Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Ileż razy słyszałem tę frazę, która doprowadza do pasji jako dyżurna „riposta” na krytykę rządu lub PiS. Okrzyk bojowy podobny do tego z Czerskiej: „dzielenie Polaków”. Przy okazji dostaje się po łbie ruskim agentem, dywersantem itd. Do czego zmierzam? Piszę w dniu dymisji Antoniego Macierewicza, a felieton ukaże się za tydzień i wtedy emocje będą znacznie mniejsze, a być może nakierowane na zupełnie inny temat. Dziś czytam wiele deklaracji, że ktoś nie będzie na kogoś głosował, dla kogoś skończył się pewien etap i świat się zawalił. Widać też i armaty wycelowane w sens „całej tej dobrej zmiany”. Cóż, mógłbym małostkowo się zrewanżować tytułową „ripostą”, ale w ogóle mnie w tę stronę nie ciągnie. Racjonalna krytyka nie dzieli prawicy i nie podejrzewam nikogo o współpracę z ruską...
Spokojnie! Znam granice megalomanii i nie ma mowy, żebym się tak nisko wycenił, bo cóż to za rewelacja, że geniusz nie jest głupi. Okazało się coś zupełnie innego, a mianowicie to, że nie jestem już głupi dla redaktorów „Gazety Wyborczej”. Wiem, że tak się stało dzięki lekturze kawałka tekstu na portalu gazeta.pl. Zwyczajem wychowanych przez ten portal czytelników, zapoznałem się wyłącznie z tytułem: „Poznajcie wyborców PiS: cenią demokrację, mają udane życie, nie znoszą pouczania”. Tyle wystarczy i nawet nie wiem, kto jest autorem, tych odkrywczych tez, wiem natomiast, że to nie żart, o czym dowiedziałem się z Twittera. Produkcja genialnych recept na bałagan, który wcześniej samemu się stworzyło, to znane zjawisko, ale tu chyba wchodzimy na wyższy poziom abstrakcji. „Gazeta Wyborcza”...
Pyskowanie to moja specjalność, z profetycznymi diagnozami jest już znacznie gorzej, ale połączę te dwie bezczelne wady w jedną całość i wchodzę w zakład. Przyjmuję wszystkie warunki, stawki i każdą kartę, że za kilka miesięcy Timmermans będzie chciał się zamienić z Kijowskim na sławę i wizerunek. Doprecyzuję tylko, że chodzi o pośmiewisko, karierę „od bohatera najgłupszej na świecie opozycji do frajera”. Nie jest sztuką wskazać frajera, gdy każdy widzi, z kim mamy do czynienia, jak to się stało z trybunem ludowym Mateuszem. Sztuką jest wskazanie nagiego króla, gdy wszyscy zachwycają się nowymi szatami. Rzucam się na ten hazard u szczytu sławy Timmermansa i to podbija stawkę, ale nie świadczy o brawurze. Skąd to przekonanie, że dzisiejszy „postrach” Polski i nadzieja „nowoczesnych”...
Moim idolem jest Adam Michnik, bo nauczyłem się od Michnika wielu rzeczy. Pierwszą naukę odebrałem po latach fascynacji legendarnym dysydentem. Dziś wiem, że Michnik siedział i tak się brzydził komuną, że miliony mu uwierzyły. Potem walczył o Polskę, jaka nam się bezczelnie śniła. Kolorowa, tęczowa, nowoczesna, europejska, z pełnymi półkami niemieckich towarów i amerykańskiej Coca Coli. Michnik poświęcił życie, żeby wszyscy mogli mówić i myśleć to, co Michnik mówi i myśli, a ponieważ katalog jego myśli i mów błogosławionym jest, to któżby się pod tym systemem wartości nie podpisał? Według jedynie słusznej linii Adama Michnika znikały z Polski peerelowskie fabryki i przyzwyczajenia. Niewydajny polski przemysł przejęły wydajne kapitalistyczne korporacje. Zapyziałe polskie PGR-y do ładu i...
Sprawdziłem w popularnej encyklopedii elektronicznej i mogę odpowiedzialnie napisać, że Jan Rulewski ma 73 lata. Nie chce się wierzyć, jak ten czas szybko leci. Nie tak dawno miałem 9 lat, gdy w 1981 r. 37-letni Rulewski został pobity przez MO. Jeszcze trudniej uwierzyć, ten sam – można powiedzieć – nestor polskiej polityki nie pierwszy raz przebrał się w Senacie RP w maskę błazna. Parę miesięcy wcześniej założył strój więźnia i wparował na mównicę z aluminiowym kubkiem. W ogóle się nie ubawiłem i nie zbulwersowałem, po prostu żal było na to patrzeć. Drugi wyczyn Rulewskiego, ojca dzieciom, dziadka wnukom, to występ w greckiej masce, a właściwie chińskiej masce, w której odegrał polską tragedię. Tego nie dało się nawet oglądać. Rulewski z powodzeniem mógłby uchodzić za rodzynka w PO....
Milczenie jest złotem, ale nie wtedy, gdy się pali. Po wielu miesiącach zakończyła się (de)rekonstrukcja rządu PiS. I wbrew temu, co się usiłuje narzucić elektoratowi, ta operacja była katastrofą i ma znacznie szerszy kontekst. Obojętnie jaki geniusz przypiszemy liderowi partii i jak bardzo będziemy wierzyć w szczere intencje partii, co samo w sobie jest naiwnością, jednej rzeczy żaden elektorat nie przełknie. Narzucania partyjnych decyzji, wbrew woli elektoratu i w połączeniu z brakiem racjonalnego wyjaśnienia decyzji – to zawsze i wszędzie musi się skończyć źle. Ważne jest, kto zostanie premierem, ale jeszcze ważniejszy od samej zmiany jest sposób jej przeprowadzenia. Niczym nieuzasadnione upokorzenie Beaty Szydło jest faktem. Żałosne laudacje dla Morawieckiego w TVP, w najgorszym...
Nigdy nie byłem zwolennikiem budowania tragikomicznych hagiografii „naszych” i „waszych” z PRL-u. Dlatego też historia o dzielnym prokuratorze Stanisławie Piotrowiczu, który z narażeniem życia ratował opozycjonistów, trochę mnie mierzi, trochę śmieszy. Nie kupuję tej bajeczki, chociaż przyjmuję do wiadomości, że Piotrowicz jak na prokuratora stanu wojennego zachował się w miarę przyzwoicie. Niemniej uczciwość intelektualna i moralna nie pozwalają tego fragmentu życiorysu posła Piotrowicza zaliczyć do udanych. Każdy, kto chce być uczciwy wobec siebie i innych, musi się umieć zmierzyć ze swoimi słabościami. Piszę te słowa z pozycji człowieka, który z głupoty i niewiedzy przez co najmniej pięć lat powielał wszystkie brednie propagandowe za Michnikiem i TVN. Swoich durnych tekstów nigdy z...
Pamiętam takie czasy, gdy nawet zatwardziali „kaczyści” widzieli w Pawle Kukizie fantastycznego koalicjanta dla PiS i chcieli zabijać każdego, kto krzyczał, że król jest nagi. Dokładnie w tamtym czasie popełniłem tekst, który stał się kultową skarbnicą wiedzy na temat towarzystwa, jakie Kukiza wywindowało i jakie on sam za sobą pociągnął. Tekst Bogu dzięki stracił na aktualności, co więcej, śmiem twierdzić, że zmienił – i to w sposób zasadniczy – listy wyborcze obecnego klubu Kukiz’15. Lubińskie i wrocławskie kliki samorządowe powiązane ze Schetyną Kukiz zastąpił „narodowcami” i paroma postaciami znanymi z oryginalnych poglądów: Kornel Morawiecki, Marek Jakubiak czy Liroy. Warto też przypomnieć, że Kukiz po ujawnieniu powiązań z PO i całej grupy osobliwości, nie wyłączając byłych...
Przyznaję, że się starzeję albo tracę polityczną czujność. W życiu bym nie powiedział, że wróci stara, zdarta do imentu, propagandowa płyta z przebojem o „polskim nazizmie i faszyzmie”. Byłem przekonany, że to paliwo się zużyło do ostatniej kropli, aż tu nagle ktoś znów podjechał świeżą cysterną i wszystkiego nie da się wyjaśnić Marszem Niepodległości. Pretekst rzeczywiście był, jeśli nie przy okazji masowej demonstracji patriotycznej, to kiedy odpalić „polski nazizm”, ale ta skala i zbiegi okoliczności nie dają spokoju. Nawet z lewej strony dziennikarz Polsatu zauważył, że rok temu było znacznie bardziej ciekawie, dużo więcej powakacyjnych banerów i okrzyków, a jednak wielkiej międzynarodowej afery się nie doczekaliśmy. Ki diabeł? Jeśli nie wiadomo, o kogo chodzi, to wiadomo, że...
Człowiek ma swoją granicę wytrzymałości i zawsze reaguje po jej przekroczeniu. Mnie na przyzbie dobrze się siedzi i do salonów nie aplikuję, ale widzę, że co jakiś czas w świecie lepszego towarzycha pojawia się kretyńska moda. Skłamałbym, gdybym napisał, że nie śledzę „Pudelków” i „Kozaczków”, przeciwnie – zaglądam tam często, z jednego powodu. Otóż pierwsze sygnały, że za chwilę pójdzie większa afera, nie raz i nie dwa razy posyłał „Kozacki pudelek”. Dla przykładu mogę przywołać aferę z Kamilem, który pracował w TVN, i to właśnie w takich „gazetkach” rodzą się mody na cudaczne zachowania. Swego czasu celebryci wylewali sobie na łeb wodę z kostkami lodu. Większość nie miała pojęcia, o co chodzi, ale twardo goniła trend. Obecnie jesteśmy na etapie molestowania seksualnego i ta moda...
Współczuję wszystkim Bogu ducha winnym i dumnym posiadaczom imienia Adrian. Jednocześnie nie chcę się wpisywać w stygmatyzowanie dorosłych ludzi, którzy niczego niedojrzałego nie zrobili, a czują się zażenowani, bo: „Skojarzenia to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę, jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe”. Dla mnie i dla wielu Polaków kwestia, czy Andrzej, czy Adrian, została ostatecznie rozstrzygnięta i wygrał Robert Górski. Niemniej w jednym się znany satyryk pomylił, portretując postać Andrzeja Dudy. Adrian to imię dorosłego mężczyzny, natomiast Andrzej, który został Adrianem, co najmniej od kilku miesięcy zachowuje się jak Adrianek. Najpierw nie podpisał „niekonstytucyjnych” ustaw, potem przedstawił ustawę, którą sam uznał za niekonstytucyjną. Cztery spotkania z...
Uprzedzam uczciwie, że tekst może być toporny i podszyty tanią propagandą, bo rzadko mi się zdarza pisać pochwały. Minęły dwa lata rządów PiS i z perspektywy wyborcy mogę powiedzieć, że jestem w szoku. Nie postawiłbym 5 groszy na to, że Polska po dobrej zmianie będzie w tak doskonałej kondycji gospodarczej i moralnej. Obawiałem się naturalnego zużycia władzy i wyrównania notowań z opozycją, zakładałem, że część obietnic wyborczych z natury rzeczy będzie pustką. Stało się inaczej – opozycja jest na dnie, obietnice wyborcze w zasadniczych punktach wykonane, pozostałe się robią i mam nadzieję, że na poważnie, przede wszystkim chodzi o sądownictwo. Potknięcia były, ale wszystko sprowadza się do kolizji samochodowych, kiepskiego PR i nieszczęsnego Misiewicza. Za kompletną porażkę można...
Przywoływanie Orwellowskich klimatów to tak zgrana figura retoryczna, że chyba tylko argumentum ad Hitlerum z nią wygrywa. Nic na to nie poradzę, nie zawsze można być oryginalnym, dlatego będę banalny. Media słusznego nurtu rzuciły się, między innymi, na mnie z „hejtowaniem”, czyli ujawnianiem prawdy o ambicjach i aspiracjach młodych lekarzy rezydentów zapisanych na Facebooku. Nienawiść to miłość, wojna jest pokojem, prawda to kłamstwo – jak pisał Orwell. Niech będzie, ale jeśli rezydentka w swoim pamiętniku marzy o ściąganiu fury z USA za 120 tys. złotych, a przed kamerą marnym aktorstwem mdleje w obronie pacjenta, to jak nie hejtować? Nie zamierzam poważnie odnosić się do retoryki i relatywizmu libertynów i w tym celu wyprodukowałem krótki skecz, z góry przepraszam, że nie bardzo...
Zazdroszczę Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwości, z jaką jego słowa przechodzą do języka użytkowego. Pewne sformułowania pozostaną na zawsze w mowie potocznej, inne już się stały związkami frazeologicznymi. Nie ma jednak nic za darmo, ta lekkość jest wynikiem poszukiwania dziury w całym i polowania na Kaczyńskiego. W myśl zasady: jak nie kijem to pałką, każde zdanie Prezesa PiS poddawane jest monotonnej egzegezie. Zaczyna się zawsze od tego samego – podzielił Polaków. Nieważne, co powiedział, pewne jest, że podzielił Polaków na gorszy i lepszy sort, na prawdziwych i nieprawdziwych i tak dalej. W oparach paranoi przygotowano setki nagonek z tak wypaczonym obrazem Kaczyńskiego i jego słów, że z pewnością Kaczyński nie rozpoznawał w nich ani siebie, ani własnych wypowiedzi. Przez długi czas...
Poczekajcie na ustawy, nie oceniajcie w ciemno! Podobne apele grzmiały przez dwa miesiące, gdy najpierw mecenas Królikowski, a potem nie wiadomo kto pracował nad prezydenckimi ustawami. Nudziły mnie te okrzyki, bo dla każdego doświadczanego i rozgarniętego obserwatora polskiej polityki było jasne, że zobaczymy zupełnie inne ustawy niż te ministra Ziobro. Do oczywistych wniosków można było dojść po odpowiedzi na jeszcze prostsze pytanie. Po co wetować, jeśli się nie chce wywrócić projektu? Nic się nie zmieniło po dwóch miesiącach. Nie! Przepraszam bardzo, zmieniło się. Wiadomo, że jak się pisze recepty dla wszystkich, to nikt nie będzie zadowolony. Chyba nawet sam Andrzej Duda nie ukrywał, że zaskakujący manewr z wetami miał zerwać metkę „Adriana” i jednocześnie pokazać, że obóz...
Za tydzień z faktu, że Małgorzata Gersdorf została upokorzona i wręcz zgnojona za udział w zaprzysiężeniu sędziego TK w Pałacu Prezydenckim, raczej nikt się nie będzie śmiał. Jednym z powodów będzie to, że 26 września poznamy treść ustaw sądowniczych, przynajmniej tak obiecał Prezydent. Dlatego chciałbym zadać pytanie, z czego tak naprawdę się śmiejemy? Komunikat rzecznika SN głosił, że prezes Gersdorf przyszła do Pałacu Prezydenckiego, ponieważ decyzję podjęła bezrefleksyjnie, była zmęczona i nie wzięła pod uwagę specyficznych uwarunkowań. Rzecznik dopytywany o tę realnie socjalistyczną samokrytykę, którą składali członkowie PZPR, z rozbrajającą szczerością oświadczył, że nic mądrzejszego SN nie był w stanie wymyślić. Czy to jest śmieszne? Jasne, nie będę udawał oryginała, w pierwszym...
Już dwa lata niegdysiejsze święte krowy ledwo zipią przy opozycyjnym żłobie, który gabarytami i zawartością nie przypomina wypasu, jaki mieli u władzy. Kiepsko się im wiedzie, zaliczają porażkę za porażką i nie potrafią wyjść z traumy. Za jedyne pocieszenie robiło 27:1, czym opozycja tak się zachłysnęła, że natychmiast chciała załatwić kilka spraw naraz. Przypomnę, że to właśnie po wyborze Tuska na II kadencję przewodniczącego Rady Europy pojawiły się wielkie projekty polityczne opozycji. Najpierw w sondażach PO wyprzedziła PiS, potem Tusk miał „zaorać” Andrzeja Dudę w II turze wyborów prezydenckich. Teraz można się głośno z tych planów pośmiać, ale wówczas liczni komentatorzy, nawet po prawej stronie, histeryzowali, że Kaczyński stracił instynkt i poszedł na bezsensowną wojnę....
Czuję się wyjątkowo obiektywnym komentatorem, ponieważ od samego początku jestem konsekwentnym krytykiem tzw. apelu smoleńskiego. Argumenty przytaczałem wielokrotnie i na te same okoliczności zwracało uwagę wielu ludzi głęboko zaangażowanych w sprawę smoleńską, w tym Marta Kaczyńska. Dlatego teraz z czystym sumieniem i bez żadnego obciążenia mogę napisać, że za skandal na Westerplatte w całości odpowiada człowiek, który obecnie ma postawione zarzuty karne, i jest nim Paweł Adamowicz, pseudonim „Budyń”. Jeśli się wie, kim jest i co sobą reprezentuje Adamowicz, prymitywizm prowokacji przygotowanej w dniu 1 września w najmniejszym stopniu nie może szokować. Poważne państwo zachowuje się poważnie i uroczystości z najwyższej półki muszą mieć taką samą oprawę. Oczywiście obecność harcerza na...
Wiele dialogów i scenek przeszło do codziennego użytku wprost z kultowej komedii „Miś”. Każdy ma swój ulubiony fragment, ale jest też cała historyjka, którą da się wyodrębnić. Chodzi o słynne dylematy milicjanta łapiącego kierowców na sztucznie zabudowanym terenie. Co scena to wpadka, najpierw przewraca się tekturowy dom, potem „matka siedzi z tyłu”, a na końcu dziećmi wybiegającymi z „przedszkola w przyszłości” zostaje poczęstowany ksiądz. Finał akcji jest taki, że z centrali przychodzi dyrektywa, aby przed opowiadaniem bajek o terenie zabudowanym w szczerym polu sprawdzić, czy odbiorcą nie jest ksiądz. Historia z „Misia” jako żywo przypomina brednie sprzedawane ludzkości przez ideologów lewicowych, którzy stają na głowie, aby zakląć rzeczywistość. Nie było takiego idiotyzmu, którym...
Fanatyczni krytycy Jarosława Kaczyńskiego popadają w rozbudowany syndrom sztokholmski. Nienawiść do Kaczyńskiego jest w nich szczera i niekontrolowana, ale jednocześnie są nieszczęśliwie zakochani i nie potrafią bez Niego żyć. Nienawidzą i tęsknią, a w swoich uczuciach są tak drobiazgowi, że śledzą każdy Jego ruch. Niejedna agencja reklamowa modli się dzień i noc, żeby zrobić przy użyciu tak skromnych środków choć jedną tak genialną kampanię, jakich Jarosław Kaczyński zrobił dziesiątki. Wystarczyło, że Prezes PiS poszedł do innego sklepu niż znana sieć dyskontów z kropkowanym żukiem na szyldzie i natychmiast wzrosły obroty sieci. Kwiaciarki do dziś liczą zyski ze sprzedaży białych róż, które do czasu słynnej wypowiedzi Jarosława więdły samotnie i przynosiły straty. Jednym zdaniem...
Ostatni miesiąc w polskiej polityce do Dobrej Zmiany nie należy. Po wetach prezydenckich ujawnia się coraz więcej konfliktów w obozie władzy i środowiskach związanych z PiS. Spór pomiędzy Prezydentem i ministrem Zbigniewem Ziobro nie ustał, a co więcej, doszedł nowy otwarty pojedynek – tym razem z ministrem Macierewiczem. W TVP zaczęła się jatka na całego i dzieje się to kosztem i tak marnej jakości, którą przyniósł Jacek Kurski. Ciągle się upieram, że tandetnym antyTVN-enem porządnych mediów narodowych zbudować się nie da. Do tego wszystkiego dochodzą przepychanki w Pałacu Prezydenckim, gdzie pierwsze skrzypce zaczął grać Krzysztof Łapiński, któremu złośliwi internauci nadali przydomek „Czerepach”. W panikę nie wpadam, ale powodów do optymizmu też nie widzę. Jedno jest dla mnie poza...
Mógłbym napisać pracę doktorską z zachowań „Jurka”. Byłaby to jednak wyjątkowo nudna monografia, bo cały „warsztat” Owsiaka sprowadza się do metod wypracowanych przez jego ojca i kolegów z resortu. Prowokacja! Popisowym numerem Owsiaka jest poniżenie oponenta chamskimi, wulgarnymi wyzwiskami, na przykład: „pier…l się”, „będziesz miał w d…”, „sk…syn z PiS”, „pierd…, a nie powiem jaki poseł Pięta”. Po takiej serii zaczyna się drugi etap, w którym Owsiak walczy o… miłość, tolerancję i „niemanie focha”. Tak i nie inaczej, on chamstwu przeciwstawia się chamstwem, i to bez wężyka, bo on jest Owsiak. Trzeci etap to zamiana miejsc pomiędzy ofiarą i agresorem. Nie muszę tłumaczyć, gdzie znajduje się guru filantropii. Czwarty etap przeobraża się w „pojednanie”. Zmieszany z błotem dostaje ofertę...
Obok Jarosława Kuźniara Tomasz Lis jest królem, któremu z korony wyrasta szczypiorek. Do klasyki internetowego dowcipu przeszedł „tłit”, w którym Lis zarzucił prawicowym portalom propagowanie stron porno. Tomek nie wiedział, że tzw. reklamy kontekstowe odwołują się do gustów i preferencji użytkownika Internetu, a nie właściciela strony. Mówiąc wprost – Lis biegał po stronach z nagimi paniami i dlatego skrypty podpowiadały mu kolejne oferty. Z tej wpadki Lis nie otrzepie się już nigdy. Będą za nim chodzić reklamy porno jak Walmart za Kuźniarem czy Madera za Petru, i to nie koniec nieszczęść Tomka (oni tam wszyscy są Tomki, Kuby, Radki). Mamy połowę roku, a Lis przegrał prawomocnie już trzeci proces – wszystkie o naruszenie dóbr osobistych i w każdym tekście będącym przedmiotem...
Zewsząd płyną setki teorii, przypuszczeń i hipotez, ale jedno jest pewne. Po dwóch wetach Andrzeja Dudy nic już nie będzie takie samo i nawet jeśli uda się skleić rozbity dzban, to za każdym razem zobaczymy rysy na porcelanie i wykrzywimy twarz. Polska polityka ma taką dynamikę, że publicyści i felietoniści są narażeni na większą śmieszność niż sami politycy. Tydzień temu pisałem o Adrianie Tusku, a złośliwy los w tym samym czasie podstawił długopis i ręką Andrzeja Dudy zaczął kreślić podpis pod wetem ustaw. Cóż mam napisać dziś, żeby się nie zbłaźnić? Adrianów dwóch? Nie wiem, naprawdę nie wiem, decyzja prezydenta jest dla mnie pełnym zaskoczeniem i w ogóle mnie nie pociesza, że w milionie zaskoczonych jest też Jarosław Kaczyński. Jakiekolwiek próby racjonalizacji tej decyzji kończą...
Rzadko się zdarza, żeby słowa oczywiste i przez to banalne jednocześnie otwierały oczy i trafiały w ukryte sedno. Takiego cudu dokonał Antoni Macierewicz w rozmowie z Michałem Rachoniem. Macierewicz określił Lecha „Bolesława” Wałęsę mianem „jednego z najgroźniejszych agentów bezpieki”. Na pierwszy rzut oka nic odkrywczego, ale w zderzeniu z codziennym bełkotem „salonów” słowa te brzmią jak odtrutka. Dokładnie tak i nie inaczej! Nie żaden „skomplikowany życiorys”, nie żadna „niejednoznaczna postać” i nie żadna „legenda, która rozmieniła się na drobne”. Jeden z najgroźniejszych agentów bezpieki, od początku do końca świadomy swoich ciężkich grzechów, zachłanny na brudne pieniądze, sławę i poklask. Człowiek, który dla popularności i pieniędzy sprzedawał kolegów, a razem z esbekami co...
Mamy za sobą przesłuchanie Marcina P., byłem przekonany, że skorzysta z prawa do odmowy składania zeznań, ale się pomyliłem. Nie chcę się tłumaczyć, jednak dla porządku napiszę, że otrzymałem fałszywe dane. Od lewa do prawa płynęły informacje, że Marcin P. jest prostaczkiem, który nie mógł wymyślić takiego „biznesu” jak Amber Gold. W tej recenzji zawiera się ewidentne kłamstwo i jedno duże prawdopodobieństwo. Przed komisją sejmową rzekomy drobny oszust wypadł niczym profesor. Był pewny siebie, na większość pytań odpowiadał tak, jakby znał je wcześniej. Po przesłuchaniu Michała Tuska, któremu miał pomóc, a w rzeczywistości zaszkodził Roman Giertych, Marcin P. wydaje się Cyceronem i Arystotelesem w jednym ciele. Naturalnie nie wynika z tego nic ponadto, że opinie o przeciętnym cwaniaczku...
Kpinom nie było końca, gdy naukowcy z komisji Macierewicza tłumaczyli prawa fizyki na uproszczonych modelach. Jestem pewien, że armia szyderców do dziś nie wie, dlaczego parówka pęka wzdłuż i jaka siła rozrywa puszkę, a jaka zgniata. W 2016 r. członek komisji Nagrody Nobla przy pomocy precla wyjaśnił całemu światu, o co chodzi w badaniach prowadzonych przez nagrodzonych fizyków, i nastała cisza. Szyderstwo najlepiej czuje się w bezmyślnej masie pochwalającej głupotę, ale laureaci Nagrody Nobla nieświadomie ośmieszyli parówkowych żartownisiów ich własną bronią. Jakiż to ma związek z Michałem Tuskiem? Młody Tusk składając zeznania, wypowiedział zdania, które są kpiną z wiedzy lotniczej, ale dziwnym trafem nie został wyśmiany. Na pytanie, jakie ma kompetencje, odpowiedział, że zna się na...
Parę tygodni temu napisało mi się ironicznie, że kwestią czasu pozostaje, gdy czerscy agitatorzy walczący o tolerancję i wielokulturowość zaczną polować na Żydów. Oczywiście na siebie nigdy nie polowali, dlatego dodałem, że Żyd musi być krytykiem „opozycji” albo sympatykiem PiS. Co miało być dowcipną hiperbolą, zmieniło się w poważną nagonkę na Żydów podejrzanych o wspieranie reżimu PiS! Po słowach Beaty Szydło w Auschwitz sygnał do nagonki dał niemiecki polityk Donald Tusk. Sfora od razu rzuciła się na wszystkich, którzy w tej wypowiedzi nie doszukali się uchodźców, i nie odpuściła Żydom. Pierwszy kły na łydce poczuł Paweł Jędrzejewski z Forum Żydów Polskich. Ugryzła Dominika Wielowieyska. Pani redaktor doniosła, że w FŻP redaktorem jest pisowski Żyd Dawid Wildstein i wszyscy tam...
Ideał Władek „Legenda” Frasyniuk sięgnął bruku? W tej w parafrazie tylko sięganie i bruk się zgadza. Za jedno PiS jestem szczególnie wdzięczny: jak dotąd nikt tak boleśnie nie obnażył sztucznych wizerunków bohaterów III RP. Widok parskającego Michnika, rozhisteryzowanej Jandy, podskakującego Giertycha i opętanego nienawiścią Lisa jest estetyczną rąbanką, ale jednocześnie idealnie portretuje tych ludzi. Wyreżyserowany, żałosny spektakl Frasyniuka, odegrany na Krakowskim Przedmieściu, to wypadkowa trzech rzeczy: bezczelnego poczucia bezkarności, cwaniactwa i paniki. Bezczelnością jest publiczne oświadczenie, że weźmie się udział w świadomym łamaniu prawa, co przecież w obecności posłów PO i Nowoczesnej zapowiedział organizator Paweł Kasprzak, prywatnie kolega Frasyniuka. Cwaniactwo to...
Zapowiadało się na wielkie święto w TVN24: oto sam Adam Michnik zaszczycił obecnością studio przy Wiertniczej i dał wywiad równie prawdomównemu Andrzejowi Morozowskiemu. Miałem nieszczęście obejrzeć to widowisko i chociaż cały Internet huczy tylko o fizjologicznych dźwiękach, jakie z siebie wydawał redaktor Michnik, zacznę od czegoś innego. Ile razy słyszeliśmy o Jarosławie Kaczyńskim, że jest niewydarzonym kurduplem w obłoconych mokasynach i mlaszcze? Od 20 lat przedstawia się Kaczyńskiego jako abnegata z ciemnogrodu i „typowego Polaka niedomytej, nienawistnej, pijanej, katolickiej Polski”. Wizerunek wykuwał się w kuźni na Czerskiej i każdego dnia klepie się te zohydzające frazy. Po drugiej stronie estetyki postawiono właśnie Michnika, który wraz ze swoją ekipą uznał się za pachnącego...
W życiu publicznym od wielu lat rządzi paradygmat głośnego idioty, eufemistycznie nazywanego skandalistą. Trwa nieustanny wyścig na wypowiadanie głośnych i beznadziejnie głupich opinii, które gwarantują popularność i nieważne, jaki jest to rodzaj popularności. Z drugiej strony łatwo wpaść w pułapkę własnych osądów i skończyć na takim samym dnie. Dlatego bardzo długo się zastanawiałem na tytułem felietonu, aby nie zbliżyć się na milimetr do tych, którymi gardzę. Szalę przeważyła prewencja! Nie da się policzyć wszystkich zachowań najgorszego sortu człowieczego, po których padało sakramentalne: „Wszelkie granice zostały przekroczone”. Poza wszystkim jest to stwierdzenie fałszywe, i to w chwili, gdy jest wypowiadane, wszak w następnej sekundzie gdzieś jest przekraczana kolejna granica. Po...
Pozwoliłem sobie uwspółcześnić stary szkolny dowcip z czasów PRL. Starsi na pewno wiedzą, jak brzmi poprawnie, młodszym przytoczę: „Kto jest twoim bohaterem i dlaczego Lenin?”. Taki temat pracy domowej dostawały dzieci w czasach słusznie minionych, co w sposób naturalny skojarzyłem z uroczystym wręczaniem nagrody Człowieka Roku „Gazety Wyborczej”. Kiedyś od tego, co napisali redaktorzy Michnika, zależało naprawdę wiele, czasami wszystko. „Wyborcza” nie tylko w złośliwych komentarzach, ale i w faktycznym przekazie przypomina biuletyn partyjny. Wpływy polityczne „GW” były tak duże, że gazeta rozdawała karty na politycznym stole. 3 lipca 1989 r. w słynnym wstępniaku „Wasz prezydent, nasz premier”, Michnik nakłamał i przydzielił dwa najwyższe urzędy państwowe swoim idolom. Z tamtej potęgi...
Usposabiam się pacyfistycznie do wielu stereotypów, ponieważ najczęściej precyzyjnie ilustrują rzeczywistość. Po odrzuceniu psychologizowania w stylu: „Nieprawda, że w damskiej torebce jest bałagan, bo moja szwagierka ma idealny ład”, większość kobiet przez 15 minut szuka kluczyków do auta i w sekundę znajduje rezystor 10 Ω. Stereotypy zostawiam w spokoju, bardziej irytuje mnie hipokryzja cenzurująca to, co widać gołym okiem. Trzydziestodziewięcioletni Emmanuel Macron jest mężem sześćdziesięcioczteroletniej Brigitte Macron i to nie może być zdrowe. Choćby sypać z rękawa poprawnie politycznymi bzdurami: „wiek nie ma znaczenia”, „liczy się uczucie”, „nie twoja sprawa” – zawsze pozostanie w głowie ta myśl, że wnuczek związał się z babcią. Nie jest normalny, kto mając 15 lat, nie zakochał...
Śledczy i prokuratorzy wiedzą, że ludzie, którzy kłamią, doskonale operują detalami i nie potrafią odpowiedzieć na proste pytania. W ogóle proste pytania to naturalna weryfikacja inteligencji i zamiarów indagowanego. PO potrafi godzinami opowiadać o szczegółach swojej „oferty programowej”, bo taką podobno ma. Słyszeliśmy 1000 razy, że ma być europejsko, nowocześnie, a nawet z miłością i bez polityki. W końcu ktoś przytomny wpadł na proste pytania i zadał je publicznie. Dobrze, Platformo, ale tak konkretnie: „500+” jest fajne czy grozi bezrobociem, alkoholizmem i oddawaniem stolca na plażach Bałtyku? Emerytura ma być odpoczynkiem po pracy czy ostatnim tchnieniem nad trumną? Ściągamy sierotki z Aleppo do Sopotu i oddajemy do adopcji Paniom Pomaskiej i Burzyńskiej czy budujemy rasizm nad...
Mitologia grecka to niewyczerpane źródło metafor i przede wszystkim archetypów, ale jak to w bajkach bywa, nie wszystko jest prawdą i jeszcze mniej się przekłada na prawdziwe życie. Nie znajdziemy w greckich mitach przygód błędnego rycerza na białym koniu, ale jakoś tak mnie naszło, żeby koniecznie odnieść najnowszą historię Donalda Tuska do świata fantasy. Nawiasem mówiąc, oczekiwanie, że Tusk przygalopuje do Polski na koniu, ma niezwykle wątłe podstawy hipiczne, bo też nikt nigdy Donalda nie spytał, czy w ogóle wie, z której strony konia się dosiada. Pozostaje Penelopie PO czekać na Odysa, jednak i tutaj pojawia się mnóstwo wątpliwości. Obecnym liderem PO jest Grzegorz Schetyna, z wiernej żony to on ma raczej niewiele, bardziej kojarzy się z Lady Makbet. Na pierwszy rzut oka...
Najdłuższą ciążę przechodzą samice słoniowatych, trwa około 22 miesięcy, czyli blisko dwa lata. Słonie rodzą się z pełną skrupulatnością, zachowują przy tym wyjątkową cierpliwość i, dziękować Bogu, nie mają problemów z metrażem sawanny. Niestety, podręczniki zawierają zafałszowane informacje, słonice nie są rekordzistkami w długości ciąży. Niedościgły rekord należy do „Gazety Wyborczej”, która 27 lat próbuje urodzić „polski faszyzm”. O narodzinach polskiego faszyzmu słyszymy od czasu, gdy Adam Michnik bohatersko oświadczył, że jest polskim Żydem, i rzucił Lechowi Bolesławowi Wałęsie antysemityzmem w twarz. Potem ciąża polskiego faszyzmu rozwijała się szybciej i ciężko powiedzieć, czy ów fenomenalny proces przebiegał normalnie, czy z powikłaniami. Wszystko zależy od przyjętego kryterium...
Człowiek jest ssakiem pysznym, niewdzięcznym i szybko zapomina o biedzie, gdy posmakuje komfortu. W 2014 r., po siedmiu latach intensywnego okłamywania i ogołacania Polaków, z „ten kraju” uciekł Donald Tusk. Zaledwie miesiąc wcześniej w swoim stylu oświadczył, że nie będzie się ubiegał o stanowisko szefa RE, które przyjął 1 grudnia. Po ucieczce Tuska pojawiał się cień nadziei zwiastujący koniec rządów PO–PSL, ale nikt wtedy nie przypuszczał, że prezydentem zostanie Andrzej Duda, a PiS obejmie samodzielne rządy. Od podwójnego zwycięstwa PiS minęły zaledwie dwa lata i był to pierwszy okres po 1989 r., w którym rządzący nie ukradli miliarda złotych i nie „sprywatyzowali” za złotówkę państwowej spółki wartej miliony. Nie sposób się też w rządach PiS doszukać próby przehandlowania interesu...
Perypetie rzecznika KRS nazwałbym kwintesencją patologii w wymiarze sprawiedliwości, ale nie nazwę. Po pierwsze, Waldemar Żurek grożący pozwami własnej córce, aby odzyskać marne 20 000 zł, na tle swoich kolegów i koleżanek i tak wypada nieźle. Po drugie, kwintesencji patologii w sądownictwie jest wiele i wynika to wprost z obszarów działalności sędziów, dalekich od przestrzegania prawa. W końcu po trzecie, każdego dnia granice bezkarności są przesuwane i nie warto się z tą rozwojową degrengoladą ścigać. Trzeba natomiast cały czas przypominać, że tacy ludzie jak Waldemar Żurek z przytupem wylecieliby z harcerstwa czy bractwa kurkowego, ale trwają na stanowiskach sędziowskich i – o zgrozo – uchodzą za autorytety. W prawie pojęcie nieskazitelnego charakteru nie jest luźną dywagacją, ale „...
Jarosław Kaczyński znów został gwiazdą wszystkich serwisów. Wystarczyło, że powiedział jedno zdanie zawierające same fakty. Owszem, mamy postkomunistyczną konstytucję, ale to jest akurat drobiazg, który dla celów politycznych rozdmuchuje się do niebotycznych rozmiarów. Wszystkim, którzy wierzą, że wraz ze zmianą konstytucji nastąpi sanacja państwa, posyłam szeroki uśmiech politowania. Podobną skuteczność miała obowiązkowa zakąska serwowana w ramach socjalistycznej walki z alkoholizmem. Problemem zasadniczym nie jest to, jakie prawo w Polsce obowiązuje, bo wbrew pozorom jest całkiem przyzwoite, ale kto je interpretuje i egzekwuje. Obecna konstytucja była w sposób jawny łamana przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, który „nie widział” art. 197 i ślepy był na ustawę regulującą...
Jak Pan Bóg dopuści, to i z kija wypuści. Kto by pomyślał, że niepozorna blondynka, Renata Grochal, napisze „Tango II”, i to na takim poziomie, że można się zastanawiać, czy jedynka nie była gorsza. Pani Renata zmieniła redakcję z „Wyborczej” na „Newsweek” i, co za tym idzie, musiała przejść inicjację. Postarała się ze wszystkich sił i udowodniła, że nie ma żadnych problemów z odczytaniem linii redakcji. Było to o tyle łatwe, że niemiecki nadzorca zostawił szczegółowe instrukcje, jednak redaktor Grochal poszła dalej, oczywiście nie poza wytyczne, ale poza marzenia wydawcy. Tak powstał osobisty dramat Grochal pt. „Wychowanie i klękanie, czyli prawa rodzina prezydenta Andrzeja Dudy”. Bohaterem dramatu Renaty Grochal, który ukazał się na łamach „Newsweeka”, nie jest Artur, lecz Andrzej....
Tak się zabawnie złożyło, że ten sam Radek oddawał Berlinowi władzę nad Polską i mówił o polskiej murzyńskości. Zmarnowałem jedno zdanie na człowieka, który nie jest wart przecinka, ale ta klamra między Niemcami i murzyńskością jest doskonałą ilustracją innego tragikomicznego zjawiska. Z Berlina m.in. do redakcji „Newsweek Polska” przyszły instrukcje zawierające gotowe publikacje dla polskojęzycznych mediów. Należałem do tej kategorii oszołomów, co to nie mieli wątpliwości, komu przykładowy Lis albo Kim służą, jednak jak ostatni frajer wykluczałem główny zarzut stawiany dziennikarskim gastarbeiterom. Stanowczo sprzeciwiałem się tezie, że oni dostają gotowce od niemieckich nadzorców. Wydawało mi się – i nadal uważam – że Lis i cała reszta po prostu tego nie potrzebują, bo doskonale...
Zdrowy na ciele i umyśle obywatel zawsze i wszędzie powinien mieć krytyczny stosunek do władzy, bo władza nie jest od tego, aby ją wielbić, ale od tego, by wypełniać święte obowiązki wobec narodu. Nie szkodzi, że krytykowanie władzy jest wygodne i przyjemne, dostarcza wielu emocji i sprawia satysfakcję. W żadnym razie nie należy, co do zasady, z krytykowania władzy rezygnować. Istnieją jednak wyjątki, kiedy obywatel nie tylko nie powinien, ale też nie ma prawa atakować władzy. Z całą pewnością do takich okoliczności nadzwyczajnych należy uczciwe dbanie o interes narodowy. Na szczycie w Brukseli Premier Beata Szydło reprezentowała Polskę w taki sposób, który dotąd pozostawał w strefie moich marzeń. Trzeba mieć polski charakter, żeby w imię zasad i polskiego interesu samotnie...
O co chodzi babom feministkom? Jeszcze miesiąc temu nie potrafiłbym odpowiedzieć na to pytanie, ale dziś mogę udzielić precyzyjnej informacji, bo niestety obejrzałem spot bab z Poznania, pod tytułem „Dość kompromisów”. Babom feministkom chodzi o to, żeby być bardziej chamskimi od chłopów. Zwykle odradzam konsumpcję tandety, jednak tym razem zachęcam do obejrzenia, spot jest dostępny w Internecie i naocznie można się przekonać, o jaki poziom chamstwa chodzi. Złamię jeszcze jedną zasadę i opowiem, jak się ten filmik kończy. Z basenu wychodzi baba z plamą na mało atrakcyjnym tyłku. Jestem daltonistą i jak się Państwo domyślają, miałem poważne problemy z ustaleniem koloru i tym samym źródła pochodzenia kleksa. Ostatecznie odgadłem, że chodzi o czerwień. Wniosek z tego taki, że dopóki baba...
W gnieździe należy mówić o problemach gniazda, tak to widzę. Hollywoodzkiej produkcji o polskich bohaterach nie wymyślił wicepremier Piotr Gliński, ale nakreślił ją Jarosław Kaczyński. Obaj obiecali, że taki film powstanie i projekt utknął na etapie konkursu scenariuszy. W sumie dobrze, że tak się stało, bo czas najwyższy zastanowić się, jaki ten film ma być? Przypominam sobie epickie i genialne produkcje PRL-u. Na pierwszym miejscu widzę „Potop”, w którym nie dokonano żadnej politycznej wolty, to był po prostu wybitny film, z wybitnymi aktorami, podobnie jak „Ziemia obiecana”. Szlag mnie trafia, że dziś skacowany Jędruś gra Babinicza KOD-u, i nie umiem powstrzymać obrzydzenia, ale oglądając „Potop” po raz setny, widzę Kmicica, nie Olbrychskiego. Kmicic nie przeżyłby w Internecie...
Maluczkim zakłada się kneble, gdy szydzą wybrani. Jest tego asortymentu pod dostatkiem i na każdą okazję. Z całą pewnością usłyszelibyśmy od zacnych postaci warszawskiej socjety, że nie wolno się wypowiadać o Radiu Maryja, jeśli się tej stacji nie słucha. Bez wątpienia mielibyśmy lawinę protestów po wypowiedzi Krystyny Jandy, potępiającej spalenie kukły Żyda, wszak wybitna aktorka nie poznała szerszego kontekstu i nie była obecna na happeningu narodowców. Jak amen w pacierzu spadłaby lawina krytyki na Magdalenę Środę, o ile ta legendarna intelektualistka odważyłaby się potępić „najgorszy sort”, nie widząc całego wywiadu Jarosława Kaczyńskiego w TV Republika. Powszechnie wiadomo, że Dominika Wielowieyska przeczytała 700 stron pracy magisterskiej Zyzaka i dopiero potem dostrzegła „rażące...