Żyjemy, mamy rację!

Było groźnie. A nic nie zapowiadało tragedii. Wyszedłem z mieszkania, zamknąłem drzwi, sprawnie przemieściłem się w kierunku windy. Gdy przyjechała – wszedłem, jak kilka razy dziennie. Nacisnąłem klawisz „0” i… winda ruszyła, zgrzytnęła i stanęła.

Opanowałem panikę. Wcisnąłem guzik z intrygującym symbolem dzwonka. Rozległ się dźwięk, a po chwili głos operatora pogotowia dźwigowego. Opisałem sytuację, podałem namiary i zacząłem cierpliwie czekać.

W takich sytuacjach instruktorzy survivalu zalecają uspokoić kolejne fale paniki poprzez sprawdzenie swojego stanu posiadania. Więc sprawdziłem. Ponieważ wybierałem się na dyżur w redakcji, byłem przygotowany
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: