Warszawski tygiel

Kampania wyborcza w Warszawie zaczęła się jak u Hitchcocka od mocnego uderzenia. Czy dalej tempo będzie rosło? Ja na razie sobie tego nie wyobrażam, bo minęły zaledwie dwa tygodnie, a ja mam wrażenie, że zdarzyło się w niej już niemal wszystko. Błędy ortograficzne na miarę „bóla”, spot ze zdjęciami z zagranicy jak niegdyś w kampanii społecznej PO, grillowanie w stylu PiS-u, czyli w garniturze i pod krawatem, a ostatnio kradzieże spotów.

Brakuje jeszcze, aby Patryk Jaki poszedł do osiedlowego sklepiku, gdzie zapłaci banknotem o nominale 500 zł, którego większość Polaków nie widziała na oczy, a Rafał Trzaskowski zacznie skakać po krzesłach i bredzić o zbierającej
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: