Kryminał niemający końca. Schludne miasteczko na uboczu

Leniwe słoneczne popołudnie. Eleganckie drewniane domki. Tak wygląda nieznająca smaku wielkomiejskich pokus osada północnego skraju Morza Bałtyckiego. Z wyludnionymi uliczkami. Kilkoma sklepikami. Kościółkiem. Ratuszem. I czymś jeszcze...


– Ale właściwie po co? – te słowa wracają niczym déjà vu. Już je przecież słyszałem. Pytanie pojawiało się, ilekroć opowiadałem znajomym w zaufaniu o swoim zamiarze odwiedzin pewnego szwedzkiego miasteczka. – A jakoś tak. Po pierwsze, to baza tanich linii lotniczych do pobliskiego Sztokholmu. A po drugie… – zawieszałem głos. – Wydaje mi się, że znajdę tam coś inspirującego. Coś subtelnie beztroskiego.

Z
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: