Bezalkoholowo

Pamiętam, jak lata temu, w sierpniu, gdy był ogłoszony tradycyjny „miesiąc trzeźwości”, zostałem zaproszony na wiejskie wesele. Miało być, zgodnie z wytycznymi miejscowego proboszcza, bezalkoholowe, jak zresztą cała reszta wesel w okolicy. I owszem, było. Ale w sposób specyficznie „polski”. Oto po ślubie państwo młodzi zostali tradycyjnie zawiezieni elegancką bryką ustrojoną kwiatem do domu, gdzie miało się odbyć weselisko. Tu konieczna uwaga – to było wtedy, gdy jeszcze nie istniała kultura weselnych „kombinatów”, gigantycznych domów weselnych, wyspecjalizowanych w obsłudze takich imprez.

Zamiast więc do weselnego zamczyska, młodzi zajechali do zwykłego domu
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: