Marcin Wolski

Marcin Wolski
Zasługi Macieja dla tego segmentu literatury popularnej są nie do przecenienia. Można zaryzykować stwierdzenie, że Parowski nie tylko tę fantastykę opisał, ale poniekąd stworzył. Jako redaktor działu polskiej prozy w „Fantastyce”, jako jej ponaddziesięcioletni naczelny czy wreszcie szef kwartalnika „Czas Fantastyki” był niestrudzonym kreatorem, inspiratorem, selekcjonerem, matką i ojcem dla młodych autorów, których zachęcał, kształtował, poprawiał, niekiedy – odnoszę wrażenie – nawet pisał za nich, wreszcie kategoryzował, zaliczał do kolejnych nurtów, generacji. Co smutne, rzadko spotykała go za to wdzięczność. „Małpy” są w istocie wyborem tekstów wcześniej publikowanych w prasie, znajdziemy tam szkice krytyczne, rozmowy, które Parowski przeprowadził, i takie, podczas których to...
Marcin Wolski
Oczywiście byli w tym roku też autentyczni ludzie godni podziwu, jak (uwaga podliz) Tomek Sakiewicz czy Antoni Macierewicz, ale prędzej pismo „Wprost” zmieni nazwę na „Zygzaki”, niż takie kandydatury zostaną wzięte pod uwagę. Wracając do Tuska. – Jest pan premier z pewnością prymusem w szkole uników zarówno w konkurencji indywidualnej, jak i zespołowej (połączone siły bratnich pism i telewizji). Nie ma wpadki, z której nie dałby się wygrzebać, porażki, której nie przysłonią inne szokujące fakty, czy kompromitacji, z jakiej nie wygramoliłby się z Tarczą (choć ją demonstracyjnie odrzucił). Jednak ma to swoją cenę. W społeczeństwie pojawiła się koncepcja, aby odpowiadać unikiem na unik. Tak więc postanowili olać spotkanie z Donaldiniem internauci, coraz mniej chętnych do...
Marcin Wolski
Znajomość epoki idzie u niego w parze z płodnością. W ciągu ostatnich lat otrzymaliśmy m.in. „Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej”, następnie „Życie prywatne elit artystycznych Drugiej Rzeczypospolitej”, potem „Afery i skandale...”, a obecnie „Wpływowe kobiety…”. Czytelnik nie powinien szukać tam jakichś szczególnie głębokich refleksji, myśli historiozoficznej, bo nie to jest ambicją autora. Może natomiast znaleźć mnóstwo ciekawych, nieraz prowokacyjnych informacji o życiu postaci mniejszych i większych, które umarły wystarczająco dawno, by nie protestować, że ktokolwiek grzebie w ich życiorysach. W tego rodzaju opracowaniach zawsze można dyskutować o doborze postaci. Dotkliwy może być brak kobiet Józefa Piłsudskiego – od żon po Kazimierę Iłłakowiczówną czy tajemniczo zmarłą...
Marcin Wolski
2000/2001 to inna zwrotnica, której sens trudno odczytać. Wraz z upadkiem dwóch wież zakwestionowano hegemonię Zachodu i faktycznie rozpoczęło się zapowiadane przez Huntingtona „zderzenie cywilizacji”. Co można powiedzieć o obecnym Drewnianym Smoku? Najwyżej to, że w grudniu 2012 r. mimo proroctw Majów końca świata na pewno nie będzie. Jednak mimo to przyszłość zapowiada się niezwykle ciekawie. I tylko szkoda, że właśnie w takim momencie zabrakło kogoś, kto stworzony był do komentowania wydarzeń światowych. Myślę o Jacku Kwiecińskim – wspaniałym dziennikarzu i człowieku zaliczającym się do szlachetnej, ale nielicznej kategorii Niezłomnych, do której sam nawet nie aspiruję. Może dlatego z jego strony dochodziło do drobnych połajanek. Ale kto od niego nie obrywał? Ziemkiewicz, Łysiak...
Marcin Wolski
Co najmniej trzy z wydanych powieści nie mieszczą się w konwencji tradycyjnego kryminału – nie ma pytania, kto zabił, ani nawet tradycyjnego śledztwa. Są to raczej interesujące zapisy czasów i zaplątanych w nich ludzi. „Miałem tylko jedno życie” to porażające studium pogłębiającego się alkoholizmu, akcja osadzona jest w latach okupacji i początków okresu Polski socjalistycznej. „Kobiety i telefon” to opowieść o konsekwencji jednej pomyłki telefonicznej, która kompletnie masakruje życie czwórki ludzi. Wreszcie „Przygoda w Warszawie”, którą można uznać za wnikliwą analizę presji i rozpracowania, jakiemu poddawany był obywatel w PRL-u, aż po wykorzystanie psychuszek, w celu łamania opornych. Co ciekawe, autor pisząc powieść, nie znał metod stosowanych powszechnie w systemie sowieckim....
Marcin Wolski
Ale reszta – stosunki międzyludzkie, godność człowieka i jego prawa? Socjalistyczny wyzysk zastąpił mobbing, nikt nie troszczy się o oświatę, kulturę, wczasy. Żeby zostać wykluczonym w tzw. Polsce ludowej, trzeba było naprawdę dobrze się postarać. PRL był paskudny, ale dawał na skromnym poziomie poczucie socjalnego bezpieczeństwa. Poza tym stwarzał może nieuzasadnione wrażenie, ale jednak, że komuś na czymś zależy. Chociaż marzenia o 10. mocarstwie opierały się na glinianych nogach, to, powiedzmy uczciwie, miały tyle samo wspólnego z rzeczywistością co „zielona wyspa”, a hasło o „moralno-politycznej jedności Polaków” było równie prawdziwe jak „królestwo miłości”. To prawda, telewizja kłamała na potęgę, tyle że robiła to tak topornie, że szkody były mniejsze niż przy obecnej...
Marcin Wolski
A przecież nie były to wyłącznie dzieła mistrzów polskich. Wśród inspiratorów gniewnego chłopca z gitarą, jakim zapamiętałem go, gdy byłem jurorem Jarmarku Piosenki w warszawskim Remoncie, gdzie debiutował, znajdziemy Vermeera, Holbeina. Michała Anioła, szczególnie ulubionego przez artystę Breughla, tajemniczego Boscha czy wstrząsającego Goyę. Pieśń pt. „Sąd nad Goyą” (1999 r.) o umierającym malarzu, od lat porażonym głuchotą, stanowi jakby zapowiedź własnego końca, śmierci na raka, który zaatakował organ dla Kaczmarskiego najważniejszy – gardło. Krążą opowieści, że wczesna operacja mogła go uratować, ale bojąc się utraty głosu, poeta odmówił. Odniesienia do malarstwa europejskiego pozwalają śpiewać artyście o człowieczej doli, jak w „Pejzażu zimowym” według Breughla: Człowiek w...
Marcin Wolski
A jednak nic to rządowi nie szkodzi – nie pada, nie przegrywa wyborów, nie traci znacząco w sondażach... Wydaje się być niezatapialny jak „Titanic” i odporny na ciosy jak Rasputin. Na pocieszenie pragnę przypomnieć, że obydwie te jednostki jednak się nie uchowały... Pod pewnym względem Polacy i ich rząd są jak niedobrane małżeństwo, zawarte z rozsądku. Nie powinno trwać, ale trwa, nie wiadomo właściwie dlaczego, z przyzwyczajenia, ze strachu przed nieznanym...? Analogia pozwala żywić nadzieję, że rozpadnie się, jak to w życiu bywa, pod jakimś drobnym, pozornie nieznaczącym pretekstem. Warunków pośrednich mamy aż nadto. Potrzeba katalizatora, impulsu. Skądinąd wiadomo – w historii często bywało, że rewolucje i dziejowe przełomy zaczynały się od jakiejś absurdalnej plotki, nagłego...
Marcin Wolski
Fenomen polskiego Kościoła, co stanowi przewodni motyw pracy Andrzeja Nowaka „Czas walki z Bogiem”, polegał na tym, że zawsze stał po stronie narodu. Często wbrew Watykanowi, co jakże pięknie opisał Słowacki, który skadinąd w swojej poetyckiej imaginacji wyśnił słowiańskiego papieża. Inaczej niż w kręgu kultury bizantyjskiej, gdzie był składnikiem władzy, czy na Zachodzie, gdzie był opoką feudalizmu, nasz Kościół od trzech wieków dzielił dole i niedole swojego ludu. Bywali naturalnie biskupi zdrajcy (kilku nawet skończyło na szubienicach), przeważali jednak ci, którzy upominali się o los narodu wymazanego z mapy Europy, dostarczali pociechy i azylu. Byli, jak to się mówi, z ludźmi i dla ludzi. Mówili nie tylko do nas, ale również za nas. Szli w pole w oddziałach partyzanckich, lądowali w...
Marcin Wolski
Pod pewnymi względami cofnęliśmy się do PRL-u, i to nie owego bezzębnego, z końcówki lat 80. czy też „socjalizmu o ludzkim portfelu” doby Gierka. W kręgach posługujących się „listą Michnika” jako wytyczne obowiązują zasady niczym za Stalina – „Kto nie jest z nami, jest przeciw nam!” W „dekadzie sukcesu” np. nie do pomyślenia było wrzucenie do jednego wora wszystkich, którzy bezkrytycznie nie popierają władzy. Byli więc dysydenci, pół dysydenci, ćwierć dysydenci. Jednych rzeczywiście kneblowano, drugich ograniczano, trzecich połowicznie tolerowano, a wszystkich próbowano zjednać, przekupić lub chociaż skłonić do neutralności. Teraz to przeszłość. Nie ma rozróżnień – każdy, od Jerzego Roberta Nowaka po Pawła Lisickiego – to wróg. A dla wrogów nie ma litości ani pobłażania. Naiwna...
Marcin Wolski
Kolędnik 1 Europejski kryzys jeszcze nie przeminął, sunie niczym tsunami… Kolędnik 2 Gorzej, jak domino! (Melodia „Domino” z repertuaru Marii Koterbskiej) szkoda słów, szkoda, bo nie ma znikąd ratunku już dzisiej. Papandreu padł, Berlusconi zgadł, że kres lat, kiedy to           w bunga-bunaga upajał się grą. Zapatera nie chronił ni lewak, ni gej, portugalskiej ruinie nie pomoże i klej. Biednych raty na bogatych solidarnie muszą pójść. Najważniejsze, by banki odzyskały swój szmal, na Wulkanie więc musi dalej toczyć się bal. Więc rzucajmy, nie zwlekajmy chude grosze w odmęt fal. Domino, domino... Wielcy małych upadkiem się cieszą Domino, skończyć to może tylko się wnet Czwartą Rzeszą. Wie brytyjski Lew, to fałszywy...
Marcin Wolski
O wiele więcej jest szans na upadek dyktatury Asada w Syrii i dynastii Kimów w Północnej Korei. Nieoczekiwana podróż Benedykta XVI na Karaiby może oznaczać jakiś „cud na Kubie”. W kolejce do wywrotki w europejskim dominie jest Sarkozy, a i „żelazna Angela” może mieć kłopoty. Nie wierzę w przetrwanie euro w obecnej postaci, o wiele większe zaufanie mam do Wall Street. W obliczu globalnego kryzysu walka z globalnym ociepleniem będzie odwołana. A w Polsce? Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju – może być postępujące gnicie, przy stałej ewolucji nastrojów na prawo, a może drugi Budapeszt czy raczej drugi Kair (choć na sąd nad Tuskiem na łóżku polowym jeszcze chyba trochę poczekamy). W każdym razie pod koniec 2012 r. benzyna będzie po 7 zł, dolar po 5 zł. Nie zagramy w finale...
Marcin Wolski
Ewentualnie można by staremu pisarzowi wybaczyć odwoływanie się do tak niemodnych lub zgoła „faszystowskich” pojęć jak naród, Polska, duch dziejów, ale bon mot o polskim żubrze, którego ugryzł w dupę Jarosław Kaczyński, czy przypomnienie oczywistej oczywistości, jaką są kapepowsko-peerelowskie rodowody dzisiejszych koryfeuszy, przekroczyło granice tolerowalności. Krytyka Salonu to igranie z ogniem, współpraca z „Gazetą Polską” to wielkie przestępstwo, wręcz apostazja z grona ludzi światłych i dobrze wychowanych, ale otwarte poparcie braci Kaczyńskich – to już samobójstwo. A potem przyszedł Smoleńsk 2010 i jeden z tych wierszy, które w tamtych kwietniowych dniach czytała i przepisywała sobie cała patriotyczna Polska Do Jarosława Kaczyńskiego Ojczyzna jest w potrzebie – to znaczy:...
Marcin Wolski
* Dodzie i Nergalowi Poliż cham! Doda w charakterze loda telewizji to osłoda, choć czy Dworak jej pozwala być lizaną przez Nargala? Niby sprawa oczywista – postępowy satanista to „moralny autorytet” popierany przez elitę... Ale jedna kwestia smuci – a jak nagle się odwróci? I miast rwać Mojżesza dzieło, podrze w strzępy program PO?... Byłaby to starszna szkoda! Jednak wie to nawet Doda, że bez sensu ten dylemat bo PO programu nie ma!!! * Ministrowi Narodowego Dziewictwa (pardon, Dziedzictwa) Poprawka z Victorii Polityczna poprawność w ostatecznym ataku kręci film „Odsiecz Wiednia” bez udziału Polaków, bez plenerów – Wilanów zagra zamek w Italii Marysieńki i Jasia, bez brutalnej husarii... Bez krzty złej ksenofobii, katolickich oparów, starcia kultur... Film taki...
Marcin Wolski
Człowiek niezależnie od epoki poszukuje trwałości – tę daje mu wiara, tradycja i prawo naturalne, reszta – relatywizm czy dekonstrukcjonizm – może przynieść mu jedynie rozpacz, właściwą „mówiącemu zwierzęciu” czy „przedmiotowi o ograniczonym terminie używalności”. Trwałość wśród niestałości – genialność naszego poloneza zaklętego w kolędę polega na spiętrzeniu przeciwstawień i paradoksów, owe „ma granice nieskończony”, „wzgardzony, okryty chwałą” definiują najlepiej realia świata, który rozpaczliwie poszukuje punktu oparcia. Sądzę, że właśnie ta potrzeba jednoznaczności leży u podstaw sukcesów islamu, skądinąd religii ponurej, pozbawionej radości płynącej ze stajenki Boga-Człowieka, owego partnerskiego dialogu stworzonego przez dar wolnej woli. Człowiek z natury swojej jest...
Marcin Wolski
Tom „Dlaczego toniemy” zawiera dramatyczny, a zaraz erudycyjny obraz upadku cywilizacji Zachodu. Zachodu, który odciął się od korzeni i stał się bezbronny wobec wyzwań, jakie rzucają mu inne cywilizacje – np. chińska czy muzułmańska. Kasandryczne tony kreują go na współczesnego Aecjusza, nazwanego przed laty przez Teodora Parnickiego ostatnim Rzymianinem. Choć ów wódz był człowiekiem czynu, a nie intelektualistą. Tych w V w. zabrakło. Jęczmyk jest świadomy nie tylko nieuchronnego nadejścia barbarzyńców, ale w dodatku zestawia katalog przyczyn ułatwiających to przyjście. Większość znamy już z czasów antyku – upadek demograficzny, do którego przyczyniała się łatwość rozwodów i aborcji, kryzys kultury i myślenia państwowego, którego młode chrześcijaństwo nie mogło i nie chciało ratować, do...
Marcin Wolski
Zamiast nienawiści posługiwano się słowami narodowych poetów i papieża Polaka. Aż do 13-go! W jedną noc, z perfekcyjną doskonałością sowieckich czynowników, zdruzgotano ludzkie nadzieje, przetrzebiono szeregi najlepszych, zmuszając ich do emigracji, w imię interesów rządzącej kliki, ze strachu, że zrobi to ewentualnie jakaś inna klika. Jeśli porównuje się Jaruzelskiego do Franco czy Pinocheta, popełnia się nadużycie. Wspomniani generałowie uratowali swoje kraje przed komunistycznym eksperymentem, podejmując akcję za pięć dwunasta, jeden w obliczu lewackiego terroru, masowego mordowania księży i zakonnic, drugi świadomy, czym się zakończy napływ kubańskich doradców. Obaj też pozostawili swoje kraje w stanie kwitnącym, przygotowane do demokracji. Hiszpania, mimo kłopotów po...
Marcin Wolski
Mimowolnie tworzyła się wspólnota telewidzów, a obrazy wpadały w pamięć na lata. Wszystko to wróciło przy lekturze książki Piotra Piotrowskiego „Kultowe seriale”. Autor jako fotografik poznawał wiele realizacji od zaplecza. Dziś przywołuje tamten świat, ujawnia kulisy i smakowite szczegóły. Serial serialowi nierówny. Dlatego zapewne nie poczytamy w książce o mało sympatycznej „Doktor Ewie” czy produkcyjnych „Dyrektorach”. Bardziej brakuje „Kolumbów” oraz „Polskich dróg”. Nadreprezentowane są seriale dla dzieci i młodzieży, ale trzeba przyznać, że i one były przykładem doskonałego rzemiosła. Serial, podobnie jak cały film polski tamtych lat, był dziełem profesjonalnym i solidnym – świetni reżyserzy, zawodowi scenarzyści, (często znakomici pisarze), utalentowani kompozytorzy, wreszcie...
Marcin Wolski
Terapia, i to końska, powinna skierować się tam, gdzie są naprawdę rezerwy, gdzie wycieka najwięcej pieniędzy, socjal dla emigrantów – miliardy euro dla bezproduktywnej tłuszczy, która nas w końcu zaleje, zabawy z poprawianiem klimatu, które przypominają próbę ogrzania jeziora grzałką do herbaty, dopłaty dla rolników za nicnierobienie, wreszcie daniny na bezproduktywną administrację brukselską... Logika nakazuje, by zamiast topić pieniądze w państwach bankrutach: Grecji, Portugalii itp. pozwolić im zbankrutować i powrócić do walut narodowych Jednymi stratnymi być może będą banki, bo dla nas otworzy się perspektywa supertanich wczasów pod oliwkami. Jeśli tego się nie robi, a przeciwnie, stawia na odwrotną tendencję, możliwości są dwie: albo rządzi Unia, stado fanatycznych głupców,...
Marcin Wolski
Nie nastąpiło to od razu – kolejne fazy „ostatecznego rozwiązania” poprzedzała trwająca blisko wiek akcja propagandowa. Celowała w niej Rosja, ale Prusy nie pozostawały daleko w tyle. Trzeba było wmówić światu, a przy okazji Polakom, że sami nie potrafimy sobą rządzić, że nie ma wyjścia z zaklętego kręgu naszych kompleksów narodowych, z ciemnoty i zacofania. Przez 300 lat słyszeliśmy, że albo jesteśmy „chorym człowiekiem Europy”, albo w najlepszym razie „państwem sezonowym”, stałym zarzewiem konfliktów – z informacją na zewnątrz: „Spokój panuje w Warszawie” i wewnątrz: „Żadnych marzeń, panowie!”. To przeciw nam stworzono Święte Przymierze i dopiero kłótnia w rodzinie, czyli Wielka Wojna, dała nam szansę ponownego wybicia się na niepodległość. Przy różnych narodowych mankamentach nie...
Marcin Wolski
Nie roszczę sobie przecież żadnych praw z tego tytułu, pomysły są bowiem z gatunku takich, na które może wpaść każdy fantasta. Rzecz polega na tym, jak powieść została napisana. A w „Dallas ’63” King powraca w wielkiej formie. I to niezależnie od tego, jak mogą się poczuć miłośnicy wszelkich teorii spiskowych, dowiadując się z ust bezpośredniego świadka tego samego, co orzekła Komisja Warrena, że Lee Oswald działał co prawda z komunistycznych pobudek, ale sam, na własny rachunek. Mamy więc w powieści znakomitą prozę, szybką pomimo 850 stron akcję, a przede wszystkim kapitalny i nostalgiczny obraz Ameryki, której nie ma – Ameryki Elvisa i rock and rolla, wszechobecnych papierosów, niezmodyfikowanej żywności, młodzieży sprzed rewolucji obyczajowej i rasowej segregacji – np. osobne toalety...
Marcin Wolski
1. W żadnym wypadku nie należało boksować się z PiS-em, a szczególnie z jego liderem. Jeśli różnić się, to ładnie i merytorycznie – nielojalność zawsze pachnie brzydko. Dlatego wypadało prezentować się jako pisory-soft, życzliwi wobec potencjalnych koalicji, otwarci, a zarazem mocno nawiązujący do spuścizny św. pamięci Prezydenta nie tylko nazwą. Jedynym celem ataku winno być PO, a rząd Tuska punktowany, testowany, piętnowany dzień w dzień, tydzień w tydzień, konsekwentnie, choć bez zapiekłości. Dodajmy – to mocne atakowanie PO dało głosy RPP, a jego brak zaszkodził SLD, odprawiającemu antykaczystowskie egzekwie nad Blidą! 2. Należało otworzyć się na wszelkie inicjatywy oddolne, przyjmować chętnych, stać się masową alternatywą dla biurokratycznych „starych partii”, dać ludziom bawić...
Marcin Wolski
W samej rzeczy targały nim cztery wielkie namiętności – Polska, komunizm, kobiety i alkohol. Każda traktowana dość specyficznie. W każdej był arcypolski – żołnierz Legionów i kawaler Virtuti Militari, który, jak Cezary Baryka, wybrał drogę na lewo. Zakazywany przez międzywojenną cenzurę, ale pracujący w mainstreamowych „Wiadomościach Literackich”, więzień sanacji i przyjaciel generała Wieniawy-Długoszowskiego, który przysyłał mu do więzienia obfite paczki z żywnością i popitką. Niezależny, osobny, nieraz samotny. A jednocześnie rozpoznawalny i kochany przez tłumy, jak żaden poeta przed nim ani po nim. Komunizował, ale nie wstąpił do KPP. Pijał w Belwederze z Bierutem, ale wysłał go do diabła, gdy ten zaproponował mu napisanie nowego hymnu. Witany na podbitej Ukrainie jako „polski poeta...
Marcin Wolski
Czy jednak wszystko w jego słowach było grą pod publikę? Wydaje mi się, że w jednym Golem, wyszkolony przez Tymochowicza, był autentyczny: w atakach na Kościół i wierzących. Wpisał się w modną na postępowym Zachodzie tendencję, a zarazem zaapelował do ciemnej strony mocy i kreował wroga. Szybciej niż liderzy PO zorientował się, że straszenie Kaczyńskim kończy się, a ludzie potrzebują wroga, potrzebują strachu. Więc w sposób godny Dana Browna tego wroga im pokazał – ludzi z Opus Dei w rządzie Tuska, wszechogarniający spisek Kościoła i katolicki terror, który wystarczy odrzucić, a będziemy bogaci, zdrowi i postępowi. Bzdura, ale świetnie się sprzedaje! Wyrzucić krzyże, pogonić księży, opodatkować, usunąć ze szkół, zakazać chodzić w sutannach, a najlepiej pożenić! Dzisiaj to postulaty...
Marcin Wolski
Pomylili się Marks, Nietzsche czy Fukuyama i tysiące fałszywych proroków – religia nie przeciwstawia się nowoczesności, nie jest hamulcem rozwoju człowieka, lecz jego niezbędnym dopełnieniem. Coraz więcej uczonych przyznaje, że modernizacja nie musi być tożsama z sekularyzacją. Powody owego renesansu są różne, ale jak twierdzą autorzy „Powrotu Boga” John Mickelthwait i Adrian Wooldridgę, ożywienie jest bezsporne: „To co miało zniszczyć religię – demokracja i rynki, technologia i rozum – jednoczy się, aby uczynić ją silniejszą”. Autorzy opisują narastanie fali ateistycznej trwającej od XVIII  stulecia, kiedy Oświecenie przeciwstawiło wiarę nauce, a teorie naukowe na czele z darwinizmem wsparły tę tendencję. Freud stwierdził nawet, że religie to niedojrzałość powodowana przez...
Marcin Wolski
Rzadko też się słyszy o odpowiedzialności władzy za wyhodowanie i hołubienie wszelkiej maści lewactwa, za kibicowanie zadymom na świecie i wspieranie, również finansowe, działalności wydawniczej (o czym wydawnictwa prawicowe nie mogą marzyć). Jak zwykle zawodzi wyobraźnia. Promotorom „walki z faszyzmem” nie przychodzi do głowy, jakim zagrożeniem mogą być antyfaszyści, kiedy urosną w siłę. Przeciwko czemu i komu mogą się obrócić, jeśli kryzys ekonomiczny jeszcze się pogłębi, bezrobocie wzrośnie, a frustracja i gniew społeczny przekroczą kolejne stany alarmowe. Słyszałem wypowiedź jednego z dyżurnych autorytetów, który na marginesie zajść skarżył się na niewybredne docinki pod swoim adresem. Nie trzeba być naukowym fantastą, aby wyobrazić sobie płonące stacje telewizyjne, które w...
Marcin Wolski
„Długie ramie Moskwy” Sławomira Cenckiewicza jest historią wywiadu wojskowego, nazywanego w PRL-u Informacją Wojskową, a w III RP pod roku 1991 – WSI. Historią ponurą, momentami zawstydzającą i przerażającą. Polska „razwiedka” była nieodrodnym dzieckiem sowieckiego GRU, we wczesnym okresie bazującą na jego kadrach, a do końca PRL-u najściślej podległą Centrali Moskiewskiej (związki personalne aż do końca WSI nie zostały całkowicie zerwane). Dodajmy, że była dzieckiem kalekim. Służbom polskim brakowało rozmachu, środków i możliwości, jaką dysponował „starszy brat”. Ich dzieje są katalogiem porażek, zaniechań i zdrad. Cenckiewicz wylicza długie listy polskich dezerterów, którzy wybierali wolność na Zachodzie. Są wśród nich oficerowie, a także ambasadorzy (Rurarz, Spasowski). Ochrona...
Marcin Wolski
Duchowny kwestionujący sens walki o obronę krzyża, niedostrzegający zła w promocji Nergala stawia się poza Kościołem bardziej niż (wybaczcie porównanie) Ziobro poza PiS-em, natomiast lament „obozu postępu” wywołany faktem, że hierarchia wreszcie zauważyła zagrożenie i postanowiła zdyscyplinować rozbrykanego staruszka, wskazuje, że rysuje się jakiś ozdrowieńczy przełom. Przykładanie do Kościoła miarek świata medialno-parlamentarnego jest zawsze krokiem do jego unicestwienia. Nasza wiara opiera się bowiem na prawdach, które pochodząc od Boga, nie podlegają dyskusji czy głosowaniu. Stwarzanie iluzji, że w sprawach fundamentalnych możliwe są jakieś kompromisy, to w istocie próba kooptacji diabła do Trójcy Świętej. Pięćdziesiąt lat, które minęły od początku Soboru Watykańskiego II,...
Marcin Wolski
Z Warszawy, z wyjątkiem późniejszego papieża Piusa XI, uciekli dyplomaci. Zachód położył na nas krzyżyk, proletariusze wolnego świata za sprawą komunistycznej agentury blokowali dostawy broni... Klęska jest sierotą, sukces ma wielu ojców – toteż wśród autorów „cudu nad Wisłą” znajdziemy i gen. Weyganda, i gen. Rozwadowskiego, i Matkę Boską, choć realnym triumfatorem był Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. Trafność oceny d’Abernona miała potwierdzić historia – Bitwa Warszawska wyhamowała impet bolszewizmu i udaremniła szanse zwycięstwa światowej rewolucji, podarowała wolność Polsce na dwa dziesięciolecia i zapewniła bezpieczeństwo Europie. W jej efekcie Polacy podzieleni przez zabory, rozwarstwieni socjalnie stali się jednym narodem. Lenina i Trockiego zaskoczyło nie tylko męstwo polskiego...
Marcin Wolski
Wyznam, że nieco naiwnie myślałem, iż proces zarzynania odbędzie się jak za komuny. Naciski na naczelnego, zmuszenie do wykonania przez niego całej brudnej roboty – zmiany linii pisma, pozbycia się najbardziej zadziornych piór, a dopiero potem nastąpi oczyszczenie i jego, jako osoby skompromitowanej, i wprowadzenie na nowe pole „Odnowiciela”. Nie te czasy! Dziś nie dba się o pozory, nie ma wstydu, właściciel publicznie naigrawa się z władz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Bo co mu zrobią? Wybory w kraju wygrał, kto musiał, i na lata jest spokój. A czytelnicy? Przyjdą nowi! A jak nie przyjdą, to sypną szmalem reklamodawcy ze spółek skarbu państwa lub o „służbowym” pochodzeniu. Tu problemu nie ma. Mają go za to zwykli obywatele odżywiający się papierem. Tacy jak ja. Po „Wyborczą...
Marcin Wolski
Autorka nie ukrywa, że nie było jej łatwo. W środowisku Rodzin Katyńskich zetknęła się z niezrozumiałym dla niej murem niechęci, pokrywającym wzajemne podziały, zawiści... Równie trudne były rozmowy z rodzinami, często trzeba było roku, aby pozyskać zaufanie, dotrzeć do wspomnień głęboko ukrytych w pamięci rodzinnej. Bożena Mamontowicz-Łojek to synowa Leopolda Łojka, wojskowego lekarza, żona jednego ze znakomitszych historyków polskich – Jerzego Łojka, działaczka Rodzin Katyńskich, wierna tradycjom niepodległościowym i prolustracyjnym tego środowiska. Miałem przyjemność poznać ją, przygotowując rocznicowy materiał do „Gazety Polskiej”, umówiliśmy się na kolejne spotkanie... Katarzyna Piskorska była córką Tomasza Piskorskiego, niedoszłego wojewody poznańskiego, który 1 września 1939 r....
Marcin Wolski
Znikąd nadziei – po drugiej stronie jest zdezorientowane społeczeństwo i niezdecydowany Kościół, do którego dopiero powoli dociera, że nie tylko nie sprawuje rządu dusz, ale jeżeli niczego nie zrobi, to przyjdzie mu szukać schronienia w katakumbach, i to obciążonych podatkami. Czego to dowodzi? Że trzeba się bronić. I to bez czekania na cud kryzysu, podczas którego jak Anders na białym koniu wjadą Prawi i Sprawiedliwi. Osobiście obawiam się, żeby zamiast na białym koniu, nie wjechały na czarnym różnej maści Palikoty. Najgorsze, co w tym wypadku można zrobić, to zamknąć się w jakiejś twierdzy dla niezłomnych. Nie! Moim zdaniem trzeba otworzyć się i rozpocząć długi marsz pozyskiwania niezdecydowanych i zagubionych, przestraszonych i dezinformowanych. Należy popierać wszelkie...
Marcin Wolski
Dopiero po latach, dzięki takim autorom jak Tadeusz Płużański i możliwości dobrania się do zasobów archiwalnych, można zdrapać politurę i kurz świętego spokoju i zapytać o zbrodnie. Wcześniej, mimo potępienia stalinizmu, tropiono jedynie zbrodniarzy hitlerowskich. Kąkolewskiemu zapewne nawet do głowy by nie przyszło, żeby zwrócić się do Heleny Wolińskiej, Stefana Michnika czy Igora Andrejewa z pytaniem „Co u pani (pana) słychać?”. Płużański (sam syn więźnia systemu stalinowskiego) mówi o nich krótko – „bestie”. Można używać innych dosadnych słów dla ubranych w togi czy mundury morderców Polaków – kaci, zbrodniarze. Pochodzili z różnych środowisk, bywali z pochodzenia Żydami, Polakami, Ukraińcami, mieli piękne, a także paskudne rodowody okupacyjne, jednak zjednoczyła ich nadgorliwość...
Marcin Wolski
Urodzona w 1958 r. w Nowym Jorku jako Anna Mazepa, córka ukraińskich dyplomatów, stała się symbolem i nieugiętym liderem w kurczącej się strefie wolnego słowa. Była honorem i sumieniem współczesnej Rosji. Pojawiała się wszędzie tam, gdzie być powinna – na froncie walki z korupcją, za co w 2001 r. otrzymała nagrodę rosyjskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Złote Pióro, w miażdżonej Czeczenii, której poświęciła swoją książkę „Druga Wojna Czeczeńska”. W trakcie tragedii w Teatrze na Dubrowce uczestniczyła w negocjacjach, a potem demaskowała kłamstwa władzy, docierając do Chanpaszy, uczestnika grupy terrorystycznej, a zarazem współpracownika Kremla, jednego z niewielu świadków, którzy przeżyli. Usiłowała dotrzeć do oblężonej szkoły w Biesłanie, ale zasłabła w samolocie, prawdopodobnie...
Marcin Wolski
Powiedziałem, że jako satyryk powinienem się cieszyć. Ale wyłącznie potencjalnie, cóż bowiem, że materiałów do szopek, audycji czy widowisk satyrycznych moc. Nie nada ich żadna telewizja, nie puści żadne radio, których twarzami pozostaną Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski i żałosne stadko z „Bielma kontaktowego”. Oczywiście, trzeba robić swoje, tyle że droga stroma, pod górę, a rzeczywistość skrzeczy, że „lepiej już było”. W dodatku zawodowemu prestiżowi błazna cios zadaje błazen-amator. W Sejmie. PS A wybory w Polsce po raz kolejny wygrali Niemcy. W 2005 r. Tusk poległ dzięki dziadkowi w Wehrmachcie, a 2011 r. wygrał dzięki Angeli (i Stasi).
Marcin Wolski
Praca Adama Sosnowskiego poświęcona ostatniej z wyżej wymienionych, a zatytułowana „Sumienie i polityka” jest po trosze albumem, po części biografią. Biografią Zuzannny i Janusza – pary przedstawicieli pokolenia pięćdziesięciolatków, których świadome życie przypadło na niezwykły okres zawarty między radosnym dźwiękiem dzwonu Zygmunta, zwiastującym wybór naszego rodaka na stolicę Piotrową, a porankiem 10 kwietnia 2010 r., gdy ten sam dzwon bił na znak żałoby i rozpaczy. Jest to opowieść o dojrzewaniu jednostek i całego społeczeństwa, otrząsaniu się z komunizmu, zrywie Solidarności i NZS-u, konspirze lat 80., wreszcie budowaniu III Najjaśniejszej wraz ze wszystkimi towarzyszącymi jej nadziejami i rozczarowaniami. Opowieścią o małżeństwie i rodzicielstwie, blaskach i cieniach życia...
Marcin Wolski
Oczywiście trudno czepiać się człowieka, który chce dobrze, ale ma pecha. Warto jednak przypomnieć Napoleona, który przed nominacją oficera na generała, a tym bardziej marszałka, zwykł pytać (i pewnie potem sprawdzać), czy kandydat ma szczęście. Pechowcy mieli przechlapane. Stąd wniosek, żeby otaczać pechowców ochroną, sympatią, wsparciem, ale nie wybierać ich na stanowiska poważniejsze niż dozorca orlika, sprzedawca damskiej galanterii czy hodowca papryki. Za dużo nas to wszystkich kosztuje. Jest taka anegdota o trzech więźniach, z których każdy otrzymał od dyrekcji zakładu dwie lite kulki. Francuz szybko nauczył się nimi żonglować, Anglik wymyślił grę o skomplikowanych regułach i pasjonującym przebiegu. A Polak?... Jedną zgubił, a drugą zepsuł. Istnieje podejrzenia, że znamy...
Marcin Wolski
„Czarny Sakrament” Dawida M. Kiely’ego i Christiny McKenna, opatrzony podtytułem „prawdziwe historie opętań i egzorcyzmów”, ma sporo cech literatury sensacyjnej, napięcie, grozę, żywość narracji. Jednak jej główna zaleta polega na tym, że opowiada o zdarzeniach autentycznych. Bohaterami są dwaj wiekowi duchowni, przedstawiciele dwóch odłamów chrześcijaństwa – protestancki kanonik William Lendrum i katolicki mnich Ignacy McCarthy, dowodzący, że w walce ze wspólnym wrogiem podziały religijne schodzą na plan dalszy, a procedury postępowania przy wypędzaniu szatana są podobne, jeśli nie identyczne. Praca została udokumentowana licznymi zeznaniami rodzin, świadków, a także ofiar opętania. Wbrew obiegowym opiniom obrzędy egzorcyzmów nie są sposobem na „wyłudzanie pieniędzy od maluczkich” czy...
Marcin Wolski
Pisze więc sobie o Michniku, posługując się własną definicją dżentelmena. „Jest to facet, który umie grać na trąbie, ale nie gra. W świetle tej definicji Adam Michnik nie jest dżentelmenem ani od przodu, ani od tyłu. Gra na trąbie, choć nie umie”. Bywa też prorokiem, świętując rocznicę pamiętnej wizyty, o której mówił: „Przychodzi Rywin do Michnika, a Michnik też Rywin”. Postulował powstanie obywatelskiej, wolnej od wszelkich nacisków komisji śledczej do zbadania afery Rywina w składzie: Adam Michnik, Leszek Miller, Robert Kwiatkowski, Aleksandra Jakubowska, Włodzimierz Czarzasty i Lew Rywin. Cóż! Wizja ta ziściła się w postaci komisji hazardowej z Sekułą na czele! A ileż spostrzeżeń felietonisty ma charakter ponadczasowy – „Polacy nie są lepsi od swoich polityków, ani politycy nie są...
Marcin Wolski
Inne czołowe twarze rządzącego układu wolą się nie pokazywać publicznie, żeby nie drażnić ludzi, co ułatwia działanie Palikotu (bądź Paliktowi – nie wiem, jak się to odmienia, bo wobec tej postaci reguły mowy polskiej zawodzą). Nie dziw, że w trudnych sytuacjach rodzi się pokusa odwołania do mocy nadprzyrodzonych. Niestety osobisty telefon do Pana Boga ma jedynie ksiądz Natanek i nie udostępni go części hierarchii zaprzyjaźnionej z PO. Pozostaje więc druga strona. I w tym kontekście należy widzieć zatrudnienie emisariusza Behemota w telewizji publicznej. Można powiedzieć, że jest to program pilotażowy. Łatwo sobie wyobrazić zatrudnienie innych czartów w charakterze oficerów prowadzących. Przecież tylko Mefistofeles mógłby pomóc ministrowi Grabarczykowi, a Belzebub wspomnianemu wyżej...
Marcin Wolski
Otóż są. Biblioteka Encyklopedii Solidarności prezentuje pierwszy tom wspomnień Andrzeja Rozpłochowskiego. W roku 1980 ów młody pracownik z lokomotywowni Huty Katowice (sztandarowej wielkiej budowli socjalizmu, w której honorowym członkiem organizacji partyjnej był sam Leonid Breżniew) staje na czele komitetu strajkowego, psując plany władzy kreującej na przywódcę niejakiego Marka Fabrego. Jako prawdziwy trybun ludowy zostaje przywódcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego i w jego imieniu podpisuje 11 września tzw. porozumienia katowickie, czwarte z wielkich porozumień. Inspirator i wielki zwolennik jednolitej struktury regionalnej wchodzi we wrześniu 1981 r. w skład Krajowej Komisji Porozumiewawczej. Zyskuje tam opinię radykała, jako pierwszy żąda wyprowadzenia PZPR z zakładów pracy....
Marcin Wolski
A co z tego wyniknie i jak będzie wyglądała rzeczywistość naszych wnuków i prawnuków, można się dowiedzieć, czytając program Bractwa Muzułmańskiego, przygotowującego się do przejęcia władzy w Egipcie. Po pierwsze, zostaną zakazane stroje plażowe, po drugie, będzie wprowadzona całkowita prohibicja, a po trzecie, zabroni się zwiedzania zabytków z czasów przedislamskich, a piramidy i sfinks zostaną zasłonięte. Dobrze, że nie wysadzone w powietrze, jak to uczynili talibowie z posągami Buddy w Afganistanie. Piękna perspektywa, siedzieć na dywaniku, o suchym pysku, (w przypadku kobiet w zasłonie na twarzy), dukając sury Koranu na przemian z dynastiami władców muzułmańskich, mając za oknem Notre Dame czy kościół Mariacki w pokrowcu.

Pages