Piotr Wielgucki „Matka Kurka”

Trudno znaleźć cokolwiek poważnego w prezydenckim projekcie referendum, czego nie należy mylić z referendum konstytucyjnym, dlatego pozostaje mi tylko jedno. Poważnie się zastanawiam, po co to komu? Polakom nie przyda się do niczego, chyba że ktoś wyniesie z lokalu kartkę i podłoży sobie pod nogę kiwającego się stołu. Prezydent też ma problem ze wskazaniem jednego konkretnego argumentu, przemawiającego za wyrzuceniem 150–200 milionów złotych w błoto. Proszę wybaczyć, ale hasła „uruchamiamy debatę o konstytucji” nie kupuję, w każdym razie nie za takie absurdalne pieniądze. Ze wstępnych ocen i deklaracji wynika jasno, że więcej podmiotów chce to referendum zbojkotować lub co najmniej zniechęca swoich wyborców, niż ma zamiar je wspierać. Średnio rozgarnięta opozycja mówi wprost, że nie...
Zabawne są te wszystkie uwagi, niczym przedszkolna gra w pomidora, które kierują pod swoim adresem politycy. Pamiętaj, kolego z partii konkurencyjnej, że pycha kroczy przed upadkiem! Nie, to ty pamiętaj, kolego z partii wrogiej, że pycha kroczy przed upadkiem! Mniej więcej w tym stylu skomentowano „seksaferę” z udziałem posła Stanisława Pięty i „modelki”, która ma kolekcję zdjęć z prawie całą wierchuszką PiS. W porządku, róbcie tak dalej, chciałoby się powiedzieć, o ile komuś nie sprawia różnicy, kto w Polsce rządzi i pilnuje interesów. Mnie zależy, dlatego powiem głośno, że to beztroska kroczy przed upadkiem. PO przez osiem lat kradła miliardy, a w tle pojawiały się nawet krwawe zbrodnie, dość przywołać „samobójstwo” Jolanty Brzeskiej. No i co? Nic, najmniejszego wrażenia nie zrobiło...
Z wykształcenia jestem socjologiem, ale socjologii nie uważam za naukę. Na pierwszym roku studiów odważny profesor wyjaśnił nam, że największą tajemnicą socjologów jest definicja socjologii. Krótko mówiąc, nikt naprawdę nie wie, kiedy ta paranauka stała się regularną dyscypliną naukową, na co zdecydowanie nie zasługuje. Zgadzam się z profesorską ironią w całej rozciągłości, ale obojętnie czym jest socjologia, przyjęło się, że eksperyment socjologiczny naprawdę istnieje i czasami przybiera formę socjotechniki. Poeksperymentowałem sobie trochę i zadałem publiczne pytanie, co to jest ten cały Booker przyznany Oldze Tokarczuk? Reakcje były do bólu przewidywalne i aby je zrozumieć, trzeba dołożyć odrobinę psychologii. Ludzie robią sobie różne żarty i tak zwane wkręcania, a za szkolnego „...
Szantaż emocjonalny to jedna z najpodlejszych broni biologicznych, jaką wynalazł człowiek. Obrona przed tym jest bardzo trudna, wymaga przełamania odruchu wymiotnego, zatkania nosa, oczu i w końcu użycia ostrych środków perswazji. Z szantażem emocjonalnym stykamy się od dziecka, gdy rozwydrzone pociechy tupią nóżkami przed „zabawkowym”. Potem przychodzi etap dorastania i groteskowe: „Jak mnie kochasz, to mi to udowodnij”, a dowodem ma być oczywiście seks. Jednak prawdziwa tragedia zaczyna się wówczas, gdy szantaż odwołuje się do rozmaitych tabu. Łatwo szantażuje się próbą samobójczą, ale też pewnym zgonem. Obojętnie jaki bydlak dokona żywota, natychmiast należy zapomnieć o wszystkich popełnionych zbrodniach, bo o zmarłym „tylko dobrze”. Doskonale szantażuje się starością i świętymi...
Coraz trudniej w polskim ciemnogrodzie zbudować coś naprawdę światowego lub chociaż europejskiego w pięknych, tęczowych kolorach. Trup niegdysiejszej nowoczesności, pod kierownictwem degenerata z Biłgoraja, dawno się rozłożył, a najnowsze wcielenie nowoczesności właśnie się przeobraża w zombie, bo wiadomo, że „chodzący trup” to zbyt polskie określenie. Z partii Nowoczesna odchodzą członkinie, dwie znane Joanny. Znane głównie z tego, co nie ma najmniejszego związku z poważną polityką. Joanna Schmidt razem z Ryszardem Petru zasłynęła lotem na Maderę, który miał być służbowy, ale dziś wiemy, że tam iskrzyło. Z romantycznej podróży lidera Nowoczesnej pierwszą relację zdała obecna szefowa trupa, Katarzyna Lubnauer, i zupełnie jej to nie wyszło. Za to w zemście wyszło jej wysadzenie Ryszarda...
Na mieście mówią, że leci, płynie i jedzie do Polski pół amerykańskiej armii i jak to z miastowymi rozmowami bywa, trzeba te wszystkie informacje podzielić przez sto i tak też czynię. Zobaczymy, kto, czym i za co przyjedzie, tymczasem nasi sojusznicy prowadzą wobec nas politykę kija i marchewki, i to w stylu dość dobrze Polakom znanym. Wiadomo, czym jest dla Polaków Katyń, to symbol martyrologii i eksterminacji polskiej inteligencji, ale też zdrady. Sowieci wbili nam bagnet w plecy, internowali ponad 30 tysięcy polskich oficerów, których przetrzymywali w barakach i ostateczne zamordowali strzałem w tył głowy. Przez wiele lat pamięć o Katyniu z jednej strony była zacierana i cenzurowana, z drugiej ZSRS do końca rozsiewał propagandę, że to zbrodnia niemiecka. Po upadku PRL-u zbrodnia na...
Na zaproszenie posłanki Scheuring-Wielgus w Sejmie pojawiły się matki z pełnoletnimi niepełnosprawnymi dziećmi. Komu znajomość życia nie jest obca, ten wie doskonale, że taki zabieg na starcie naszpikowany jest fałszywym ładunkiem emocjonalnym uniemożliwiającym racjonalną rozmowę. Z drugiej strony, znajomość życia podpowiada i to, że podobne sytuacje w polityce nie są czymś nadzwyczajnym. Każda partia wykorzystuje problemy społeczne i w zależności od tego, w jakiej występuje roli, władzy lub opozycji, rozgrywa protesty pod swoje potrzeby. Istnieją jednak granice działań politycznych, za którymi cynizm zamienia się w podłość albo komedię. W przypadku posłanki Scheuring-Wielgus i całej opozycji mamy do czynienia z jednym i drugim. Politycy, celebryci i wyborcy, którzy popierali „czarne...
W przeddzień odsłonięcia pomnika smoleńskiego odbyła się inna „uroczystość”. Na Krakowskim Przedmieściu pojawiła się barbaria Obywatele RP, żeby odegrać kolejny spektakl pogardy. Obywatelska tłuszcza skupiła się wokół „pomnika” wyrzeźbionego w brzozie i przedstawiającego śp. Lecha Kaczyńskiego. Prymitywna prowokacja szybko nabrała wymiaru „sztuki”, takiej samej jak krzyż zbudowany z puszek po piwie znanej marki z Lechem w nazwie. Będę szczery i być może kogoś zniesmaczę, ale mnie wyczyny dziczy w najmniejszym stopniu nie oburzyły, nie zirytowały, tylko znudziły. Jest to symboliczne podsumowanie tego, co margines społeczny, uznający siebie za obrońców demokracji, robił po katastrofie i czym się zajmuje do dziś. Żadnej niespodzianki, wszystko jest tak oczywiste, że aż nudne, i z tej...
Tłum jest bezlitosny i bezrefleksyjny. Przekonał się o tym niejeden człowiek, a nawet Syn Boży, przecież to tłum krzyczał do Piłata: „Uwolnij Barabasza”. Do tego stopnia można ogłupić ludzi, że będą czuć więcej sympatii i szacunku do bandziora niż do człowieka wybitnego i szlachetnego. Podałem skrajny przykład z dziedziny „psychologia tłumu” i jestem gotów założyć się o sporą sumkę, że zaraz część tłumu będzie krzyczeć w moją stronę: „Idiota, który porównuje Suskiego do Chrystusa’. Nie, nikogo nie porównuję do Chrystusa, natomiast uwydatniam sam mechanizm wywyższania i poniżenia człowieka przez tłum. Cóż niby tak bardzo śmieszy w kandydaturze Marka Suskiego na Prezydenta RP? Perukarstwo, jowialny wygląd, charakterystyczne poczucie humoru? Wyłącznie to. W każdym razie nigdy nie...
Prawie miesiąc temu, pierwszy nazwałem Michała Bilewicza żydowskim rasistą i od tej pory zauważyłem liczne grono naśladowców. Bardzo się z tego powodu cieszę, ponieważ w mojej ocenie działań najnowszej gwiazdy lewackiej propagandy nie ma cienia prowokacji, jest wyłącznie precyzyjne podsumowanie. Żydzi, w tym ideolodzy marksizmu, wpajali przez wieki „nie-Żydom”, że wszelkie ułomności i przypadłości dotyczą przedstawicieli narodów „poślednich”. Żydzi zawsze i wszędzie czy to w ortodoksyjnej, czy marksistowskiej wykładni występowali w roli ofiar. Nikt nigdy nie słyszał o żydowskim rasiście, chociaż prawie każdy słyszał o narodzie wybranym. Taka jest siła fanatyzmu, który potrafi ludziom wpoić najbardziej absurdalne postrzeganie rzeczywistości. Tymczasem rasizm jest zjawiskiem uniwersalnym...
Jednym z najczęściej powtarzających się pytań jest: „Kiedy w Polsce będzie normalnie?”. Jedna z najczęściej powtarzających się odpowiedzi to: „Jak złodzieje z PO pójdą siedzieć”. Podpisuję się pod odpowiedzią, ale pozwolę sobie na rozszerzenie. W Polsce będzie normalnie, gdy PAP poda, że były premier Polski Tusk jest w areszcie, gdzie został przesłuchany w kilku sprawach, ze szczególnym uwzględnieniem defraudacji i sprzeniewierzenia się narodowym interesom. Za PAP informację podadzą polskie media, które stwierdzą, że chodzi o miliardowe złodziejstwo i przekazanie obcym mocarstwom pełnej kontroli nad Polską, i nikt nie będzie mówił o spiskach czy oszołomach. Przedstawicielom polskich instytucji, w tym sądom, nie przyjdzie do głowy palenie świeczek. Polscy eksperci i autorytety nie będą...
Nie widzę, nie słyszę, nie czuję – tyle o polityce zagranicznej w wykonaniu PiS mogę powiedzieć. W polityce krajowej PiS uczynił pośmiewisko z opozycji i wprowadził reformy cieszące się większościowym poparciem społecznym. Na krajowym podwórku partia rządząca nie ma konkurencji, czego nie należy mylić z „nie mamy z kim przegrać”. W skali szkolnych ocen wystawiłbym PiS 5 z minusem, 5 za całokształt, minus za komunikację. Niestety, w polityce zagranicznej ocena 2 z plusem wynika włącznie z moich obaw, że zostanę posądzony o defetyzm. PiS na arenie międzynarodowej jest Nowoczesną, ale też trudno się dziwić, skoro w tak trudnym geopolitycznym czasie ministrem spraw zagranicznych zostaje człowiek z łapanki. Jak stwierdził Jarosław Kaczyński, Czaputowicz to eksperyment, i pojąć nie mogę,...
Powoływanie się w prawicowym tygodniku na Gombrowicza można uznać za herezję i przejaw brawury. Nic nie poradzę, Gombrowicza czytałem w LO i do dziś mam sentyment. Jako dojrzały człowiek nie podniecam się już nadzwyczajną formą, która teraz trąca efekciarstwem, i jeszcze mniej mnie przekonuje treść, typowa dla współczesnych ideologów „liberalnej demokracji”. Niemniej Gombrowiczowską pupę i gębę oraz legendarne: „jak nie zachwyca, jak zachwyca” szanuję. Przypomniałem sobie „Ferdydurke”, gdy w medialnych plotkach USA zagroziły Polsce „sankcjami”. Ponoć najwyżsi przedstawiciele państwa polskiego z powodu przyjęcia ustawy o IPN otrzymali zakaz wstępu do Białego Domu. Druga plotka głosiła, że prezydent Andrzej Duda nie odebrał telefonu od sekretarza Tillersona, uznając, że nie ma w tym...
Spodziewam się jasnych gromów z wielkiego prawicowego nieba, ale i tak napiszę, że nie widziałem nic bulwersującego w „sztuce”, która trafiła do ramówki TVN. Główny powód jest taki, że wytrzymałem 5 minut w „Fabryce patriotów”. Po drugie, całe to nowoczesne dzieło rozbawiło mnie do łez, i to nie jest zabieg retoryczny, ale reakcja fizjologiczna. Jak się nie ubawić, gdy się widzi na scenie i na widowni dziennikarzy TVN, jedni odgrywają codzienność stacji na Wiertniczej, drudzy pieją z zachwytu przy kotlecie. W prawdziwej sztuce lepienie postaci z nawozu nazywamy personifikacją, ale Czytelnik może wyłapać rozbieżność w mojej ocenie. Skoro było takie śmieszne, to dlaczego wytrzymałem zaledwie 5 minut? Wbrew pozorom rzecz jest prosta, ubawił mnie sam pomysł przedstawienia serwisów...
Należałem do tych autorów, którzy o żydowskim kodzie kulturowym pisali wtedy, gdy się za to wylatywało z prawie każdego środowiska, prawicowego również. Dziś na szczęście się nie wylatuje i nawet w głównych mediach można usłyszeć podobne „herezje”. W felietonie na 1700 znaków nie ma miejsca na fragment wierzchołka tej góry, dlatego zainteresowanych odsyłam do powieści „Berek”, cudem wydanej w 2013 r. Największym możliwym skrótem mogę powiedzieć tyle, że mit założycielski narodu żydowskiego i w szczególności doktryna państwa Izrael nie przewiduje przyjaciół wśród innych narodów, ale od zawsze wrogów. Każdy, kto choć trochę zna religię i historię Żydów, musi tę oczywistość potwierdzić. Żydzi etniczni od wieków podtrzymują mit o śmiertelnym niebezpieczeństwie i to jest pacierz, który...
Naraziłbym się na śmieszność, gdybym po raz setny pisał o podwójnych standardach „liberalnej” demokracji, co jest przypisane do tego ustroju, jak przewodnia siła PZPR do demokracji ludowej. Ślepy zobaczy i głuchy usłyszy, że casus Ryszarda Czarneckiego to modelowe zastosowanie różnej miary do różnych osób. Zadałem sobie trud i sprawdziłem, co faktycznie powiedział Czarnecki o Woźniakowskiej, i dokładnie brzmiało to tak: „Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein”. Kto umie czytać i myśleć, ten nie ma wątpliwości, że nie ma tu określenia Woźniakowskiej mianem szmalcownika, co się przypisuje byłemu wiceprzewodniczącemu PE. Czarnecki stwierdził jedynie, że w czasie II wojny światowej mieliśmy jeden margines społeczny, a dziś mamy inny,...
W programie TVN24 „Tak jest” pojawił się gość niezwykły, pisarka, reporterka, dziennikarka Anna Bikont. Pani Bikont prócz wymienionych talentów jest również absolwentką biologii i psychologii, co jest dość istotne w kontekście całej historii. Pomimo treningu nie jestem w stanie obejrzeć programu Morozowskiego w całości, dlatego podglądam po kawałku i tak się „szczęśliwie” złożyło, że trafiłem na osobliwy fragment. Rozmowa zeszła na polski antysemityzm, co w zestawieniu dzinnikarz TVN24 i dziennikarka „GW” jest obowiązkowym punktem programu. Morozowski zapytał, skąd w ogóle ten pomysł, że Polacy są współodpowiedzialni za Holocaust, i tutaj padła przełomowa odpowiedź dziennikarki i biolog Bikont. Wypaliła mniej więcej coś takiego: Polacy byli potrzebni, przecież Niemcy nie mieli...
Do wszystkich informacji podawanych przez liberalne i lewicowe media należy podchodzić z higienicznym dystansem, ale od każdej reguły istnieją wyjątki. Współpracownik Tomasza Lisa, który słynie z pisania bredni, tym razem chyba napisał prawdę, bo nie miał interesu, żeby kłamać. Niejaki Krzymowski doniósł, że członkowie PO przeszli szkolenia i nic w tym nie byłoby dziwnego, gdyby nie temat: „Jak radzić sobie z wizytami CBA”. Internet z jednej strony zaryczał ze śmiechu, z drugiej padły poważne głosy oburzenia. Nie będę udawał hipokryty. Chociaż sprawa wcale śmieszna nie jest, to należałem do tych, którzy ryczeli. Na usprawiedliwienie dodam, że gdy się pozbierałem, przyszło poważne oburzenie. Oburzający jest sam temat szkolenia i uczestniczący w nich posłowie RP, ale jedna rzecz uszła...
Dzieckiem będąc, łba nie urwałem hydrze, może dlatego, że byłem naiwnym chłopcem. Bardzo długo, aż do osiągnięcia pełnoletności, tkwiłem w przekonaniu, że taki aktor, pisarz czy znany prezenter z telewizji musi być wybitny. Wyobrażałem sobie, że pisarz, rozmawiając z żoną, posługuje się językiem literackim, metaforami, opisami przyrody, alegoriami. Tak samo widziałem aktora w domowych pieleszach, prawdziwy heros, odgrywający swoje wybitne role. Będzie to dla mnie bardzo krępujące, jednak muszę się przyznać, że żyłem z tą naiwnością do chwili, gdy pełną parą ruszył Internet. Wówczas znani aktorzy, wybitni pisarze i piękne prezenterki telewizyjne zaczęli uruchamiać swoje profile na portalach społecznościowych i zabierać głos w „sprawach”. Czar prysł w jednej sekundzie! To, co ci ludzie...
Ileż razy słyszałem tę frazę, która doprowadza do pasji jako dyżurna „riposta” na krytykę rządu lub PiS. Okrzyk bojowy podobny do tego z Czerskiej: „dzielenie Polaków”. Przy okazji dostaje się po łbie ruskim agentem, dywersantem itd. Do czego zmierzam? Piszę w dniu dymisji Antoniego Macierewicza, a felieton ukaże się za tydzień i wtedy emocje będą znacznie mniejsze, a być może nakierowane na zupełnie inny temat. Dziś czytam wiele deklaracji, że ktoś nie będzie na kogoś głosował, dla kogoś skończył się pewien etap i świat się zawalił. Widać też i armaty wycelowane w sens „całej tej dobrej zmiany”. Cóż, mógłbym małostkowo się zrewanżować tytułową „ripostą”, ale w ogóle mnie w tę stronę nie ciągnie. Racjonalna krytyka nie dzieli prawicy i nie podejrzewam nikogo o współpracę z ruską...
Spokojnie! Znam granice megalomanii i nie ma mowy, żebym się tak nisko wycenił, bo cóż to za rewelacja, że geniusz nie jest głupi. Okazało się coś zupełnie innego, a mianowicie to, że nie jestem już głupi dla redaktorów „Gazety Wyborczej”. Wiem, że tak się stało dzięki lekturze kawałka tekstu na portalu gazeta.pl. Zwyczajem wychowanych przez ten portal czytelników, zapoznałem się wyłącznie z tytułem: „Poznajcie wyborców PiS: cenią demokrację, mają udane życie, nie znoszą pouczania”. Tyle wystarczy i nawet nie wiem, kto jest autorem, tych odkrywczych tez, wiem natomiast, że to nie żart, o czym dowiedziałem się z Twittera. Produkcja genialnych recept na bałagan, który wcześniej samemu się stworzyło, to znane zjawisko, ale tu chyba wchodzimy na wyższy poziom abstrakcji. „Gazeta Wyborcza”...
Pyskowanie to moja specjalność, z profetycznymi diagnozami jest już znacznie gorzej, ale połączę te dwie bezczelne wady w jedną całość i wchodzę w zakład. Przyjmuję wszystkie warunki, stawki i każdą kartę, że za kilka miesięcy Timmermans będzie chciał się zamienić z Kijowskim na sławę i wizerunek. Doprecyzuję tylko, że chodzi o pośmiewisko, karierę „od bohatera najgłupszej na świecie opozycji do frajera”. Nie jest sztuką wskazać frajera, gdy każdy widzi, z kim mamy do czynienia, jak to się stało z trybunem ludowym Mateuszem. Sztuką jest wskazanie nagiego króla, gdy wszyscy zachwycają się nowymi szatami. Rzucam się na ten hazard u szczytu sławy Timmermansa i to podbija stawkę, ale nie świadczy o brawurze. Skąd to przekonanie, że dzisiejszy „postrach” Polski i nadzieja „nowoczesnych”...
Moim idolem jest Adam Michnik, bo nauczyłem się od Michnika wielu rzeczy. Pierwszą naukę odebrałem po latach fascynacji legendarnym dysydentem. Dziś wiem, że Michnik siedział i tak się brzydził komuną, że miliony mu uwierzyły. Potem walczył o Polskę, jaka nam się bezczelnie śniła. Kolorowa, tęczowa, nowoczesna, europejska, z pełnymi półkami niemieckich towarów i amerykańskiej Coca Coli. Michnik poświęcił życie, żeby wszyscy mogli mówić i myśleć to, co Michnik mówi i myśli, a ponieważ katalog jego myśli i mów błogosławionym jest, to któżby się pod tym systemem wartości nie podpisał? Według jedynie słusznej linii Adama Michnika znikały z Polski peerelowskie fabryki i przyzwyczajenia. Niewydajny polski przemysł przejęły wydajne kapitalistyczne korporacje. Zapyziałe polskie PGR-y do ładu i...
Sprawdziłem w popularnej encyklopedii elektronicznej i mogę odpowiedzialnie napisać, że Jan Rulewski ma 73 lata. Nie chce się wierzyć, jak ten czas szybko leci. Nie tak dawno miałem 9 lat, gdy w 1981 r. 37-letni Rulewski został pobity przez MO. Jeszcze trudniej uwierzyć, ten sam – można powiedzieć – nestor polskiej polityki nie pierwszy raz przebrał się w Senacie RP w maskę błazna. Parę miesięcy wcześniej założył strój więźnia i wparował na mównicę z aluminiowym kubkiem. W ogóle się nie ubawiłem i nie zbulwersowałem, po prostu żal było na to patrzeć. Drugi wyczyn Rulewskiego, ojca dzieciom, dziadka wnukom, to występ w greckiej masce, a właściwie chińskiej masce, w której odegrał polską tragedię. Tego nie dało się nawet oglądać. Rulewski z powodzeniem mógłby uchodzić za rodzynka w PO....
Milczenie jest złotem, ale nie wtedy, gdy się pali. Po wielu miesiącach zakończyła się (de)rekonstrukcja rządu PiS. I wbrew temu, co się usiłuje narzucić elektoratowi, ta operacja była katastrofą i ma znacznie szerszy kontekst. Obojętnie jaki geniusz przypiszemy liderowi partii i jak bardzo będziemy wierzyć w szczere intencje partii, co samo w sobie jest naiwnością, jednej rzeczy żaden elektorat nie przełknie. Narzucania partyjnych decyzji, wbrew woli elektoratu i w połączeniu z brakiem racjonalnego wyjaśnienia decyzji – to zawsze i wszędzie musi się skończyć źle. Ważne jest, kto zostanie premierem, ale jeszcze ważniejszy od samej zmiany jest sposób jej przeprowadzenia. Niczym nieuzasadnione upokorzenie Beaty Szydło jest faktem. Żałosne laudacje dla Morawieckiego w TVP, w najgorszym...
Nigdy nie byłem zwolennikiem budowania tragikomicznych hagiografii „naszych” i „waszych” z PRL-u. Dlatego też historia o dzielnym prokuratorze Stanisławie Piotrowiczu, który z narażeniem życia ratował opozycjonistów, trochę mnie mierzi, trochę śmieszy. Nie kupuję tej bajeczki, chociaż przyjmuję do wiadomości, że Piotrowicz jak na prokuratora stanu wojennego zachował się w miarę przyzwoicie. Niemniej uczciwość intelektualna i moralna nie pozwalają tego fragmentu życiorysu posła Piotrowicza zaliczyć do udanych. Każdy, kto chce być uczciwy wobec siebie i innych, musi się umieć zmierzyć ze swoimi słabościami. Piszę te słowa z pozycji człowieka, który z głupoty i niewiedzy przez co najmniej pięć lat powielał wszystkie brednie propagandowe za Michnikiem i TVN. Swoich durnych tekstów nigdy z...
Pamiętam takie czasy, gdy nawet zatwardziali „kaczyści” widzieli w Pawle Kukizie fantastycznego koalicjanta dla PiS i chcieli zabijać każdego, kto krzyczał, że król jest nagi. Dokładnie w tamtym czasie popełniłem tekst, który stał się kultową skarbnicą wiedzy na temat towarzystwa, jakie Kukiza wywindowało i jakie on sam za sobą pociągnął. Tekst Bogu dzięki stracił na aktualności, co więcej, śmiem twierdzić, że zmienił – i to w sposób zasadniczy – listy wyborcze obecnego klubu Kukiz’15. Lubińskie i wrocławskie kliki samorządowe powiązane ze Schetyną Kukiz zastąpił „narodowcami” i paroma postaciami znanymi z oryginalnych poglądów: Kornel Morawiecki, Marek Jakubiak czy Liroy. Warto też przypomnieć, że Kukiz po ujawnieniu powiązań z PO i całej grupy osobliwości, nie wyłączając byłych...
Przyznaję, że się starzeję albo tracę polityczną czujność. W życiu bym nie powiedział, że wróci stara, zdarta do imentu, propagandowa płyta z przebojem o „polskim nazizmie i faszyzmie”. Byłem przekonany, że to paliwo się zużyło do ostatniej kropli, aż tu nagle ktoś znów podjechał świeżą cysterną i wszystkiego nie da się wyjaśnić Marszem Niepodległości. Pretekst rzeczywiście był, jeśli nie przy okazji masowej demonstracji patriotycznej, to kiedy odpalić „polski nazizm”, ale ta skala i zbiegi okoliczności nie dają spokoju. Nawet z lewej strony dziennikarz Polsatu zauważył, że rok temu było znacznie bardziej ciekawie, dużo więcej powakacyjnych banerów i okrzyków, a jednak wielkiej międzynarodowej afery się nie doczekaliśmy. Ki diabeł? Jeśli nie wiadomo, o kogo chodzi, to wiadomo, że...
Człowiek ma swoją granicę wytrzymałości i zawsze reaguje po jej przekroczeniu. Mnie na przyzbie dobrze się siedzi i do salonów nie aplikuję, ale widzę, że co jakiś czas w świecie lepszego towarzycha pojawia się kretyńska moda. Skłamałbym, gdybym napisał, że nie śledzę „Pudelków” i „Kozaczków”, przeciwnie – zaglądam tam często, z jednego powodu. Otóż pierwsze sygnały, że za chwilę pójdzie większa afera, nie raz i nie dwa razy posyłał „Kozacki pudelek”. Dla przykładu mogę przywołać aferę z Kamilem, który pracował w TVN, i to właśnie w takich „gazetkach” rodzą się mody na cudaczne zachowania. Swego czasu celebryci wylewali sobie na łeb wodę z kostkami lodu. Większość nie miała pojęcia, o co chodzi, ale twardo goniła trend. Obecnie jesteśmy na etapie molestowania seksualnego i ta moda...
Współczuję wszystkim Bogu ducha winnym i dumnym posiadaczom imienia Adrian. Jednocześnie nie chcę się wpisywać w stygmatyzowanie dorosłych ludzi, którzy niczego niedojrzałego nie zrobili, a czują się zażenowani, bo: „Skojarzenia to przekleństwo, więc możemy dziś dać głowę, jakiekolwiek podobieństwo było czysto przypadkowe”. Dla mnie i dla wielu Polaków kwestia, czy Andrzej, czy Adrian, została ostatecznie rozstrzygnięta i wygrał Robert Górski. Niemniej w jednym się znany satyryk pomylił, portretując postać Andrzeja Dudy. Adrian to imię dorosłego mężczyzny, natomiast Andrzej, który został Adrianem, co najmniej od kilku miesięcy zachowuje się jak Adrianek. Najpierw nie podpisał „niekonstytucyjnych” ustaw, potem przedstawił ustawę, którą sam uznał za niekonstytucyjną. Cztery spotkania z...
Uprzedzam uczciwie, że tekst może być toporny i podszyty tanią propagandą, bo rzadko mi się zdarza pisać pochwały. Minęły dwa lata rządów PiS i z perspektywy wyborcy mogę powiedzieć, że jestem w szoku. Nie postawiłbym 5 groszy na to, że Polska po dobrej zmianie będzie w tak doskonałej kondycji gospodarczej i moralnej. Obawiałem się naturalnego zużycia władzy i wyrównania notowań z opozycją, zakładałem, że część obietnic wyborczych z natury rzeczy będzie pustką. Stało się inaczej – opozycja jest na dnie, obietnice wyborcze w zasadniczych punktach wykonane, pozostałe się robią i mam nadzieję, że na poważnie, przede wszystkim chodzi o sądownictwo. Potknięcia były, ale wszystko sprowadza się do kolizji samochodowych, kiepskiego PR i nieszczęsnego Misiewicza. Za kompletną porażkę można...
Przywoływanie Orwellowskich klimatów to tak zgrana figura retoryczna, że chyba tylko argumentum ad Hitlerum z nią wygrywa. Nic na to nie poradzę, nie zawsze można być oryginalnym, dlatego będę banalny. Media słusznego nurtu rzuciły się, między innymi, na mnie z „hejtowaniem”, czyli ujawnianiem prawdy o ambicjach i aspiracjach młodych lekarzy rezydentów zapisanych na Facebooku. Nienawiść to miłość, wojna jest pokojem, prawda to kłamstwo – jak pisał Orwell. Niech będzie, ale jeśli rezydentka w swoim pamiętniku marzy o ściąganiu fury z USA za 120 tys. złotych, a przed kamerą marnym aktorstwem mdleje w obronie pacjenta, to jak nie hejtować? Nie zamierzam poważnie odnosić się do retoryki i relatywizmu libertynów i w tym celu wyprodukowałem krótki skecz, z góry przepraszam, że nie bardzo...
Zazdroszczę Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwości, z jaką jego słowa przechodzą do języka użytkowego. Pewne sformułowania pozostaną na zawsze w mowie potocznej, inne już się stały związkami frazeologicznymi. Nie ma jednak nic za darmo, ta lekkość jest wynikiem poszukiwania dziury w całym i polowania na Kaczyńskiego. W myśl zasady: jak nie kijem to pałką, każde zdanie Prezesa PiS poddawane jest monotonnej egzegezie. Zaczyna się zawsze od tego samego – podzielił Polaków. Nieważne, co powiedział, pewne jest, że podzielił Polaków na gorszy i lepszy sort, na prawdziwych i nieprawdziwych i tak dalej. W oparach paranoi przygotowano setki nagonek z tak wypaczonym obrazem Kaczyńskiego i jego słów, że z pewnością Kaczyński nie rozpoznawał w nich ani siebie, ani własnych wypowiedzi. Przez długi czas...
Poczekajcie na ustawy, nie oceniajcie w ciemno! Podobne apele grzmiały przez dwa miesiące, gdy najpierw mecenas Królikowski, a potem nie wiadomo kto pracował nad prezydenckimi ustawami. Nudziły mnie te okrzyki, bo dla każdego doświadczanego i rozgarniętego obserwatora polskiej polityki było jasne, że zobaczymy zupełnie inne ustawy niż te ministra Ziobro. Do oczywistych wniosków można było dojść po odpowiedzi na jeszcze prostsze pytanie. Po co wetować, jeśli się nie chce wywrócić projektu? Nic się nie zmieniło po dwóch miesiącach. Nie! Przepraszam bardzo, zmieniło się. Wiadomo, że jak się pisze recepty dla wszystkich, to nikt nie będzie zadowolony. Chyba nawet sam Andrzej Duda nie ukrywał, że zaskakujący manewr z wetami miał zerwać metkę „Adriana” i jednocześnie pokazać, że obóz...
Za tydzień z faktu, że Małgorzata Gersdorf została upokorzona i wręcz zgnojona za udział w zaprzysiężeniu sędziego TK w Pałacu Prezydenckim, raczej nikt się nie będzie śmiał. Jednym z powodów będzie to, że 26 września poznamy treść ustaw sądowniczych, przynajmniej tak obiecał Prezydent. Dlatego chciałbym zadać pytanie, z czego tak naprawdę się śmiejemy? Komunikat rzecznika SN głosił, że prezes Gersdorf przyszła do Pałacu Prezydenckiego, ponieważ decyzję podjęła bezrefleksyjnie, była zmęczona i nie wzięła pod uwagę specyficznych uwarunkowań. Rzecznik dopytywany o tę realnie socjalistyczną samokrytykę, którą składali członkowie PZPR, z rozbrajającą szczerością oświadczył, że nic mądrzejszego SN nie był w stanie wymyślić. Czy to jest śmieszne? Jasne, nie będę udawał oryginała, w pierwszym...
Już dwa lata niegdysiejsze święte krowy ledwo zipią przy opozycyjnym żłobie, który gabarytami i zawartością nie przypomina wypasu, jaki mieli u władzy. Kiepsko się im wiedzie, zaliczają porażkę za porażką i nie potrafią wyjść z traumy. Za jedyne pocieszenie robiło 27:1, czym opozycja tak się zachłysnęła, że natychmiast chciała załatwić kilka spraw naraz. Przypomnę, że to właśnie po wyborze Tuska na II kadencję przewodniczącego Rady Europy pojawiły się wielkie projekty polityczne opozycji. Najpierw w sondażach PO wyprzedziła PiS, potem Tusk miał „zaorać” Andrzeja Dudę w II turze wyborów prezydenckich. Teraz można się głośno z tych planów pośmiać, ale wówczas liczni komentatorzy, nawet po prawej stronie, histeryzowali, że Kaczyński stracił instynkt i poszedł na bezsensowną wojnę....
Czuję się wyjątkowo obiektywnym komentatorem, ponieważ od samego początku jestem konsekwentnym krytykiem tzw. apelu smoleńskiego. Argumenty przytaczałem wielokrotnie i na te same okoliczności zwracało uwagę wielu ludzi głęboko zaangażowanych w sprawę smoleńską, w tym Marta Kaczyńska. Dlatego teraz z czystym sumieniem i bez żadnego obciążenia mogę napisać, że za skandal na Westerplatte w całości odpowiada człowiek, który obecnie ma postawione zarzuty karne, i jest nim Paweł Adamowicz, pseudonim „Budyń”. Jeśli się wie, kim jest i co sobą reprezentuje Adamowicz, prymitywizm prowokacji przygotowanej w dniu 1 września w najmniejszym stopniu nie może szokować. Poważne państwo zachowuje się poważnie i uroczystości z najwyższej półki muszą mieć taką samą oprawę. Oczywiście obecność harcerza na...
Wiele dialogów i scenek przeszło do codziennego użytku wprost z kultowej komedii „Miś”. Każdy ma swój ulubiony fragment, ale jest też cała historyjka, którą da się wyodrębnić. Chodzi o słynne dylematy milicjanta łapiącego kierowców na sztucznie zabudowanym terenie. Co scena to wpadka, najpierw przewraca się tekturowy dom, potem „matka siedzi z tyłu”, a na końcu dziećmi wybiegającymi z „przedszkola w przyszłości” zostaje poczęstowany ksiądz. Finał akcji jest taki, że z centrali przychodzi dyrektywa, aby przed opowiadaniem bajek o terenie zabudowanym w szczerym polu sprawdzić, czy odbiorcą nie jest ksiądz. Historia z „Misia” jako żywo przypomina brednie sprzedawane ludzkości przez ideologów lewicowych, którzy stają na głowie, aby zakląć rzeczywistość. Nie było takiego idiotyzmu, którym...
Fanatyczni krytycy Jarosława Kaczyńskiego popadają w rozbudowany syndrom sztokholmski. Nienawiść do Kaczyńskiego jest w nich szczera i niekontrolowana, ale jednocześnie są nieszczęśliwie zakochani i nie potrafią bez Niego żyć. Nienawidzą i tęsknią, a w swoich uczuciach są tak drobiazgowi, że śledzą każdy Jego ruch. Niejedna agencja reklamowa modli się dzień i noc, żeby zrobić przy użyciu tak skromnych środków choć jedną tak genialną kampanię, jakich Jarosław Kaczyński zrobił dziesiątki. Wystarczyło, że Prezes PiS poszedł do innego sklepu niż znana sieć dyskontów z kropkowanym żukiem na szyldzie i natychmiast wzrosły obroty sieci. Kwiaciarki do dziś liczą zyski ze sprzedaży białych róż, które do czasu słynnej wypowiedzi Jarosława więdły samotnie i przynosiły straty. Jednym zdaniem...
Ostatni miesiąc w polskiej polityce do Dobrej Zmiany nie należy. Po wetach prezydenckich ujawnia się coraz więcej konfliktów w obozie władzy i środowiskach związanych z PiS. Spór pomiędzy Prezydentem i ministrem Zbigniewem Ziobro nie ustał, a co więcej, doszedł nowy otwarty pojedynek – tym razem z ministrem Macierewiczem. W TVP zaczęła się jatka na całego i dzieje się to kosztem i tak marnej jakości, którą przyniósł Jacek Kurski. Ciągle się upieram, że tandetnym antyTVN-enem porządnych mediów narodowych zbudować się nie da. Do tego wszystkiego dochodzą przepychanki w Pałacu Prezydenckim, gdzie pierwsze skrzypce zaczął grać Krzysztof Łapiński, któremu złośliwi internauci nadali przydomek „Czerepach”. W panikę nie wpadam, ale powodów do optymizmu też nie widzę. Jedno jest dla mnie poza...
Mógłbym napisać pracę doktorską z zachowań „Jurka”. Byłaby to jednak wyjątkowo nudna monografia, bo cały „warsztat” Owsiaka sprowadza się do metod wypracowanych przez jego ojca i kolegów z resortu. Prowokacja! Popisowym numerem Owsiaka jest poniżenie oponenta chamskimi, wulgarnymi wyzwiskami, na przykład: „pier…l się”, „będziesz miał w d…”, „sk…syn z PiS”, „pierd…, a nie powiem jaki poseł Pięta”. Po takiej serii zaczyna się drugi etap, w którym Owsiak walczy o… miłość, tolerancję i „niemanie focha”. Tak i nie inaczej, on chamstwu przeciwstawia się chamstwem, i to bez wężyka, bo on jest Owsiak. Trzeci etap to zamiana miejsc pomiędzy ofiarą i agresorem. Nie muszę tłumaczyć, gdzie znajduje się guru filantropii. Czwarty etap przeobraża się w „pojednanie”. Zmieszany z błotem dostaje ofertę...
Obok Jarosława Kuźniara Tomasz Lis jest królem, któremu z korony wyrasta szczypiorek. Do klasyki internetowego dowcipu przeszedł „tłit”, w którym Lis zarzucił prawicowym portalom propagowanie stron porno. Tomek nie wiedział, że tzw. reklamy kontekstowe odwołują się do gustów i preferencji użytkownika Internetu, a nie właściciela strony. Mówiąc wprost – Lis biegał po stronach z nagimi paniami i dlatego skrypty podpowiadały mu kolejne oferty. Z tej wpadki Lis nie otrzepie się już nigdy. Będą za nim chodzić reklamy porno jak Walmart za Kuźniarem czy Madera za Petru, i to nie koniec nieszczęść Tomka (oni tam wszyscy są Tomki, Kuby, Radki). Mamy połowę roku, a Lis przegrał prawomocnie już trzeci proces – wszystkie o naruszenie dóbr osobistych i w każdym tekście będącym przedmiotem...
Zewsząd płyną setki teorii, przypuszczeń i hipotez, ale jedno jest pewne. Po dwóch wetach Andrzeja Dudy nic już nie będzie takie samo i nawet jeśli uda się skleić rozbity dzban, to za każdym razem zobaczymy rysy na porcelanie i wykrzywimy twarz. Polska polityka ma taką dynamikę, że publicyści i felietoniści są narażeni na większą śmieszność niż sami politycy. Tydzień temu pisałem o Adrianie Tusku, a złośliwy los w tym samym czasie podstawił długopis i ręką Andrzeja Dudy zaczął kreślić podpis pod wetem ustaw. Cóż mam napisać dziś, żeby się nie zbłaźnić? Adrianów dwóch? Nie wiem, naprawdę nie wiem, decyzja prezydenta jest dla mnie pełnym zaskoczeniem i w ogóle mnie nie pociesza, że w milionie zaskoczonych jest też Jarosław Kaczyński. Jakiekolwiek próby racjonalizacji tej decyzji kończą...
Rzadko się zdarza, żeby słowa oczywiste i przez to banalne jednocześnie otwierały oczy i trafiały w ukryte sedno. Takiego cudu dokonał Antoni Macierewicz w rozmowie z Michałem Rachoniem. Macierewicz określił Lecha „Bolesława” Wałęsę mianem „jednego z najgroźniejszych agentów bezpieki”. Na pierwszy rzut oka nic odkrywczego, ale w zderzeniu z codziennym bełkotem „salonów” słowa te brzmią jak odtrutka. Dokładnie tak i nie inaczej! Nie żaden „skomplikowany życiorys”, nie żadna „niejednoznaczna postać” i nie żadna „legenda, która rozmieniła się na drobne”. Jeden z najgroźniejszych agentów bezpieki, od początku do końca świadomy swoich ciężkich grzechów, zachłanny na brudne pieniądze, sławę i poklask. Człowiek, który dla popularności i pieniędzy sprzedawał kolegów, a razem z esbekami co...
Mamy za sobą przesłuchanie Marcina P., byłem przekonany, że skorzysta z prawa do odmowy składania zeznań, ale się pomyliłem. Nie chcę się tłumaczyć, jednak dla porządku napiszę, że otrzymałem fałszywe dane. Od lewa do prawa płynęły informacje, że Marcin P. jest prostaczkiem, który nie mógł wymyślić takiego „biznesu” jak Amber Gold. W tej recenzji zawiera się ewidentne kłamstwo i jedno duże prawdopodobieństwo. Przed komisją sejmową rzekomy drobny oszust wypadł niczym profesor. Był pewny siebie, na większość pytań odpowiadał tak, jakby znał je wcześniej. Po przesłuchaniu Michała Tuska, któremu miał pomóc, a w rzeczywistości zaszkodził Roman Giertych, Marcin P. wydaje się Cyceronem i Arystotelesem w jednym ciele. Naturalnie nie wynika z tego nic ponadto, że opinie o przeciętnym cwaniaczku...

Pages