auta w innym terminie, tylko na przełomie roku. Dealerzy udają, że nie lubią tego okresu, bo muszą obniżać ceny. Formalnie przecież nówka, sztuka z salonu, za kilka dni będzie już rocznym autem. Roczniak zaś traci na wartości 10–15 proc., a w skrajnych przypadkach nawet 20 proc. Trzeba więc to zrekompensować przeceną. Już minęły te czasy, kiedy sprzedawca próbował złowić klienta na darmowe dywaniki i komplet opon zimowych. Teraz nikt, poza moimi teściami, nie złapie się na to...
Mamy taką rodzinną tradycję, w Wigilię rano jedziemy z córką po choinkę. Nie dlatego, że wówczas można już targować się ze sprzedawcą i zbić cenę, ale dlatego, że tak mnie uczyła mama. Choinkę ubiera się przed kolacją wigilijną, więc nie ma sensu jej kupować wcześniej. Pan Jurek, który co roku ma stoisko niedaleko naszego domu, oprawia nam drzewko, dopasowuje do stojaka i pomaga załadować do samochodu. Tu przydaje się kombi. Na przykład Renault Talisman Grandtour, którym miałem okazję jeździć. To wielce przydatny samochód podczas przygotowań do świąt. Nie tylko można zapakować do niego choinkę, lecz także wszystkie zakupy. Wiaderko kapusty, grzyby na pierogi, śledzie i akwarium z karpiem. Mąkę, jaja i mak nawet jak nie wiadomo jak, to i tak się zmieści do bagażnika Renault. Na dodatek...
Usiadłem do pisania i przypomniałem sobie, jak dawno, dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma morzami, a dokładnie na Krecie, wypożyczyliśmy ze znajomymi samochód hyundai pony. Co to był za szmelc! Teraz pony kojarzy się wyłącznie z kucykami dla małych dziewczynek. Ale wówczas Hyundai właśnie tym modelem próbował zainteresować Europejczyków. W Grecji się udało. Pony królował na wąskich uliczkach wyspy, głównie dlatego że był tani. Potem wyroby koreańskiej firmy stawały się coraz lepsze. Aż wreszcie stały się tanie i dobre. Dziś są tylko dobre, bo już nietanie. Do tych nietanich aut zalicza się także model, którym miałem okazję jeździć. Dodam, że z przyjemnością. To tucson z silnikiem 1.6 T-GDI, napędem na cztery koła i dwusprzęgłową skrzynią biegów (7DCT). Hundaiem jeździłem w...
Gdy byłem mały, marzyłem, aby w Mikołajki znaleźć pod poduszką samochód zdalnie sterowany. Tymczasem Mikołaj nie mógł mi przynieść wyśnionego prezentu, bo w sklepach wówczas nie było takich zabawek. Dziś zdalnie sterowane samochody to codzienność w sklepach dla dzieci. A nawet w niektórych bogatszych garażach. Niektóre auta BMW sterowane pilotem potrafią same wjechać i wyjechać z bramy. Dziś nie trzeba nawet czekać na nową część Gwiezdnych Wojen, żeby zobaczyć latające raptory. Polska firma właśnie pracuje nad ustabilizowaniem lotu swojego Hovebike’a, który porusza się, unosząc się nad ziemią. Będzie można go kupić już w przyszłym roku. Również Polacy wymyślili przełomowy system ładowania pojazdów elektrycznych umieszczony w latarniach ulicznych. Dwa lata podobno wystarczy na wdrożenie...
Myślę, że każdy młody miłośnik samochodów ma swojego motoryzacyjnego bohatera. Dla synów siostry mojej żony jest nim ich ojciec, który wykosztował się na podróż do Włoch i pokazał im fabrykę Ferrari. Dla syna mojego znajomego takim herosem mogę być ja, bo raz podjechałem na osiedle samochodem z czterema rurami wydechowymi, wzbudzając zachwyt u małoletniego Mikusia. Dla mnie takim guru był wujek Fredek. Właściwie to nie był prawdziwy wujek, tylko kolega taty z pracy. Miał Fiata 125p w wersji Akropolis, czyli najszybszą wersję tego samochodu. Gdy zabierał mnie na przejażdżkę, z wiaduktu na Trasie Łazienkowskiej pędziliśmy z prędkością ponad 100 km/h. Wersja Akropolis była wyposażona w silnik 1800 cm3 i miała 105 KM. Maksymalnie rozwijała 170 km/h i wujek Fredek, jak mawiał, często tak...
Przeczytałem z rozbawieniem niedawno, że Citroen w odświeżonej wersji swojego Cactusa dołożył w siedzeniach trochę grubszej gąbki. Zrozumiałbym, gdyby ktoś z marketingu zakładów produkujących kanapy wpadł na ten pomysł. Lecz w przypadku firmy motoryzacyjnej, słynącej z rewolucyjnych rozwiązań technicznych, to dość kuriozalne. Nic więc dziwnego, że na początku nie potraktowałem nowego crossovera Francuzów, czyli modelu C3 Aircross, na serio. To samochodzik trochę mniejszy od wspomnianego cactusa. Autko wygląda trochę jak zabawka, napompowany balonik. Ale nie pęka tak szybko, zwłaszcza z systemem Grip Control. Wtedy nim można trochę poszaleć. C3 Aircross spodoba się także dzieciom, bo mogą zdrapać tzw. żaluzje (czyli naklejki) z tylnej szyby. Może Citroen wkrótce pochwali się grubszymi...
Zawsze lubiłem literkę X. Gdy coś ma X w nazwie, wygląda lepiej. Na przykład Pewex w PRL-u. Albo X-Men – przecież są lepsi niż zwykli ludzie. X-ray brzmi bardziej światowo niż promieniowanie rentgenowskie. X w motoryzacji to symbol samochodów, które mogą więcej. Często napęd na wszystkie koła oznaczany jest właśnie 4X4. X to mnożenie możliwości samochodu. Myślałem więc, że jazda oplem crossland X, mimo że nie ma napędu na wszystkie koła, będzie miłym doświadczeniem. Choć nie zapominajmy, że X to także niewiadoma w matematyce, więc mimo że liczyłem na pozytywne doznania, to tak naprawdę nie wiedziałem, jakie będą. Gdy już podchodziłem do opla, aluminiowe felgi o agresywnym wzorze i czarny dach odróżniający się od złotawej karoserii przykuły moją uwagę. Na tyle, że stanąwszy, zacząłem...
Mam wrażenie, że dziś więcej wiemy o zagranicznych twórcach samochodów, zachodnich wizjonerach motoryzacyjnych. Powszechnie znani są Henry Ford czy Enzo Ferrari. Na łamach prasy przewija się nazwisko Elona Muska, współczesnego wizjonera, który rzucił wyzwanie koncernom samochodowym, prezentując elektryczną teslę. Różne nacje chwalą się swoimi konstruktorami aut. My też powinniśmy. Zwłaszcza że mamy kim i czym się pochwalić. Tuż po odzyskaniu niepodległości w wolnej Polsce tworzył i pracował jeden z najzdolniejszych inżynierów ówczesnej Europy – Tadeusz Tański. Był synem Czesława Tańskiego, pioniera lotnictwa i twórcy pierwszego polskiego szybowca. Tadeusz w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości pracował w Centralnych Warsztatach Samochodowych przy ul. Terespolskiej w...
Przez kilka ostatnich dni męczyłem się w bmw. Jak można męczyć się w beemce, samochodzie, którego układ jezdny i silniki są symbolem radości z jazdy?! Dodam jeszcze, że nic nie zapowiadało takiej męki. Ba, gdy po raz pierwszy ją zobaczyłem na parkingu, byłem zachwycony. Duże, szare felgi aluminiowe. Spojler z przodu i dyfuzor z tyłu. W środku cudowne sportowe fotele z alcantary. Dyskretne podświetlenie klamek i oświetlenie ambientowe w środku. Na dodatek LED-owe lampy dodające klasy do nieco krzykliwego wyglądu zewnętrznego. Uwiodła mnie od pierwszego wejrzenia, a gdy zobaczyłem na karoserii literkę M, odpłynąłem całkowicie. Jak wiadomo, M na karoserii zobowiązuje. I choć to był jedynie M pakiet, to firma BMW zobowiązań dotrzymuje. „Nie ma lipy” – jak mawia znany z internetu mięśniak....
Mój kolega Radek wkrótce zostanie młodym żonkosiem. Po latach bywania w modnych knajpach Warszawki, pielęgnowania brody à la drwal u barbera i delektowania się latte na sojowym mleku postanowił rozpocząć życie mieszczanina. Domyślam się, że zamiast polować na okazyjne ceny biletów do Wietnamu, będzie preferował rodzinne wypady za miasto na łono polskiej natury. Z pewnością dlatego oświadczył mi, że zastanawia się nad kupnem kii stonic. Skłamałbym, gdybym napisał, że byłem zaskoczony. To właśnie samochód dla niego i jemu podobnych. Nowoczesny, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd, wystarczająco „dizajnerski”, mający w standardzie obsługę iPhona i Androidów. Czyli taki, jakiego oczekiwaliby hipsterzy. Radek wybrał dla siebie wersję wyposażeniową L. To rozsądny, powiedziałbym nawet...
Zdenerwował się pan Helmut Niemiec w centrali związkowej. – Nein… Nie pozwolę! – wykrzykiwał. – Nie będzie jakiś Brzęczyszczykiewicz robił lepszych das auto niż my! – Ależ to nie Brzęczyszczykiewicz – tłumaczył zarząd. Bo to nie Polacy, lecz Czesi tak zirytowali panów związkowców z Volkswagena. – Polacy to ci, którzy lepiej od nas kopią piłkę. A samochody robią Czesi – wyjaśniał zarząd, któremu wszystko jedno, kto robi das auto, bo i tak der euro wpada do jednej kieszeni. Jiri Krecik stał w czasie tej awantury pod ścianą i czekał na to, jak rozwinie się sytuacja. A wszystko, jak przypuszczam, przez to, że przyjechał na spotkanie i pochwalił się Skodą Superb w wersji Laurin&Klement. Może nieco ubarwiłem tę opowieść, ale podobna sytuacja mogła mieć miejsce, związki zawodowe w...
W czasie weekendu byliśmy z żoną w Zabrzu. Wszyscy znajomi, gdy im powiedziałem, że tam się wybieramy, kiwali głową z politowaniem. – Czy na pewno musicie tam jechać? – pytali. Otóż chcieliśmy. Zabrze to absolutnie fascynujące miejsce! Zarówno na powierzchni, jak i pod ziemią. W kopalni Guido zjechaliśmy ponad 300 metrów „szolą”, czyli windą w głąb ziemi. Byliśmy w najniżej położonym pubie na świecie. Doskonale bawiliśmy się jeżdżąc kolejką po kopalni. Widzieliśmy stalowy dom, ewenement na światową skalę. A od początku października otwarta jest nowa podziemna trasa turystyczna, w której korytarze wyłożone cegłami są zachwycające. Nie ma czegoś takiego nigdzie na świecie! Zabrze to miejsce pełne zaskoczeń. Wiem, w powszechnym mniemaniu z pewnością to nudna górnicza mieścina. Co innego...
Tych, którzy byli na tegorocznych targach we Frankfurcie, z pewnością zaskoczył widok setek imigrantów, zwanych niekiedy uchodźcami, którzy właściwie już wrośli w krajobraz centrum miasta. Muszę przyznać, że ubrani na czarno mężczyźni przemieszczający się w dość głośnych kilkunastoosobowych grupach budzą niepokój. Myślę, że nie tylko mojej skromnej osoby. Niepokój spowodowany jest przede wszystkim postawą tych ludzi. Oni nie zachowują się jak goście, którzy są wdzięczni gospodarzowi za gościnę i respektują panujące u niego zasady. Jest dokładnie odwrotnie. Czują się jak u siebie i narzucają swój styl bycia. Nie mają zamiaru się integrować, przejmować europejskiej kultury zachowań. Nie wnikam, dlaczego tak jest. Ale tak jest. Każdy powinien to dostrzec. Nie mieszam się do polityki....
Wystawa we Frankfurcie zawsze była najważniejszym, obok targów w Paryżu, europejskim forum, na którym firmy motoryzacyjne pokazywały swoje nowości i plany. Krzykliwe, ekskluzywne i nowoczesne stoiska zdawały się mówić: patrzcie, jaką jesteśmy potęgą. Jeżdżę do Frankfurtu regularnie co dwa lata (bo raz na dwa lata odbywa się ta wystawa) z wypiekami na twarzy, aby tam przekonać się, jak naprawdę wyglądają auta zapowiadane przez wszystkie liczące się firmy na świecie. To w Niemczech zaprezentowano Europie tak przełomowe konstrukcje jak Ufo, czyli pamiętną Hondę Civic, która pozwoliła Hondzie po okresie błędów i wypaczeń znaleźć się znów w awangardzie motoryzacyjnej naszego globu. To we Frankfurcie Kia zaprezentowała najważniejszy swój samochód, czyli poprzednią generację Sportage’a, który...
Ostatnio miałem okazję bliżej, a nawet całkiem blisko, zapoznać się z fiatem freemontem. To dość duży samochód (4,9 m długości) o wyglądzie SUV-a i funkcjonalności Vana. Być może dlatego jest popularny wśród rodzin. Tata znajdzie w nim sylwetkę pseudoterenówki, mama funkcjonalność, a dzieciaki mnóstwo miejsca w środku. Jeśli zaś ktoś jest wielokrotnym beneficjentem programu „500 plus”, to użyteczną informacją będzie ta, iż samochód może mieć 7 miejsc. Jednak te wszystkie, wydawać by się mogło, pożądane cechy skłaniają mnie do stwierdzenia, że freemont nie ma swojej tożsamości. Udaje kogoś innego. Próbuje być tym, kim nie jest. Tak naprawdę nawet nie jest fiatem, tylko dodgem. W USA, gdzie został stworzony, nazywa się journey. Do Europy został, jak to się teraz modnie mówi,...
W szkole miałem kolegę Pawła. Na przerwach się nie przechwalał jak inni. Na lekcjach siedział cicho, bo nie był wybitnie zdolny. Na WF-ie nie grał jakoś szczególnie dobrze w „nogę”. Nie był zbyt szybki ani specjalnie zwinny i nie dryblował tak umiejętnie jak inni. Na pozór niczym się nie wyróżniał. Jednak w trzeciej klasie liceum zapuścił wąsy i nogawki spodni wpuścił w kolorowe skarpety. Czasami zakładał na siebie zielony sweter z przyszytym na przodzie czerwonym muchomorem. Nie zwracał uwagi na to, że się odróżnia od typowego nastolatka ubranego w dżinsy i bluzę z kapturem. Nam też to nie przeszkadzało. Dziewczyny go lubiły, choć żadna nie chciała z nim „chodzić”. Nie wzdychały na jego widok. Raz Paweł napędził nam stracha. Na jednej z imprez wypił jakiś wyskokowy „wynalazek” i...
Każdy prawdziwy Amerykanin ma pickupa. Rolnik wozi nim zboże albo podpina do niego przyczepę, w której podróżują krowy. Hydraulik transportuje nim narzędzia i rury. Miłośnik offroadu wywozi nim w teren quady albo motory crossowe. Milioner dopina do pickupa przyczepę wielkości domu i ciągnie ją, żeby obcować z naturą poza miastem. Początkujący projektant mody wozi pickupem nowe kolekcje swoich ubrań do sklepów. A miłośnik latte na sojowym mleku zakłada w kabinie kowbojski kapelusz i udaje twardziela. Każdy oczywiście ma innego pickupa. Ten należący do farmera czy glazurnika jest stary, częściowo zardzewiały. Te, których właścicielami są mieszczuch lub Bill Gates, lśnią chromami i wielkimi błyszczącymi felgami. Jedno jest wspólne. Wszystkie są amerykańskie. No, może prawie wszystkie. Od...

Pages