A gdyby to był zamach

Można to tłumaczyć tak: od początku przyjęto jedną wersję, która już przez sam fakt jej narzucenia, bez przeprowadzenia wcześniej odpowiedniego śledztwa, była kłamstwem. Reszta to konsekwencja obrony przyjętego kłamstwa.

Można też zakładać, że wprawdzie doszło do przypadkowej katastrofy, ale skala zaniedbań była tak ogromna, że tylko mataczenie zmniejszało ciężar winy obydwu rządów. Takie założenie jest logicznie możliwe, ale politycznie i moralnie nie do przyjęcia. Ciężar dowodu zawsze leży po stronie kłamcy. Wierzyć można temu, kto nie dał się wcześniej przyłapać na łganiu. Tymczasem od pierwszych minut po katastrofie obydwie strony, ale szczególnie Rosjanie, kłamią jak
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: