Spadkobiercy Potiomkina

Kuriozalna sprawa. Przy jednej z ważniejszych ulic w Krakowie postawiono apartamentowiec o nazwie mającej oddziaływać na postkolonialne kompleksy (nawiązanie do Ameryki, rezydencji, apartamentu – klisze jak we wczesnych latach 90.). Ale pal sześć nazwę, bo to jeszcze nic. W bezpośrednim sąsiedztwie „rezydencji” stoi sobie mniejszy, starszy i mniej okazały budyneczek mieszkalny. Zwykły szary bloczek z lat 50., jakich w Polsce pełno. I tu się zaczyna moje osłupienie.

Oto bowiem inwestor i właściciel „rezydencji” postanowił na własny koszt zafundować sąsiadom z bloczku nową elewację, parapety i okna. – Zacny gest, milordzie – chce się powiedzieć. Ale myliłby się
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: